Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz, w ofertach kilku zagranicznych domów aukcyjnych jednocześnie, pojawiła się taka ilość gdańskich kufli z XVII w. Faktem jest, że nieprzerwanie cieszą się one popularnością nie tylko wśród kolekcjonerów. Można więc się spodziewać, że i tym razem
Czytaj dalej →
Niedzielnego poranka, 15 listopada 1620 roku, około godziny 9, król Zygmunt III Waza zmierzał do katedry św. Jana. Idąc krytym gankiem łączącym Zamek ze świątynią, został zaatakowany przez szlachcica Michała Piekarskiego, który zadał władcy kilka ciosów nadziakiem. Dzięki szybkiej reakcji otaczającej świty oraz królewicza Władysława, zamachowca obezwładniono i ujęto. Rany jakie odniósł monarcha okazały się niegroźne. Czyn Piekarskiego, zainspirowany zabójstwem króla Francji Henryka IV dokonanym przez François Ravaillaca, wywołał zamęt i powszechne oburzenie w Warszawie. Sądzono nawet, że miasto zaatakowali Tatarzy. Zamachowca szybko osądzono i parę dni później, po trwających kilka godzin publicznych torturach, stracono przez rozerwanie końmi na tzw. Piekełku – u wylotu ul. Piekarskiej na Podwalu.
Piekarski atakując monarchę użył nadziaka zwanego inaczej obuchem, o której to broni tak pisał Kitowicz w swoich pamiętnikach: „straszne to było narzędzie w ręku Polaka, ile podówczas, gdzie panował humor do zwad i bitwów skłonny. Szablą jeden drugiemu obciął rękę, wyciął gębę, zranił głowę, krew zatem dobytą z adwersarza tamowała zawziętość. Obuchem zaś zadał ranę często śmiertelną, nie widząc krwi i dlatego nie widząc jej nie zaraz się upamiętał, waląc raz na raz i nie obrażając skóry łamał żebra i gruchotał kości. Szlachta, chodząca z tymi obuchami, najwięcej odbierała nimi zdrowie swoim poddanym, a często i życie”.

Zła reputacja nadziaka jako wyjątkowo okrutnej broni była powszechna, „instrument to był prawdziwie zbójecki, bo kiedy jeden drugiego końcem ostrym nadziaka trafił po zauszku, do razu zabijał, wpędzając w skronie żelazo fatalne aż na wylot”. Na drzwiach jednego z kościołów umieszczono nawet tablicę ostrzegającą „o klątwie na takowych, którzy by się do tamtego domu Bożego z takim instrumentem prawdziwie zbójeckim wchodzić ważyli”. W wyniku wydarzeń związanych z zamachem sejm zakazał publicznego noszenia nadziaków.
Londyński, renomowany dom aukcyjny Thomas Del Mar Ltd, na czerwcowej aukcji wystawia niezwykle interesujący rysunek związany z opisywanymi wyżej wydarzeniami. Wykonany tuszem na czerpanym papierze, o wymiarach 39,8 x 43,5 cm, przedstawia dokładny wizerunek nadziaka oraz umieszczoną obok inskrypcję w języku włoskim opisującą okoliczności samego zamachu. Obiekt wyceniono na 1200 – 1800 funtów. Jak pisze Hanna Widacka w artykule „Zamach na króla Zygmunta III Wazę”, po samym zamachu ukazały się szybko różne druki ulotne przekazujące relacje na ten temat. Sam moment zamachu, jako jedyna uwiecznia niemiecka akwaforta opublikowana w pierwszym tomie dzieła Hioba Ludolfa „Allgemeine Schau – Bühne oder Welt” (wyd. Frankfurt nad Menem, 1699 r.). Widzimy na niej postać Piekarskiego właśnie z nadziakiem w ręku. Nie wiemy, czy ten niepozorny lecz niezwykle interesujący rysunek oferowany na aukcji jest znany ikonografii tamtych wydarzeń. Chociaż nie przedstawia samego zamachu, a jedynie typ broni w nim użytej, powinien zwrócić uwagę nie tylko bronioznawców. Być może zainteresują się nim Biblioteka Narodowa, Zamek Królewski w Warszawie lub Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Londyński dom aukcyjny Morton & Eden Ltd na czerwcowej aukcji „Orders, Decorations and Medals” – oferuje do sprzedaży krzyż Orderu Orła Białego, związany ponoć z osobą ostatniego króla Polski Stanisława Augusta. Proweniencja oparta jest na fakcie sprzedaży obiektu w Spink & Son w Londynie w dniu 3 marca 1966 r., kiedy to krzyż przypisano polskiemu monarsze, co potwierdzać ma także kopia rachunku sprzedaży (!?). Estymacja 70 000 – 90 000 funtów.
Order Orła Białego jest najwyższym i jednocześnie najstarszym państwowym odznaczeniem Rzeczpospolitej. Jego ponad 300 letnia historia rozpoczyna się za sprawą króla Augusta II. Zgodnie z pierwotną intencją order przyznawany miał być za szczególne zasługi dla państwa i tronu. Według najnowszych badań order wprowadzony został w roku 1703, chociaż powszechnie za datę jego powołania uznaje się rok 1705, kiedy to przyznano pierwsze odznaki orderowe. Ostateczny kształt orderu ustalono w 1713 roku i przybrał on formę maltańskiego krzyża, emaliowanego na czerwono, obwiedzionego białymi brzegami, z promieniami pomiędzy ramionami. Kuliste zakończenia ramion oraz promienie zdobione były brylantami. Centralne miejsce krzyża zajmował biały orzeł z rozpostartymi skrzydłami i królewską koroną na głowie. Na rewersie, po środku, znajdowała się owalna tarcza z białym krzyżem na tle dwóch mieczy Wettynów i wplecioną weń cyfrą królewską AR pod koroną. Na ramionach krzyża umieszczono dewizę PRO FIDE LEGE ET REGE (Za Wiarę, Króla i Prawo). W królewskiej odmianie orderu krzyża dewiza brzmiała PRO FIDE LEGE ET GREGE (Za Wiarę, Króla i Poddanych). Krzyż noszono na błękitnej 8 cm wstędze, z lewego ramienia do prawego boku, zakończonej kokardą. Oprócz krzyża orderu dodawano także gwiazdę, którą noszono na lewej piersi. W okresie panowania Wettynów, po śmierci kawalera orderu, jego spadkobiercy zobowiązani byli do jego zwrotu na ręce króla lub kanclerza orderu.
Najwspanialsze zachowane egzemplarze krzyża z początków funkcjonowania orderu, zdobione z przepychem drogimi kamieniami przez najlepszych ówczesnych jubilerów, znajdują się w zbiorach Grünes Gewölbe w Dreźnie i związane są oczywiście z osobą Augusta II oraz Augusta III. Wchodziły one w skład tzw. garniturów królewskiej biżuterii ceremonialnej (łącznie siedmiu). W polskich zbiorach znajduje się zaledwie kilka egzemplarzy krzyża Orderu Orła Białego pochodzących z XVIII wieku. Nie są one jednak związane z osobą panującego. W zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie zachował się pierwszy z dwóch łańcuchów Orderu Orła Białego Stanisława Augusta. Drugi łańcuch, brylantowy, wraz z krzyżem orderu widnieje na piersi króla na portrecie koronacyjnym autorstwa Marcella Bacciarellego.
Czy to właśnie ten (taki) krzyż wystawiony jest obecnie na aukcji w Londynie? Trudno to stwierdzić. Zastanawiająca jest różnica w rysunku i umiejscowieniu królewskiej cyfry na rewersie w porównaniu do zachowanych egzemplarzy. Jednak ostateczne stwierdzenie czy mamy do czynienia z autentycznym obiektem, będzie wymagało krytycznego spojrzenia specjalistów z dziedziny falerystyki.
Abstrahując od aukcyjnych atrybucji, do których zawsze należy podchodzić z dużą rezerwą, o prawdziwej wartości przedmiotu i jego autentyczności zawsze decydują szczególne walory artystyczne i cechy formalne, potwierdzone przekazami ikonograficznymi lub archiwalnymi, analizą porównawczą oraz opiniami ekspertów z danej dziedziny. Gdyby jednak się okazało, że krzyż Orderu Orła Białego oferowany w Londynie ma związek z postacią króla Stanisława Augusta, fakt ten byłby niezwykłym wydarzeniem nie tylko dla muzealników i badaczy historii polskiej kultury XVIII wieku.
Fot. Morton & Eden Ltd.

Wystawiona na aukcji w Sotheby’s w Nowym Yorku „Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem” z warsztatu Botticellego, stanowiła część znakomitych, wiedeńskich zbiorów dzieł sztuki Karola Lanckorońskiego, których trzonem było malarstwo europejskie od XIV do XX w.
Początki kolekcji sięgają roku 1815, kiedy to pradziad Lanckorońskiego, Kazimierz Rzewuski zakupił 38 obrazów ze spuścizny po ostatnim królu Polski Stanisławie Auguście, dając tym samym początek zbiorów, które stale powiększane przez kolejnych spadkobierców, ostateczny kształt zyskały dopiero za sprawą Karola Lanckorońskiego. Kolekcja ta, przez lata świadomie uzupełniana i wzbogacana przez Lanckorońskiego, stała się jednym z najwspanialszych zbiorów prywatnych w Wiedniu.
Tondo „Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem” Lanckoroński zakupił za pośrednictwem Adolpha Bayersdorfera, swojego doradcy, marszanda i zaufanego pełnomocnika, na paryskiej aukcji kolekcji Leclanché w 1892 roku. Obraz do 1942 roku wisiał w pałacu Lanckorońskich w Wiedniu przy ul. Jacquingasse 18, w tzw. Sali Włoskiej.
II wojna światowa położyła kres istnieniu kolekcji jako całości i tym samym podzieliła ona los wielu europejskich zbiorów prywatnych. Z uwagi na swoją ogromną wartość, kolekcja Lanckorońskiego stała się przedmiotem sporów wśród hitlerowskich dygnitarzy. „Madonna z Dzieciątkiem” pierwotnie „zarezerwowana” przez pełnomocnika Hitlera, Hansa Posse dla tworzonego Führermuseum w Linzu, w efekcie zawartego „kompromisu”, na osobiste życzenie Hermanna Göringa miała stać się łupem feldmarszałka Rzeszy. Po wojnie, syn Karola Lanckorońskiego, Antoni odzyskał większość zbiorów, również „Madonnę z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem”. Nie powróciły one jednak w miejsce dawnej swej ekspozycji bowiem pałac Lanckorońskich przy Jacquingasse 18 uległ całkowitemu zniszczeniu. Tym samym przestała istnieć jedna z wielkich polskich kolekcji dzieł sztuki. Poszczególne dzieła rozproszyły się po świecie, tak jak „Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem” z warsztatu Botticellego.



Na szczęście, w 1994 roku, w efekcie wspaniałomyślności córki Karola Lanckorońskiego, Karoliny Lanckorońskiej, min. 130 obrazów z rodzinnej części kolekcji malarstwa, zdeponowanych dotąd w szwajcarskim banku w Zurychu zostało przekazanych w formie daru dla Narodu Polskiego polskim instytucjom muzealnym. Dzięki temu na Zamku Królewskim w Warszawie możemy podziwiać dwa dzieła Rembrandta oraz inne obrazy z pierwotnej kolekcji Stanisława Augusta, a na Zamku Królewskim na Wawelu w Krakowie dzieła powstałe we Włoszech w okresie od XIV do XVI wieku a także 222 rysunki i akwarele Jacka Malczewskiego, portrety Karola Lanckorońskiego, numizmaty, grafiki i rodzinne dokumenty.
Dzieje kolekcji Karola Lanckorońskiego znakomicie udokumentowała Joanna Winiewicz- Wolska w dwutomowej książce „Karol Lanckoroński i jego wiedeńskie zbiory”, wyd. Zamek Królewski na Wawelu, Państwowe Zbiory Sztuki, Kraków 2010.

Dosłownie przed kilkoma tygodniami zakończyła się wielka retrospektywna wystawa poświęcona twórczości Maksymiliana Gierymskiego (1846-1874) w Muzeum Narodowym w Krakowie. Przedwczesna śmierć artysty w wieku zaledwie 28 lat położyła kres rozwojowi jego niezwykłego talentu. Dlatego każde dzieło Gierymskiego, które pojawia się na rynku sztuki jest wielkim wydarzeniem.
Tym bardziej dzieło nieznane dotąd szerzej, a za takie można uznać płótno, które znalazło się w ofercie szwedzkiego domu aukcyjnego Stockholms Auktionsverk. Wystawiono tam obraz “Lekcja jazdy”, opatrzony sygnaturą „M. Gierymski. Munchen”, o wymiarach 65 x 96 cm z estymacją 43 000- 48 500 euro.
W 1872 roku “Tygodnik Ilustrowany” nr (2) 277, zamieścił drzeworyt wykonany na podstawie tego obrazu. Płótno prezentuje najlepsze cechy malarstwa Gierymskiego a jednocześnie zaskakuje niezwykle jasną kolorystyką, zupełnie inną niż większość znanych nam obrazów Maksymiliana. Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z jednym z najlepszych płócien artysty. Pozostaje mieć nadzieję, że obraz zostanie zauważony, zweryfikowany i o ile potwierdzi się jego autentyczność, znajdzie się w zbiorach publicznych w Polsce.

Kiedy w 1990 roku stałem w kolejce przed Zamkiem Królewskim w Warszawie, oczekując na wejście na wystawę “Opus Sacrum” prezentującą arcydzieła ze zbiorów Barbary Piaseckiej Johnson, trudno by mi było wtedy sobie nawet wyobrazić, że ta wspaniała kolekcja tak szybko przestanie istnieć.
Wystawa okazała się ogromnym sukcesem. Zaprezentowano na niej ponad 100 dzieł o tematyce religijnej artystów takich jak Fra Angelico, Giorgione, Bellini, Mantegna, Caravaggio, Ribera, Zurbaran, Vermeer. A była to przecież zaledwie część wspaniałego zbioru, nie tylko malarstwa ale także arcydzieł sztuki użytkowej, zgromadzonych przez Barbarę Piasecką oraz jej męża! Następne lata pokazały z jakim niezwykłym zespołem artystycznym mieliśmy do czynienia. W wyniku różnych okoliczności kolekcja stopniowo ulegała rozproszeniu a jej kolejne części pojawiały się na rynku aukcyjnym, niekiedy bijąc rekordy sprzedaży jak chociażby słynny Badminton Cabinet, sprzedany przez Christie’s w 2004 roku za ponad 36 milionów dolarów, stając się tym samym najdroższym sprzedanym meblem świata.
Kilka dni temu, ten sam dom aukcyjny za ponad 10 milionów dolarów sprzedał obraz Vermeera “Święta Prakseda“, ten sam, który mogliśmy podziwiać w 1990 roku w Zamku Królewskim. W ostatnich dniach w Sotheby’s pod młotek trafił znakomity obraz Bartolomeo Cavarozziego “Ofiara Izaaka“. Jutro natomiast w londyńskim Christie’s odbędzie się aukcja całego zespołu dzieł z kolekcji Barbary Piaseckiej Johnson, przykładów malarstwa, rysunku, rzeźby i sztuki użytkowej, wśród których znajdzie się również niezwykłej urody rzeźba przedstawiająca św. Stanisława Kostkę – patrona Polski.
Barbara Piasecka Johnson zmarła w 2013 roku.
Stoworzona przez nią kolekcja nie przetrwała próby czasu i na naszych oczach jeden z najwybitniejszych zespołów artystycznych, który poprzez osobę Fundatorki można połączyć z Polską, właśnie przestaje istnieć.