Aktualności - strona 3

/

Kufle gdańskie wciąż w cenie? 

Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz, w ofertach kilku zagranicznych domów aukcyjnych jednocześnie, pojawiła się taka ilość gdańskich kufli z XVII w. Faktem jest, że nieprzerwanie cieszą się one popularnością nie tylko wśród kolekcjonerów. Można więc się spodziewać, że i tym razem

Czytaj dalej →
Zygmunt August, biblioteka
Księga z bibioteki królewskiej Zygmunta Augusta. Fot. Forum Auctions.

Królewski „skarb” ostatniego Jagiellona na aukcji za granicą!

Zbiory biblioteczne i archiwa były tymi spośród zabytków polskiej kultury, z którymi czas i wszelkie dziejowe zawieruchy obeszły się wyjątkowo okrutnie. Wielokrotne przemieszczenia, wojenne grabieże i zniszczenia dokonywane na przestrzeni wieków, bezpowrotnie pozbawiły nas wielu bezcennych zabytków piśmiennictwa. W tym kontekście pojawienie się na rynku aukcyjnym książki z prywatnej biblioteki króla Zygmunta Augusta wybrzmiewa wręcz sensacyjnie.

Systematycznie gromadzona od 1547 r., licząca ponad 4000 książek najsłynniejsza w polskiej historii prywatna książnica zawierała dzieła z dziedziny prawa, teologii, filozofii, medycyny, nauk przyrodniczych, matematyki, historii, geografii, astronomii, literatury klasycznej i gramatyki. Wraz z końcem dynastii, po śmierci ostatniego Jagiellona, na mocy zapisu testamentowego monarchy ten niezwykły pomnik renesansowej kultury polskiego Odrodzenia uległ rozproszeniu. Do naszych czasów w bibliotekach i zbiorach prywatnych na całym świecie zachowało się ok. 653 woluminów.
Piękne oprawy, ozdobione królewskim superexlibrisem są charakterystyczne dla Zygmuntowskiej książnicy. Taką posiada również egzemplarz wystawiony na aukcji przez Forum Auctions w Londynie – DE OMNIBUS AGRICULTURAE PARTIBUS, & DE PLANTARUM ANIMALIUMQ; NATURA & UTILITATE LIB. XII. Jest to dzieło Piotra Crescenzi (Pietro de’ Crescenzi lub Pier Crescenzio, ur.1230 – zm. ok. 1320) – pochodzącego z Bolonii włoskiego lekarza, prawnika i przyrodnika, autora popularnego podręcznika rolnictwa Opus ruralium commodorum libri XII. Księga została wydana w 1548 r. w Bazylei, znanym ośrodku renesansowego drukarstwa.


Wiadomo, że w zbiorze królewskim znajdowały się dwa egzemplarze tego dzieła: jeden z nich jest chyba w posiadaniu Biblioteki Narodowej. Drugi egzemplarz, aukcyjny, pochodzi z Biblioteki Rolniczej Stacji Doświadczalnej w Rothamsted w Anglii. Należał do Pierra Jasque i do zbiorów angielskich trafił w drodze zakupu w 1916 r. Miejsce jego przechowywania znane było polskim badaczom już w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Oprawa, ozdobiona superexlibrisem typu III, w odmianie z inskrypcją umieszczoną w kontrze oraz dekoracyjną bordiurą – powstała w 1563 r. Przynależność do królewskiej książnicy ostatniego Jagiellona potwierdza wybita na dolnej okładzinie formuła: “Sigismundi Augusti Regis Poloniae Monumentum Anno 1563”.
Estymacja aukcyjna księgi jest wyjątkowo niska, bo wynosi tylko 4 000- 6 000 GBP i można się spodziewać, że zostanie wielokrotnie przekroczona. Trudno mi nawet sobie wyobrazić to, aby ten królewski, bezcenny „monument” nie trafił do Biblioteki Narodowej! Należy zrobić absolutnie wszystko aby tak się stało!

J. F. A. Tischbein, Portret Jana Krasickiego
J. F. A. Tischbein, “Portret Jana Krasickiego”. Fot. Herkomst Gezocht.
/

Polski bohater w muzeum Hitlera w Linzu – epilog

Komitet ds. Restytucji powołany przez Ministerstwo Kultury, Edukacji i Nauki Królestwa Niderlandów, zarekomendował zwrócenie znajdującego się w Holandii portretu Jana Krasickiego autorstwa Johanna Friedricha Augusta Tischbeina, prawowitym spadkobiercom ostatniego właściciela obrazu – Stanisława Tomasza Augusta hr. Krasickiego z Siecina herbu Rogala (1906-1977).
Dzięki artykułowi “Polski bohater w muzeum Hitlera w Linzu” i zawartym w nim informacjom, możliwe było rozpoczęcie uwieńczonej sukcesem procedury restytucyjnej przez spadkobierców rodziny Krasickich. Prowadzone przez Fundację Communi Hereditate badania proweniencyjne bezimiennego wówczas portretu, doprowadziły do zidentyfikowania przedstawionego na obrazie oficera jako Jana Krasickiego herbu Rogala (1763 lub 1765–1830) – majora wojsk polskich, bohatera insurekcji kościuszkowskiej, jednego z pierwszych kawalerów Orderu Virtuti Militari.
Portret został wywieziony z Polski do Holandii w 1942 r. przez Pietera Mentena (1899-1987) – holenderskiego zbrodniarza wojennego, służącego w tzw. Einsatzgruppe w stopniu SS Hauptscharführera – współodpowiedzialnego min. za egzekucje ludności żydowskiej w Podhorcach. Wraz z obrazem Menten wywiózł z terenów Generalnej Guberni oprócz dużej ilości gotówki także cztery wagony kolejowe załadowane różnego rodzaju ruchomościami, dziełami sztuki i innymi cennymi przedmiotami (po wojnie uchodził za jednego z najbogatszych ludzi w Holandii). W 1944 r., jako portret nieznanego oficera obraz kupił od Mentena Hermann Voss, do muzeum Hitlera w Linzu. Ukryty w sztolniach kopalni soli w austryjackiej miejscowości Altaussee wraz z tysiącami pochodzących z całej okupowanej Europy dziełami sztuki, został odnaleziony przez wojska amerykańskie.
Zgodnie z Deklaracją Londyńską z 5 stycznia 1943 r. oraz późniejszymi aktami prawnymi, państwa sojusznicze uznały za nieważne wszelkie wywłaszczenia dokonane przez Niemców na terytoriach okupowanych i zobowiązały się do zwrotu dzieł sztuki skonfiskowanych przez nazistów do krajów ich pochodzenia, pozostawiając w gestii tych państw zwrot dzieł prawowitym właścicielom. Portret nieznanego oficera autorstwa Tischbeina, w związku z tym, że został zakupiony od Mentena, obywatela holenderskiego, trafił do Holandii. Został włączony do tzw. kolekcji Nederlands Kunstbezit (NK Collectie). W 1998 r., wraz kilkoma tysiącami innych obiektów, obraz stał się częścią projeku badawczego o nazwie Herkomst Gezocht (Pochodzenie Nieznane), którego celem było zbadanie proweniencji wybranych dzieł sztuki przekazanych Holandii po II wojnie światowej, co do których istniało podejrzenie, że mogły pochodzić z grabieży wojennych.
W 2013 r. przeglądając zawartość strony internetowej projektu zwróciłem uwagę na portret bezimiennego oficera autorstwa J. F. A. Tischbeina. Taki był początek całej historii.


Korzystanie z materiałów redakcyjnych Magazynu ArtSherlock, bądź dokonywanie ich opracowań w celach komercyjnych wymaga uzyskania zgody Fundacji Communi Hereditate. W tym celu prosimy o kontakt: info@communihereditate.pl

Łańcut, Alfred Potocki
Jan Steen, “Kłócący się gracze”. Fot. Dorotheum GmbH.

Obraz z Łańcuta na aukcji w wiedeńskim Dorotheum

„Pakowanie było okropnością. Niektórzy z moich służących łkali otwarcie, niezdolni do powstrzymania swego wzruszenia, gdy pokój po pokoju obdzierano z obrazów, mebli, porcelany i szkła. Gdybym chciał opisać własne uczucia, byłoby to dla mnie zbyt bolesne. Pamiętam jak stałem w pustym pokoju, patrząc na białe ściany i bieganinę niemieckich oficerów po całym zamku…”

To relacja z wydarzeń jakie miały miejsce wiosną i latem 1944 r. w Łańcucie. Spisał ją ostatni ordynat łańcucki i dziedzic fortuny Potockich – Alfred Potocki. Wobec szybko zbliżającego się frontu postanowił wywieźć z Łańcuta najcenniejsze dzieła sztuki, wyposażenie zamku, książki i archiwalia. Dzięki swoim koneksjom wśród niemieckich władz okupacyjnych otrzymał pociąg oraz oddział żołnierzy Wehrmachtu do pomocy i konwojowania. Łącznie do Wiednia trafiło około 700 skrzyń. Całość przewieziono później do Liechtensteinu, a już po wojnie do Szwajcarii i Francji.
Dzieła odziedziczone z historycznej kolekcji Izabeli Lubomirskiej, zbiory artystyczne kolejnych ordynatów łańcuckich a także te przejęte ze spadku po Mikołaju Potockim, obrazy Bouchera, Fragonarda, Watteau, Snydersa, Steena – stopniowo ulegały rozproszeniu, wyprzedawane na aukcjach i zastawiane na pokrycie bieżących długów Alfreda. Te które nie trafiły do zagranicznych zbiorów muzealnych i wielkich kolekcji publicznych, od czasu do czasu pojawiają się na rynku antykwarycznym i aukcyjnym, jak wystawiony w 2015 r. przez dom aukcyjny Christie’s w Londynie piękny portret Julii Potockiej pędzla Lampiego, zastawiony przez Potockiego wraz z książkami pochodzącymi z Tulczyna u portugalskiego bankiera Ricardo Espírito Santo Silva.

Łańcut, zbiory sztuki, Alfred Potocki
Wnętrze zamku w Łańcucie, 1937. Fot. NAC

A za kilka dni w wiedeńskim Dorotheum zlicytowany zostanie obraz Jana Steena “Kłócący się gracze”. Obraz ten jest reprodukowany w wydanym w 1933 r. przewodniku po zamku w Łańcucie autorstwa Józefa Piotrowskiego, opisującym historię zamku i jego zbiory. Wisiał w tzw. pokoju wstępnym, “którego ściany pokryte są gęsto obrazami, przeważnie szkół niderlandzkich (David Teniers, Gerard Dou, Frans Mieris, Gonzales Coques, Jan Steen, Berchem, Brouwer, Wouwerman, Ostade i inn.)”. Z noty katalogowej Dorotheum dowiadujemy się, że obraz Steena został sprzedany w 1951 roku w szwajcarskim domu aukcyjnym Fischer w Lucernie.


Dzieło Steena Dorotheum wyceniło w przedziale 40 000 – 60 000 euro i należy się spodziewać, że cena sprzedaży może przekroczyć kwotę 100 000 euro, co jest wartością rynkową tej klasy obrazów holenderskiego malarza osiąganą na rynku aukcyjnym. Kwota nie jest szokująca ale trudno się spodziewać, że Muzeum Zamek w Łańcucie będzie stać na taki zakup. Jak się wydaje bez wsparcia MKiDN raczej się nie obędzie o ile takie wsparcie w ogóle będzie rozważane. Czas płynie i do aukcji pozostało już tylko siedem dni…

Jan Matejko
Jan Matejko, Gamrat i Stańczyk, olej na drewnie. Fot. Wikipedia.

Nieznana proweniencja dzieła Jana Matejki

W Pałacu na Wyspie Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie trwa ostatnia odsłona Wystawy Jednego Obrazu z kolekcji Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku (The Kosciuszko Foundation). Wystawa wpisuje się w program obchodów 200. rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki. Po obrazie „Kościuszko w West Point” Bolesława Jana Czedekowskiego oraz „Lisowczycy: strzelanie z łuku” Józefa Brandta, ostatnim prezentowanym dziełem jest „Gamrat i Stańczyk” Jana Matejki. To pierwsza publiczna prezentacja obrazu Matejki dla polskiej publiczności. Towarzyszy jej bogaty program edukacyjny w postaci warsztatów dla młodzieży i dorosłych pod tytułem “ Po co nam Matejko”.

Strona z katalogu aukcyjnego sprzedaży kolekcji dr Adamkiewicza

Jak głosi nota proweniencyjna opublikowana na stronie internetowej Muzeum Łazienki Królewskie, obraz do Fundacji Kościuszkowskiej został przekazany przez Josepha F. Lestera w 1950 r. Jak się wydaje wcześniejsze losy płótna są nieznane. Tymczasem jesteśmy w posiadaniu niepublikowanych i nieznanych dotąd informacji związanych z pochodzeniem dzieła Matejki.
Obraz ten był częścią kolekcji należącej do dr Alberta Adamkiewicza (1850-1921) – polskiego lekarza patologa narodowości żydowskiej, neurologa i neuroanatoma, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1872 r. Adamkiewicz jako zdolny i wyróżniający się student trzeciego roku Uniwersytetu w Würzburgu otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie i tytuł doktora medycyny za pracę na temat urządzeń tamujących krwawienie. W 1876 r. wykładał patofizjologię na Uniwersytecie w Królewcu. Przez pewien okres pracował w jednym ze szpitali w Berlinie. W latach 1879 do 1892 kierował wydziałem Patologii Ogólnej i Doświadczalnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. W międzyczasie, w 1888 roku dokonał konwersji na katolicyzm. Jego obiecująca kariera uległa załamaniu po ogłoszeniu na początku lat 90. XIX w. kontrowersyjnej i jak się później okazało błędnej teorii dotyczącej odkrcia pasożyta wywołującego nowotwory. Poddany ostrej krytyce przez środowisko naukowe i akademickie, Adamkiewicz opuścił Kraków i wyjechał do Wiednia, gdzie zmarł w zapomnieniu w 1921 r.

W październiku 1926 r. wiedeński Aauktionshaus für Altertümer Glückselig Ges. M.B.H. wystawił na aukcji spuściznę po Adamkiewiczu. Wśród dzieł sztuki użytkowej znalazł się również liczący 35 pozycji katalogowych zbiór malarstwa, w tym płótna malarzy polskich: Adamowicza, Fabiańskiego, Rozwadowskiego, Szyndlera. Pod pozycją numer 252 znajduje się nota wraz z reprodukcją poświęcona obrazowi Jana Matejki „Gamrat i Stańczyk”. Nie widomo kto został nabywcą obrazu.


Na szczęście obraz przetrwał do naszych czasów i od 15 lutego do15 kwietnia 2018 r. możemy go podziwiać w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie.


Bibliografia

  1. Katalog aukcyjny: Nachlass Universitätsprofessor Dr. Julian Albert Adamkiewicz, Aauktionshaus für Altertümer Glückselig Ges. M.B.H., Wiedeń, październik 1926 r.
  2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Albert_Adamkiewicz
  3. https://www.lazienki-krolewskie.pl/pl/wydarzenia/wystawa-jednego-obrazu-5

Louis de Silvestre, portret Augusta III
Louis de Silvestre, portret Augusta III w polskim stroju, ok. 1737 r. Fot. Veritas

Portret Augusta III na aukcji w Lizbonie

W ofercie domu aukcyjnego Veritas w Lizbonie, wśród oferowanych na najbliższej aukcji obiektów licytowany będzie również portret króla Augusta III w stroju polskim. Niezła klasa obrazu może świadczyć o tym, że mamy do czynienia ze zredukowaną wersją warsztatową namalowanego ok. 1737 r. przez Louisa de Silvestre (1676-1760) portretu ze zbiorów Gemäldegalerie Alte Meister w Dreźnie. Drezdeński oryginał należał do cyklu obrazów, które pierwotnie wisiały w pałacu Brühla na Augustusstraße.
Typ portretu przedstawiający Augusta III w stroju polskim, przepasanego wstęgą Orderu Orła Białego, przy szabli, z płaszczem leżącym na fotelu tronowym ozdobionym królewską cyfrą, z insygniami władzy królewskiej i elektorskiej: koroną i kapeluszem oraz widniejącą na tle nieba sylwetką Zamku Królewskiego w Warszawie – był niezwykle popularny w Polsce. Stąd w zbiorach muzealnych znajdujemy jego liczne repliki i kopie, m. in. w: Bibliotece Kórnickiej PAN, Muzeum Narodowym w Krakowie, Zamku Królewskim na Wawelu czy Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Egzemplarz aukcyjny przewyższa je wszystkie walorami malarskimi.


To, że obraz znalazł się w Lizbonie, może według mnie być przesłanką aby powiązać portet ze zbiorami łańcuckimi, a dokładnie z tą ich częścią, która została wywieziona w 1944 r. przez Alfreda Potockiego za granicę. Wiadomo bowiem, że Potocki pilnie potrzebując gotówki, w zamian za udzieloną mu pożyczkę – zastawił część zbiorów u portugalskiego bankiera i kolekcjonera Ricardo Espírito Santo Silva (1900-1955). Pożyczki tej nigdy nie spłacił. W ten sposób w zbiorach portugalczyka znalazły się cenne książki pochodzące z Tulczyna, dzieła Kromera, Długosza, Starowolskiego, Trembeckiego, w tym również słynna edycja dzieła Moreliusa o numizmatyce. Księgozbiór ten pojawił się w 1976 r. w jednym z antykwariatów w Lizbonie. Do zbiorów polskich udało się nabyć jedynie dzieło Moreliusa z superekslibrisem króla Stanisława Augusta.


W 2015 r. dom aukcyjny Christie’s w Londynie wystawił na sprzedaż kolekcję dzieł sztuki należącą do córki Ricardo Espírito Santo Silva – Any Marii Espírito Santo Bustorff Silva. Sprzedano wówczas przepiękny portret Julii Potockiej pędzla Lampiego z kolekcji łańcuckiej. Wiele przemawia za tym, że również portret Augusta III może być “odpryskiem” świetnych zbiorów z Łańcuta, których pojedyncze egzemplarze zdobią dzisiaj największe muzea i kolekcje prywatne za granicą.

Marcello Bacciarelli, Walenty Gagatkiewicz
Marcello Bacciarelli, portret Walentego Gagatkiewicza.

Nieznany portret Marcella Bacciarellego

W maju 2018 roku Zamek Królewski w Warszawie planuje otwarcie wystawy poświęconej najpiękniejszym portretom Marcellego Bacciarellego – nadwornego malarza Stanisława Augusta, jednej z najważniejszych postaci życia kulturalnego czasów stanisławowskich. Wystawa będzie zapewne okazją do podsumowania aktualnego stanu badań nad twórczością włoskiego artysty. Zanim jednak będziemy mieli okazję podziwiać efekty pracy kuratorów wystawy warto zapoznać się z nieznanym dotąd portretem, który wystawiono właśnie na aukcji we Francji.

Obraz nosi wszelkie cechy stylu Bacciarellego i można go uznać za własnoręczną pracę artysty. Wbrew temu co piszą autorzy noty katalogowej domu aukcyjnego, nie jest to jednak portret Stanisława Lubomirskiego. Przedstawioną osobą jest bowiem Walenty Maciej Gagatkiewicz (1750- 1805), wszechstronnie wykształcony we Francji, wybitny lekarz, wrażliwy działacz społeczny i patriotyczny, fundator i założyciel pierwszej w Warszawie Szkoły Chirurgicznej przy Szpitalu Św. Łazarza.


“Wielokierunkowa działalność lekarska i patriotyczna przyniosła dr. Walentemu Gagatkiewiczowi wiele wyrazów uznania i najwyższych godności. W roku 1773 król Stanisław August mianował go konsyliarzem dworskim, a w roku 1784 wyniósł do rangi konsyliarza nadwornego. W dwa lata później król wyróżnił go złotym medalem „Bene Merentibus”, a w roku 1788, mając na uwadze położone dla kraju zasługi, za zgodą Stanów sejmowych nadał mu szlachectwo. Stanisław August nie zapomniał o swoim lekarzu nawet wówczas, gdy tron swój utracił. Przesłał mu wówczas złoty pierścień wraz z zapewnieniem o swojej wdzięczności. Skromny w swej postawie Gagatkiewicz za liczne dowody uznania odpłacił się Rzeczypospolitej nieocenioną hojnością. Obok pokaźnych sum jakie przeznaczył na utrzymanie Szkoły Chirurgicznej, w czasie powstania kościuszkowskiego oddał na potrzeby kraju pokaźną część gotówki oraz wszystkie swoje srebra, mające znaczną wartość materialną. Ofiarodawca wierzył głęboko, że „Życzenia, które temu darowi towarzyszyły przewyższały ofiarowany kruszec”. 1

Joan Ligber, Marcello Bacciarelli, Walenty Gagatkiewicz
Joan Ligber, według Marcella Bacciarellego, portret Walentego Gagatkiewicza

Walenty Gagatkiewicz należał także do grona założycieli i wiodących reprezentantów Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Uważany jest za najwybitniejszego lekarza XVIII-wiecznej Warszawy. Zmarł 10 stycznia 1805 r. Jego prochy spoczęły na Cmentarzu Powązkowskim.
Oferowany na aukcji portret znany był dotąd jedynie z wydanego przez Leopolda Lafontaine’a w 1805 r. miedziorytu, rytowanego przez Joana Ligbera, opublikowanego na frontyspisie „Mowy na pochwałę ś.p. Wielm. Jmci Pana Walentego Gagatkiewicza”. Oryginał portretu prawdopodobnie należał do zbiorów Zygmunta Wolskiego. 2
Tak oto znane nam pokaźne ouvre portretowe Bacciarellego wzbogaca się o kolejny obraz, który z uwagi na osobę portretowanego, jego zasługi i związek z Warszawą powinien trafić do zbiorów jednej ze stołecznych instytucji muzealnych: Zamku Królewskiego w Warszawie, Łazienek Królewskich lub Muzeum Warszawy. Czas szybko gromadzić środki finasowe, do aukcji pozostało kilkanaście dni.

  1. http://www.oil.org.pl/xml/oil/oil72/gazeta/numery/n2006/n200604/n20060407
  2. https://pl.wikisource.org/wiki/Album_biograficzne_zasłużonych_Polaków_i_Polek_wieku_XIX/D-!r_med._Walenty_Gagatkiewicz_i_D-r_med._Józef_Filipecki
Leonardo da Vinci, Salwator Mundi
Leonardo da Vinci, Salwator Mundi, ok. 1500 r. Fot. Christie’s.

Aukcja wszech czasów? Arcydzieło Leonarda da Vinci trafi pod młotek!

Ta informacja zelektryzowała środowisko sztuki i media na całym świecie. Obraz Leonarda da Vinci Salvator Mundi został wystawiony na sprzedaż w domu aukcyjnym Christie’s w Nowym Jorku. To bezprecedensowe wydarzenie ma szansę stać się największą sensacją rynku aukcyjnego w jego nowoczesnej historii. Obraz jest jednym z około 20 niekwestionowanym dzieł Leonarda i ostatnim jaki znajduje się w prywatnych rękach. Jego proweniencja jest równie sensacyjna jak to, że pojawił się w ofercie Christie’s.

Namalowany przez artystę około 1500 r., prawdopodobnie dla francuskiej rodziny królewskiej i być może trafił do Anglii wraz z królową Henriettą Marią gdy wyszła ona za mąż za Karola I w 1625 r. Po raz pierwszy notowany w inwentarzu kolekcji króla Karola I (1600-1649), sprzedany „Wspólnocie Salezjańskiej” 23 października 1651 r. Zwrócony koronie, ponownie wzmiankowany w inwentarzu kolekcji Karola II w 1666 r. Po 1763 r.
wszelki ślad po dziele Leonarda się urywa aż do 1900 r. kiedy to został pozyskany od Sir Charlesa Robinsona, który kupił obraz już jako dzieło naśladowcy Leonarda, Bernardino Luiniego do Cook Collection, Doughty House w Richmond. Po rozproszeniu tej kolekcji obraz trafił na aukcję do Sotheby’s w 1958 r. gdzie został sprzedany za 45 funtów! To chyba jedna z najkosztowniejszych eksperckich pomyłek w wycenie dzieła sztuki w historii.


Obraz jeszcze wielokrotnie zmieniał właścicieli aż do 2005 r. kiedy to został ponownie sprzedany za mniej niż 10 000 dolarów! Przeprowadzona w 2007 r. konserwacja obrazu potwierdziła autorstwo Leonarda. W 2011 r. został on wystawiony w National Gallery w Londonie na wystawie poświęconej twórczości włoskiego geniusza, wywołując gwałtowną publiczną polemikę odnośnie autorstwa samego Leonarda. Nie dość na tym. Dzieło stało się przedmiotem sporu sądowego pomiędzy Sotheby’s, grupą inwestorów, którzy obraz zakupili a jednym z dealerów sztuki, który brał udział w jego dalszej odsprzedaży.


Kolejnym, intrygującym aspektem całej tej historii jest to, że dom aukcyjny Christie’s wystawiając na sprzedaż obraz tej klasy, jednego z największych artystów wszech czasów, zastosował niezwykłą strategię marketingową. Salvator Mundi znalazł się bowiem na aukcji poświęconej sztuce powojennej i współczesnej! Obraz pokazano publicznie na specjalnej konferencji prasowej zaledwie przez dwie godziny i zanim trafi pod młotek odbędzie światowy tour do Hongkongu, San Francisco i Londynu, zanim wróci do Nowego Jorku i 15 listopada znajdzie nowego właściciela.


Pewne jest to, że tym razem nikt już się nie pomyli co do jego wyceny, a przyszły nabywca musi się liczyć ze sporym wydatkiem i zapewne zapłaci ponad 100 milionów dolarów.

Albrecht Dürer, Portret młodej wenecjanki
Albrecht Dürer, Portret młodej wenecjanki, 1505 r. Fot. Kunsthistorisches Museum w Wiedniu

Dürer z Polski i szpilka od krawata

W porównaniu do krajów Europy Zachodniej, Rosji czy Stanów Zjednoczonych, z wielkimi galeriami Berlina, Amsterdamu, Paryża, Moskwy czy Nowego Jorku – zbiory malarstwa w Polsce wyglądają nader skromnie. Złożyło się na to wiele przyczyn, nie tylko natury historycznej, ale także społecznej, gospodarczej i politycznej. Zapewne nigdy nie bylibyśmy potęgą pod tym względem i być może po prostu zabrakło nam jako narodowi i państwu zwykłego szczęścia do władców rozmiłowanych w tej dziedzinie sztuki.


Kolekcje malarstwa zgromadzone przez Zygmunta III Wazę, Władysława IV czy Jana Kazimierza uległy rozproszeniu, tak samo jak wielkie zbiory Stanisława Augusta. Podobnie galerie magnackie, rywalizujące ze zbiorami królewskimi i często je przewyższające, związane z rezydencjami wielkich rodów – dzieliły ich los i przechodząc z rąk do rąk, stopniowo przestawały istnieć. W XVII w. wielki cios polskim zbiorom artystycznym zadał najazd szwedzki i masowe grabieże dóbr kultury dokonywane przez Szwedów. Wiek XVIII przyniósł utratę państwowości i wynikające z tego późniejsze działania państw zaborców, co w jeszcze większym stopniu uszczupliło i tak już niezbyt imponujący nasz stan posiadania. Jednak katastrofalne skutki publicznym i prywatnym zbiorom malarstwa przyniosła dopiero II wojna światowa.
Jednak równie bolesnych strat (w sensie jednostkowym oczywiście) nasza kultura doświadczyła już w okresie międzywojennym. W efekcie działalności marszandów z Europy i Stanów Zjednoczonych, intensywnie penetrujących polskie kolekcje, za granicę trafiło wiele wybitnych obrazów autorstwa największych twórców europejskich. Zdarzały się również przypadki tak kuriozalne, kiedy to w wyniku zwykłej ludzkiej niekompetencji polskie muzea pozbawione zostały możliwości nabycia dzieł pierwszorzędnych, które dzisiaj są chlubą i ozdobą czołowych zbiorów zagranicznych.

Przykładem tego jest powszechnie znany “Portret młodej wenecjanki” Albrechta Dürera z 1505 r. (w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu). Obraz prawdopodobnie pochodzi z jednej z największych osiemnastowiecznych gdańskich kolekcji malarstwa należącej do burmistrza Gottfrieda Schwartza (1716-1777). Piszę “prawdopodobnie”, ponieważ wbrew temu co możemy wyczytać w oficjalnej nocie proweniencyjnej, istnieją tylko przesłanki pozwalające domniemywać, że chodzi właśnie o ten portret. Źródłem tej informacji jest relacja szwajcarskiego matematyka i astronoma, Johanna Bernoulliego (1744-1807), który dosyć dokładnie w swoim dzienniku podróży opisał składającą się z około 460 obrazów kolekcję Schwartza. Oglądał ją kilka miesięcy po jego śmierci, tuż przed tym jak cały zbiór poszedł pod młotek 12 sierpnia 1777 r. Bernoulli wymieniając inne dzieło Dürera znajdujące się w galerii Schwartza, opisuje następnie omawiany obraz używając lakonicznego stwierdzenia – “podobny na drewnie, ale mniejszy z 1505 r.”. Chociaż w zbiorach gdańskich patrycjuszy (o czym wiemy ze źródeł i co znalazło swoje poźniejsze potwierdzenie), znajdowało się wiele znamienitych dzieł czołowych malarzy europejskich, wydaje się jednak, że relacja Bernoulliego to odrobinę za mało aby kategorycznie utożsamiać obraz przez niego wzmiankowany z portretem młodej wenecjanki. Wykluczyć jednak tego nie można.


Późniejsze losy obrazu Dürera nie są znane aż do okresu przedwojennego, kiedy to należał do polskiej rodziny Wańkowiczów i znajdował się w Warszawie. W 1923 r. za zgodą władz konserwatorskich, „które zlekceważyły autentyczny monogram artysty”, sprzedany został za granicę i w efekcie trafił do zbiorów wiedeńskich. W barwny sposób opisuje to Antoni Uniechowski (1903-1976), co prawda tu i ówdzie delikatnie rozmijając się z faktami, co jednak nie umniejsza wartości samej relacji, uzupełniającej naszą wiedzę o nieznane dotąd szczegóły tej bulwersującej sprawy.
Jak wspomina Uniechowski – „obraz „Portret młodej Wenecjanki” z roku 1505 należał od niepamiętnych czasów do rodziny Wańkowiczów. Znalazłszy się w trudnych warunkach finansowych, Wańkowiczowie postanowili go sprzedać. Oczywiście zwrócili się wpierw z propozycją do muzeów polskich, lecz nasi ówcześni eksperci orzekli nieoczekiwanie, że to falsyfikat. Skąd ten wniosek? Otóż słynny monogram „AD” jest na tym obrazie czarny, gdy w podręcznikach historii sztuki stoi jak wół napisane, że Dürer podpisywał się zawsze ugrem. Więc obraz jest fałszywy, niewiele wart, i polscy kustosze doszli do wniosku, że nie potrzebują się nim więcej interesować. Wiadomość o fałszywym czy też prawdziwym obrazie wielkiego Dürera rozniosła się po Europie. Nie zrażony tak nieżyczliwą oceną, wydaną przez rodzimych znawców, przybywa do Polski antykwariusz z Mediolanu, Polak z pochodzenia – nazwiskiem Rajkiewicz. Obraz był zdeponowany w Urzędzie Zabytków. Rajkiewicz zgłosił się tam i poprosił o pokazanie go. Długo oglądał. W pewnej chwili dyskretnie, nieodzowną wówczas w stroju męskim szpilką od krawata – drapnął owe czarne litery podpisu mistrza i pod ciemną farbą w rysie, błysnął złoty ugier. Teraz spokojnie nabył od zmartwionej rodziny Wańkowiczów po tańszej cenie obraz uznany za falsyfikat i wywiózł go za granicę zaopatrzony we wszystkie pozwolenia. Nawet nie dojechał do Mediolanu. Już w Wiedniu przy pomocy słynnego Schwartza sprzedał obraz do muzeum berlińskiego za olbrzymie pieniądze. Przypominam sobie kompromitację naszych historyków sztuki, gdy gazety niemieckie rozpisały się, że zdobyły jeden z najlepszych obrazów swego wielkiego mistrza Dürera”.


I w taki oto sposób, bezpowrotnie straciliśmy dla polskich zbiorów “Portret młodej wenecjanki” Albrechta Dürera.

Horace Vernet, Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego
Horace Vernet, Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego, 1816 r. Fot. Sotheby’s.

Vernet wylicytowany za ponad dwa miliony złotych!

Są takie dzieła sztuki, które zadecydowały o tym w jaki sposób postrzegamy największe wydarzenia z naszej historii i które na trwałe weszły do sfery narodowych symboli. Bez wątpienia, takim jest obraz Horacego Verneta „Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Lipskiem”, o którym informowaliśmy wcześniej w naszym artykule. Płótno to, na dzisiejszej aukcji domu aukcyjnego Sotheby’s w Paryżu, po niezwykle zaciętej licytacji zostało sprzedane za łączną sumę 511 500 euro! Obraz Verneta – najbardziej znany w sztuce francuskiej motyw polski – można określić mianem narodowej relikwii i jednego z najważniejszych przedstawień malarskich w dziejach polskiej historiografii!


O tym czy dzieło trafi do polskich zbiorów poinformujemy już wkrótce.

Eugène Delacroix, Poznański, Łódź
Eugène Delacroix, Arab polujący na lwa, olej, płótno, 1849-50 r. Fot. Christie’s

Eugène Delacroix i dziedzictwo łódzkich fabrykantów

Ten niewielkich rozmiarów obrazek (33 x 41 cm), namalowany około 1849-50 roku, pochodzi ze zbioru zgromadzonego przez rodzinę Poznańskich, której przedstawiciele należeli do najbogatszych i najbardziej wpływowych rodów fabrykanckich pochodzenia żydowskiego działających w Łodzi w XIX i XX w. Twórcą potęgi finansowej Poznańskich był Izrael Kalmanowicz Poznański, który od małego sklepu korzennego i majątku szacowanego w 1838 r. (cztery lata po przybyciu do Łodzi) na 3200 złotych polskich, odziedziczywszy także po ojcu w 1852 r. aktywa o wartości 2150 rubli, przez pół wieku kapitał ten wielokrotnie pomnożył i w 1900 r. jego fortuna szacowana była na 11 milionów rubli. Do niego należała jedna z największych i najnowocześniejszych fabryk bawełnianych w Królestwie Polskim, która wraz z rezydencją pałacową była częścią wielkiego kompleksu przemysłowo-mieszkalnego. Poznańscy prowadzili również szeroką działalność filantropijną, fundując lub współuczestnicząc w powstaniu wielu ważnych dla miasta instytucji jak szpitale, straż czy pogotowie ratunkowe. Kupowali także i gromadzili dzieła sztuki.

Izrael Poznański, Łódź, Eugène Delacroix
Pałac Izraela Poznańskiego przy ul. Ogrodowej. Fotograba archiwalna z 1939 r. Fot. NAC

Płótno Delacroix wymienia Dariusz Kacprzak w swoim opracowaniu poświęconym fabrykanckim kolekcjom i zbiorom dzieł sztuki powstałym w Łodzi końca XIX i początku XX w., jako własność niezidentyfikowanego z nazwiska przedstawiciela rodziny Poznańskich, z domniemaniem, że być może obraz został zakupiony przez Maurycego Poznańskiego „podczas jednego z pobytów w Anglii, kiedy zabiegał o kredyty na zakup bawełny dla konsorcjum łódzkich fabrykantów włókienniczych”.* Wypada zaznaczyć, jak zauważa autor , że zbiory „Sary i Maurycego Poznańskich należy traktować bardziej jako element rodzinnej kolekcji Silbersteinów, przedłużenie jej losów w kolejnym pokoleniu, aniżeli byt autonomiczny”.

Do kogo z rodziny Poznańskich należał obraz Delacroix, tego niestety nie rozstrzyga również nota katalogu aukcyjnego. Znajdujemy w niej jednak obszerną proweniencję płótna, będącą uzupełnieniem informacji zawartych w książce Dariusza Kacprzaka. Jak większość podobnych im łódzkich kolekcji, także zbiory rodziny Poznańskich uległy rozproszeniu.


*Zainteresowanym tą tematyką, polecam wymienioną już wyżej książkę Dariusza Kacprzaka pt. „Kolekcje ziemi obiecanej. Zbiory artystyczne łódzkiej burżuazji wielkoprzemysłowej w latach 1880-1939”, wydaną i dostępną w Narodowym Instytucie Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów (2015 r.). Pozycja ta – bogato udokumentowana od strony źródłowej – jest jak dotąd najpełniejszą próbą rekonstrukcji zawartości oraz losów kolekcji dzieł sztuki łódzkiej burżuazji wielkoprzemysłowej, powstałych na tle wielonarodowościowej i wielokulturowej metropolii przemysłowej jaką była Łódź w XIX i na początku XX w.