Aktualności - strona 5

/

Kufle gdańskie wciąż w cenie? 

Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz, w ofertach kilku zagranicznych domów aukcyjnych jednocześnie, pojawiła się taka ilość gdańskich kufli z XVII w. Faktem jest, że nieprzerwanie cieszą się one popularnością nie tylko wśród kolekcjonerów. Można więc się spodziewać, że i tym razem

Czytaj dalej →
Kolekcja Stanisława Augusta
Miniatura z portretem Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej, XVIII w. Fot. Dom aukcyjny Döbritz.

Miniaturowy portret Izabeli Lubomirskiej z kolekcji króla Stanisława Augusta

Kilka dni temu w niemieckim domu aukcyjnym Döbritz, sprzedana została XVIII wieczna miniatura z portretem Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej (1736-1816), marszałkowej wielkiej koronnej – jednej z najwybitniejszych i najbarwniejszych postaci epoki stanisławowskiej. Miniaturę rozpoznaliśmy jako pochodzącą z królewskiej kolekcji króla Stanisława Augusta.

„Wydawała się zawsze zgadzać ze mną w każdej kwestii. Patrzyliśmy na świat w taki sam sposób; na ludzi, wydarzenia, książki, sztukę i zabawę. Rozmawialiśmy o wszystkim i zawsze byliśmy zgodni w gustach i osądach… darzyłem ją sercem, szacunkiem i zaufaniem. Znajdowałem w niej więcej rozsądku i uczuć niż w jakiejkolwiek innej kobiecie; wydawało się, że góruje nad wszelkimi słabościami swej płci, i to tak dalece, iż widziałem w niej istotę wyższego rzędu, która uszczęśliwiała mnie tym tylko, że raczyła do mnie przemówić“ – tak pisał o Izabeli Lubomirskiej w swoich “Pamiętnikach” Stanisław August.

Jak się wydaje, opisywana miniatura oparta jest bezpośrednio na nieznanym dotąd portrecie przypisywanym Alexandrowi Roslinowi ze zbiorów Fundacji Pinińskich. Niezwykłym zbiegiem okoliczności obraz ten do końca 2016 r. prezentowany jest właśnie na specjalnym pokazie w Muzeum w Wilanowie!
Dwa lata temu dom aukcyjny Christie’s wystawił miniaturę z portretem Magdaleny Agnieszki z Lubomirskich Sapieżyny, również z kolekcji Stanisława Augusta, w identycznej oprawie jak miniatura z portretem Izabeli Lubomirskiej. Wystawiona w Döbritz miniatura znalazła nabywcę za niewiele ponad 3400 euro. Kwota raczej niewielka, zważywszy na królewską proweniencję obiektu, o której w domu aukcyjnym nie wiedziano. Niestety, miniatura nie została zakupiona do zbiorów publicznych w Polsce.

Karl Christoph Krüger
Zegar karetowy, Karl Christoph Krüger, XVIII w, fragment.
/

Dwa zegary warszawskich zegarmistrzów z XVIII w. na aukcjach za granicą

Pierwszy to zegar sygnowany “Krigner Varsaviae” – Karl Christoph Krüger, zegarmistrz Augusta III na Zamku Królewskim w Warszawie, który “w 1750 roku zreperował i przerobił zegar wieżowy, za sumę 124 dukatów”. W 1760 r. Krüger został zatrudniony przez hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego w jego rezydencji w Białymstoku. Tam też zmarł w 1780 r. Jego syn Samuel, który również był zegarmistrzem, objął stanowisko zegarmistrza nadwornego króla Stanisława Augusta. W Grodnie w latach 1793-1797 “nakręcał, regulował i naprawiał zegary”.

Karl Christoph Krüger
Zegar karetowy, Karl Christoph Krüger, XVIII w.
Józef Krukowski, zegarmistrz
Zegar kaflowy, Józef Krukowski, XVIII w.

Drugi zegar z sygnaturą “Joseph Krukowski Varsovie” – Józef Krukowski, zegarmistrz nadworny Stanisława Augusta. W maju 1790 r. przebywał w Białymstoku, sprowadzony tam przez siostrę króla Izabelę z Poniatowskich Branicką w celu naprawy zegara na wieży kościoła. Od grudnia 1792 do 1804 r. sprawował opieką nad zegarami w Łazienkach, naprawiając, regulując i konserwując znajdujące się tam zegary.

*Więcej o zegarmistrzach i zegarach królewskich w książce Zuzanny Prószyńskiej “Zegary Stanisława Augusta”, Zamek Królewski w Warszawie, 1994.


Fot. Bruun Rasmussen, Kunstauktionshaus Neumeister.


Stanisław August, Emanuel Listnau
Emanuel Listnau, Portret Stanisława Augusta. 1776 r. Fot. Antykwariat Lamus.

Nieznany portret Stanisława Augusta na bibliofilskiej aukcji! Żart* czy XVIII – wieczne wcielenie Romana Opałki?

Tym razem w poszukiwaniu poloników nie powędrujemy za granicę, bowiem zupełnie wyjątkowy obiekt znalazł się w Polsce na listopadowej aukcji bibliofilskiej, w renomowanym warszawskim antykwariacie Lamus! Jest to pisany i rysowany literami (dosłownie!) portret Stanisława Augusta z 1776 r. Poniżej zamieszczamy pełną notę katalogową dotyczącą obiektu:

“Piórko, tusz, gwasz na papierze; 33,5 x 26,0 (w świetle oprawy). Portret króla ujęty w owalną ramę wspartą na cokole z napisem: „Stanislaus Augustus, Rex Poloniae et Lithua.”; poniżej tekst w czterech wersach po niemiecku. Portret sygnowany w prawym dolnym narożniku: „E. Listnau Gedani 1776” – jest dziełem Emanuela Listnau’a (Listenau), ur. ok. 1740 r., rysownika gdańskiego. Artysta od 1767 r. pracował w Gdańsku, Berlinie i Królewcu, zyskując popularność jako rysownik quodlibetów i kaligraf. Portret rysowany piórkiem przy użyciu nadzwyczaj pracochłonnego i kuriozalnego sposobu polegającego na „pisaniu” kompozycji przy pomocy kaligrafowanego tekstu à la Opałka (precyzję malarza można docenić oglądając powierzchnię obrazu pod lupą!). Poniżej kompozycji pisany odręcznie czterowiersz, w którym autor informuje, że do stworzenia portretu użył tekstu patriotycznej mowy, broniącej jedności Rzeczpospolitej, wygłoszonej przez Franciszka Ksawerego Branickiego, hetmana wielkiego koronnego, podczas sesji sejmowej w kwietniu 1775 r., kończącej obrady sejmu rozbiorowego. Malarz wyjaśnia, że tekst Branickiego rozpoczął pisać na brwiach króla, potem na oczach, uszach, nosie, itd. Jak podaje SAP (t. V, s. 123) w zbiorach J. I. Kraszewskiego znajdował się portret Stanisława Augusta autorstwa Listnau’a, skomponowany z wersetów Księgi Psalmów Samuela. Stan dobry, oprawiony w starą ramę.”

Stanisław August, Emanuel Listnau
Emanuel Listnau, Portret Stanisława Augusta, fragment.

Ten bardzo ciekawy portret związany jest z wczesną ikonografią Stanisława Augusta i poprzez atrybuty oraz sposób ujęcia postaci przypomina obraz ze zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie, przedstawiający króla wspartego na regimencie, w pełnej zbroi, na którą narzucony jest aksamitny, podbity gronostajem, królewski płaszcz w błękitnym kolorze. Obraz z Zamku Królewskiego powstał ok. 1764 – 1765 roku i przypisywany jest Hieronimowi Grandisowi (taką hipotezę wysunęła Dorota Juszczak).
Rysunek z aukcji jest o tyle interesujący (pomijając nawet jego niezwykłą i karkołomną “technikę”), że w jakimś sensie ma także związek z ryciną Matthäusa Deischa (1724-1789), również wykonaną w Gdańsku. Rycina ta powstała na podstawie nieznanego portretu Louisa Marteau, o czym wiemy dzięki informacji na niej umieszczonej. Portret Marteau, który odegrał istotną rolę w procesie kształtowania się wczesnej ikonografii Stanisława Augusta, uważa się za zaginiony i znany jest tylko dzięki rycinie. Ale już niebawem, po raz pierwszy opublikujemy jego archiwalne zdjęcie!!!

Oprócz portretu Marteau, opublikujemy także zdjęcia trzech innych, nieznanych dotąd wizerunków Stanisława Augusta, a także nieznany portret króla Zygmunta Starego! Przywołamy ponownie do obiegu naukowego utracone podczas II wojny światowej dzieła sztuki, publikując ich nieznane fotografie. Napiszemy także o wspomnianym już królewskim konterfekcie króla Stanisława Augusta w niebieskim płaszczu ze zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie, który nie jest tym za jaki się go uważa.


Mamy nadzieję, że oferowanym na aukcji w Antykwariacie Lamus portretem zainteresuje się Zamek Królewski w Warszawie lub Muzeum Łazienek Królewskich. Aukcja odbędzie się 26 listopada w gmachu Biblioteki Narodowej w Warszawie.

Uprzejmie dziękuję Antykwariatowi Lamus za udostępnienie fotografii portretu.
*Quodlibet – ” jedna z form żartu muzycznego, która polega na współdziałaniu różnych melodii lub tekstów posiadających zdecydowanie różne charaktery”. (Wikipedia).

Michał Jerzy Mniszech
Portret nieznanego angielskiego gentlemana. Olej na płótnie. Fot. Auktionshaus Kloss.

„Ten wykwintny, wykształcony Europejczyk”?

W grudniu 2013 roku, na aukcji berlińskiego domu aukcyjnego Kloss pojawiło się płótno nieokreślonego autora z XVIII wieku, przedstawiające kilkunastoletniego młodzieńca ubranego w charakterystyczny strój noszony w tym czasie przez przedstawicieli europejskiej szlachty i arystokracji, stojącego z książką w ręku na tle szarego nieba. Emanujący z obrazu duch Grand Tour i odręczny napis na odwrocie: „Pompeo Batoni”, stały zapewne za tytułem jakim określono obraz w katalogu aukcji, upatrując w nim portretu młodego, angielskiego gentlemana.

Prawdopodobnie dla większości oglądających, obraz ten był tylko jednym z wielu, mniej lub bardziej udanych dzieł sztuki, jakie spotyka się w domach aukcyjnych na całym świecie. Jednak niektórym, a w szczególności miłośnikom starych sztychów, mógł się wydać znajomym, a tym bardziej przedstawiona na nim osoba. Sportretowany na obrazie młodzieniec ma około 16 – 19 lat. Zarówno kompozycja obrazu jak i charakterystyczna poza modela trzymającego książkę, a także szczegóły ubioru w połączeniu z cechami fizjonomii, mimowolnie nasuwają skojarzenie z jednym z piękniejszych graficznych portretów pochodzących z epoki króla Stanisława Augusta. Portret ten przedstawia Michała Jerzego Wandalina Mniszcha (1748-1806) – marszałka wielkiego koronnego, członka Komisji Edukacji Narodowej – jednego z czołowych przedstawicieli intelektualnej, politycznej i towarzyskiej elity swoich czasów.

Wszechstronne wykształcenie i zainteresowania dotyczące nauki i kultury, które dzielił wraz z monarchą sprawiły, że należał do jego najbliższych doradców i współpracowników. Uczestniczył w organizowanych przez Stanisława Augusta obiadach czwartkowych na których spotykały się najwybitniejsze umysły Rzeczypospolitej. Autor projektu Muzeum Narodowego sformułowanego w „Myślach Względem Założenia Musaeum Polonicum” – historyk, bibliofil i kolekcjoner.

Wspomnianą grafikę na podstawie obrazu autorstwa Giovanniego Battisty Lampiego (1751-1830), wykonał Vincenz Georg Kieninger (1767-1851). Oryginał Lampiego, namalowany w 1790 roku, jeszcze w latach 20. XX wieku był w posiadaniu hr. Benedykta Tyszkiewicza w Warszawie i najprawdopodobniej zaginął podczas II wojny światowej.
Wróćmy jednak do młodości Michała Mniszcha. Jak wiadomo, wiek XVIII to czas Grand Tour – „wielkiej podróży po wiedzę i doświadczenie”, niezwykle istotnej w edukacji ówczesnych europejskich elit. Jej celem było poszerzenie wiedzy o świecie, kulturze i sztuce, nawiązanie nowych znajomości, poznanie języków i obyczajów innych nacji oraz zdobycie towarzyskiej ogłady. Podróż taką odbył także Michał Jerzy Mniszech oraz jego brat Józef Jan Tadeusz (?-1797). Pod czujnym okiem Élie Bertranda (1713-1797) – kalwińskiego pastora i wybitnego naturalisty, w 1762 roku wyruszyli najpierw do Szwajcarii na trzyletnie studia uzupełniające. Właściwy Grand Tour rozpoczęli w 1765 roku, w pierwszej kolejności udając się do Francji, dalej do Niemiec, Holandii, Anglii i w końcu do Włoch, by w czerwcu 1768 roku, poprzez Wiedeń dotrzeć do Warszawy, gdzie zostali podjęci obiadem przez króla Stanisława Augusta.

Michał Jerzy Mniszech
Vincenz Georg Kininger, mezzotinta na podstawie obrazu Lampiego. Fot. polona.pl
Giovanni Battista Lampi, Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha
Giovanni Battista Lampi, Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha. Olej na płótnie, zaginiony. Fot. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa.


Przebieg całej podróży i poczynione w jej trakcie obserwacje i spostrzeżenia, znalazły się w prowadzonym przez Mniszcha dzienniku podróży oraz korespondencji, między innymi z matką, wielką szambelanową litewską, Katarzyną z Zamoyskich Mniszchową (ok. 1723-1771), która odegrała decydującą rolę zarówno w wyborze kierunków edukacji młodego Mniszcha jak i programu samej podróży. Szczegółowe relacje zdawał jej także Élie Betrand. W końcu 1767 roku podróżnicy na dwa miesiące (15 X-15 XII) zatrzymali się w Rzymie. W trakcie pobytu, dzieląc czas pomiędzy zwiedzanie miasta i sporządzanie bieżących obserwacji, Mniszchowie uczestniczyli w życiu towarzyskim, uczęszczali na przedstawienia operowe, zostali także przyjęci na audiencji u papieża. Niezwykle interesujący szczegół, zawiera list wysłany w tym czasie z Rzymu przez Élie Bertranda do Katarzyny Mniszchowej, w którym informuje on o odwiedzinach u malarza, który sportretował Mniszchów. Nie wiemy, kim był ów malarz i czy sportretował braci na jednym obrazie czy też wykonał dwa oddzielne portrety. Czyżby właśnie jeden z nich, domniemany portret młodego Michała Mniszcha znalazł się na berlińskiej aukcji?

Najbardziej wiarygodnym przedstawieniem, dokumentującym wygląd Mniszcha, co do którego nie można mieć najmniejszych wątpliwości – jest oczywiście zaginiony portret Lampiego, który znamy z dobrej jakości zdjęć archiwalnych. Do naszych czasów w polskich zborach zachowało się także kilka dzieł przedstawiających Mniszcha, w tym dwa, co do których możemy mieć pewność, że zostały wykonane ad vivum. Jest to pastel autorstwa Louisa Marteau (ok. 1715-1804), pochodzący z dawnych zbiorów w Wiśniowcu (obecnie w Zamku Królewskim w Warszawie) oraz wysokiej klasy miniatura namalowana przez Heinricha Friedricha Fügera (1751-1818) z Muzeum Narodowego w Warszawie. Wiadomo, że marszałka portretował również Marcello Bacciarelli (1731-1818), i chociaż oryginały jego prac zaginęły, znane są nam z kopii oraz archiwalnych fotografii.

Louis Marteau, Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha
Louis Marteau, Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha. Pastel. Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie.
Heinrich Friedrich Füger, Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha
Heinrich Friedrich Füger, Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha. Miniatura. Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie.
Wincenty de Lesseur, Michał Jerzy Mniszech
Wincenty de Lesseur, Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha. Miniatura na podstawie obrazu Lampiego. Fot. Sotheby’s.
Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha z córką i pieskiem
Marcello Bacciarelli (według), Portret Michała Jerzego Wandalina Mniszcha z córką i pieskiem. Olej na płótnie. Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie.

Na pastelu Marteau – rysowanym pomiędzy 1778 -1780 rokiem, Mniszech sportretowany został w wieku lat 32, na obrazie Lampiego w wieku lat 42, a na miniaturze Fügera widzimy marszałka o rok starszego. W przypadku obrazu Lampiego i płótna z aukcji, intrygujące są analogie kompozycji, kolorystyki, detali ubioru oraz niektórych szczegółów fizjonomii. Co prawda rysunek ust na obrazie z aukcji jest pełniejszy niż ten widoczny u Lampiego i na miniaturze, ale można to uzasadniać chłopięcą jeszcze urodą portretowanego. Wśród szeregu podobieństw, najbardziej rzucającym się w oczy detalem jest dłoń trzymająca książkę, której ułożenie i szczegóły anatomiczne, jak chociażby charakterystycznie wydłużony kciuk, są identyczne jak w dziele Lampiego. Związek obu obrazów jest również widoczny w warstwie kolorystycznej. Jak mogło wyglądać płótno Lampiego, możemy się domyślać dzięki wykonanej zapewne na jego podstawie miniaturze, wystawionej na aukcji Sotheby’s w Londynie w grudniu 1995 roku, jako dzieło Wincentego de Lesseura (1745-1813).

W znanych mi inwentarzach wiśniowieckich zbiorów (nie miałem możliwości zweryfikowania „Regestru portretów” z 1828 roku – Arch. Zamoyskich, AGAD) oraz katalogach aukcji podczas których zostały rozprzedane, nie znajdujemy informacji o żadnym młodzieńczym portrecie Michała Jerzego Mniszcha. Wymieniają one jedynie obraz Lampiego. Portret taki nie pojawia się też w relacjach i opisach osób, które odwiedzały wołyńską rezydencję. Nie ma on nim także wzmianek w korespondencji Leona i Andrzeja Mniszchów – spadkobierców Wiśniowca, która dotyczyła portretów rodowych. Obaj przywiązywali ogromną wagę do tej części zbiorów i trudno o przypuszczenie, że obraz taki mógł zostać przeoczony podczas podziału majątku wiśniowieckiego zamku. Ale brak źródłowych informacji o portrecie wcale nie przesądza o tym, że obraz taki nie istniał. Po prostu mógł być częścią zupełnie innej, nie znanej nam dzisiaj rodzinnej kolekcji.

Czy zatem obraz wystawiony na aukcji w Berlinie może być portretem młodego Michała Jerzego Mniszcha? Nawet jeżeli nie, to jaki jest jego związek z płótnem Lampiego, bo to, że jakiś związek istnieje, raczej nie ulega wątpliwości. Zastanawiające są podobieństwa berlińskiego obrazu i lampiowskiego portretu. Czy są one tylko przypadkowe? Czy możliwe, by Lampi malując portret Mniszcha posłużył się berlińskim obrazem ułatwiając sobie realizację zamówienia? To prawdopodobne. Ale równie prawdopodobne jest, że stało się to na wyraźne życzenie zamawiającego, co wskazywało by na to, że Mniszech miał do „młodzieńczego” portretu jakiś szczególny, emocjonalny stosunek. I w końcu nasuwa się pytanie, gdzie i kiedy mógł powstać omawiany portret? W Rzymie czy też może w Szwajcarii? Na razie pytania te pozostają bez odpowiedzi…


Portret wyceniony na 8500 euro sprzedano po cenie wywołania.



Bibliografia

  1. Marek Bratuń, “Ten wykwintny, wykształcony Europejczyk”. Zagraniczne studia i podróże edukacyjne Michała Jerzego Wandalina Mniszcha w latach 1762-1768, Opole 2002.
  2. Antoni Mączak, Życie codzienne w podróżach po Europie w XVI i XVII w., Warszawa 1980.
  3. Polski Grand Tour w XVIII i początkach XIX wieku, praca zbiorowa pod redakcją Agaty Roćko, Warszawa 2014.
  4. Andrzej Rosner, Mniszech Michał Jerzy Wandalin, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. XXI, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1976.
  5. Tomasz F. de Rosset, Kolekcja Andrzeja Mniszcha. Od wołyńskich chrząszczy do obrazów Fransa Halsa, Toruń 2003.
  6. Tomasz F. de Rosset, Obrazy z Wiśniowca w kolekcji Andrzeja Mniszcha w Paryżu, “Acta Universitatis Nicolai Copernici”, Zabytkoznawstwo i Konserwatorstwo 25, Toruń 1994.
  7. Władysław Tomkiewicz, Dzieje zbiorów Zamku Wiśniowieckiego, [w:] Rocznik Wołyński, t. III, pod redakcją Jakuba Hoffmana, Równe 1934.
  8. Wiadomość o galerii obrazów hrabiego Mniszcha w Wiśniowcu, [w:] Wizerunki i Roztrząsania Naukowe. Poczet nowy. t. III, Wilno 1836.
  9. Katalogi aukcji zbiorów Mniszchów sprzedanych w Paryżu w Galerie Georges Petit 9-11 IV 1902; oraz w L’Hotel Drouot 24-28 IV 1902; 9-10 V 1910 i 28 II 1912 r.
Stanisław Leszczyński
Portret Stanisława Leszczyńskiego, pastel, XVIII w. Fot. Shapiro Auctions.

Portret Stanisława Leszczyńskiego na aukcji w Nowym Jorku

Na wrześniowej aukcji w domu aukcyjnym Shapiro oferowany jest pastelowy portret króla Stanisława Leszczyńskiego. Dzieło XVIII wiecznego, nieznanego artysty, z dobrą proweniencją. Pastel w typie ujęcia zbliżony jest do portretu Leszczyńskiego autorstwa Alexis-Simon Belle’a (1674-1734), znajdującego się w zbiorach Wersalu, a bezpośrednio do płótna z Musée du Château de Lunéville (tam jako szkoła francuska) oraz do obrazu znanego z rynku aukcyjnego – artnet.com (jako studio Bella). Pastel ten swego czasu znajdował się w ofercie galerii Martell And Suffin Antiques i został sprzedany na portalu 1bids.com.

Marcello Bacciarelli, portret Urszuli z Zamoyskich Potockiej
Elizabeth Vigée Le Brun (atr. Chrisie’s), Portret Urszuli z Zamoyskich Potockiej, olej na płótnie, 68 x 52,8 cm. Fot. Christie’s.

Portret Urszuli z Zamoyskich Potockiej na aukcji w Christie’s

Urszula Maria Anna z Zamoyskich Mniszchowa (1757-1816) – marszałkowa wielka koronna, córka Jana Jakuba, wojewody podolskiego i siostry Stanisława Augusta, Ludwiki z Poniatowskich, była ulubienicą króla, należała do jego najbliższego otoczenia i często pełniła funkcję pani domu. “Artystycznie uzdolniona, uprawiała malarstwo i rysunek; występowała na scenie stanisławowskiego theatre de societe, a także angażowała się w rozbudowę rezydencji Mniszchów i urządzanie otaczających je parków w Dęblinie, Gródku na Podolu i Wiśniowcu”.
Obraz wystawiony w Christie’s z pewnością stanowi pierwowzór dwóch płócien znajdujących się w polskich zbiorach. Pierwsze z nich to depozyt Fundacji im. Ciechanowieckich w Zamku Królewskim w Warszawie, drugie należy do kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu. W odniesieniu do poznańskiej wersji portretu, Alina Chyczewska w monografii Bacciarellego zwraca uwagę, że obraz ten “zaskakuje odmiennością widzenia artystycznego” w stosunku do wcześniejszych dzieł, będąc jednym z najbardziej francuskich spośród zachowanych obrazów Bacciarellego. Czyżby więc ta “odmienność widzenia” pochodziła z dzieła francuskiej artystki?
Wiadomo, że około 1778 roku Stanisław August zamówił u Bacciarellego 12 owalnych portretów członków swojej rodziny przeznaczonych do dekoracji Pałacu w Łazienkach Królewskich (do pomieszczenia na parterze, które od 1777 roku służyło jako Sypialnia króla, a następnie zostało zamienione na Pokój Jadalny). W polskich zbiorach z tej serii zachowały się cztery obrazy: portret Urszuli z Zamoyskich Mniszchowej, portret Ludwiki z Poniatowskich Zamoyskiej (matki Urszuli), portret Izabeli z Poniatowskich Branickiej oraz portret księcia Józefa Poniatowskiego. Jak się wydaje obraz z aukcji stanowił także źródło bezpośredniej inspiracji dla portretu Konstancji z Poniatowskich Tyszkiewiczowej (egzemplarz w MN w Poznaniu, kolejny na aukcji w Dorotheum w 2014 roku). Widzimy na nich ten sam układ kompozycyjny i niemalże identyczną tonację barwną jak na portrecie z Christie’s.
Oczywiście nasuwa się zasadne pytanie, czy płótno wystawione na aukcji w Christie’s rzeczywiście namalowała Vigée Le Brun (według mnie autorem obrazu jest Marcello Bacciarelli)? Na poparcie tezy przypisującej autorstwo francuskiej malarce autorzy noty katalogowej powołują się na kilka źródeł, w tym na opracowanie J. Mycielskiego i S. Wasylewskiego “Portrety polskie Elżbiety Vigée-Lebrun”; Andrzeja Ryszkiewicza “Les portraits polonais de Madame Vigée-Lebrun: nouvelles données pour servir à leur identification et histoire” oraz to, że obraz znajdzie się w najnowszym katalogu raisonné dzieł Vigée Le Brun, którego autorem jest Joseph Baillio (kurator wystawy w Grand Palais). Jednak w żadnym z tych źródeł nie znajdujemy informacji, która by wprost wskazywała na to, że obraz wystawiony na aukcji jest tym, o którym Vigée Le Brun wspomina w swoich “Souvenirs” pod datą 1776, gdzie wzmiankuje jedynie – “La comtesse Potoska”.
Chociaż nie należy się spodziewać (a szkoda), że obraz trafi do polskich zbiorów publicznych, to jednak warto odnotować fakt jego pojawienia się na aukcji w Nowym Jorku.

Horace Vernet, Cornelius Gurlitt
Horace Vernet, Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Lipskiem, olej na płótnie, 1816 r. Fot. Task Force Schwabing Art Trove. Staatsanwaltschaft Augsburg.

„Śmierć księcia Józefa” w kolekcji Corneliusa Gurlitta!

Kilka dni temu opublikowano końcowy raport dotyczący tzw. kolekcji Corneliusa Gurlitta. Zbiór 1258 nieznanych dotąd dzieł sztuki ujrzał światło dzienne na przełomie 2012/2013 roku, kiedy to został odnaleziony w monachijskim mieszkaniu Gurlitta oraz w jego domu w Salzburgu. Gurlitt odziedziczył kolekcję po ojcu Hildebrandzie – zaufanym marszandzie Adolfa Hitlera. Odnalezienie tak dużej i nieznanej dotąd kolekcji wywołało międzynarodową sensację i zrodziło podejrzenia, że dzieła te mogą pochodzić z grabieży wojennych, wymuszeń i konfiskat dokonywanych przez nazistów. W ciągu trwających dwa lata badań proweniencyjnych, specjalnie w tym celu powołany międzynarodowy zespół ekspertów (Task Force Schwabing Art Trove) ustalił, że jedynie pięć obrazów zostało zrabowanych przez nazistów.

W sprawie tej jest również pewien niezwykle ciekawy “polski ślad”, o którym dotąd nie pisano. Otóż wśród odnalezionych obrazów znajduje się płótno przedstawiające “Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Lipskiem” w dniu 19 października 1813 roku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że obraz nosi sygnaturę Horacego Verneta (1789-1863) i jeżeli jest zaginionym oryginałem, to można mówić o sporym wydarzeniu, a wręcz sensacji, bo to właśnie ta kompozycja utrwaliła w powszechnej świadomości mit bohatera narodowego i legendę księcia Józefa.


Wizja Verneta okazała się na tyle silna, że doczekała się w XIX oraz na początku XX wieku niezliczonej ilości malarskich kopii, transpozycji graficznych oraz wielu innych artystycznych multiplikacji: na filiżankach, talerzach, pucharach, zegarkach itp. W polskich zbiorach publicznych i kolekcjach prywatnych zachowało się kilka, mniej lub bardziej udanych kopii tego obrazu. Najwyższy poziom artystyczny prezentuje wersja pochodząca z dawnych zbiorów Tarnowskich – obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie. Od czasu do czasu także na aukcjach pojawiają się naśladownictwa oryginału, jak chociażby wystawiona w listopadzie ubiegłego roku przez dom aukcyjny von Zengen w Bonn niezła kopia z pierwszej połowy XIX wieku. Zgodnie z przedstawioną w karcie inwentarzowej proweniencją, płótno z kolekcji Gurlitta znajdowało się w zbiorach Tyszkiewiczów/Poniatowskich w Paryżu. Według naszych informacji było tam do 1918 roku. Później ślad się po nim urywa. Informacja ta nie jest do końca udokumentowana i nie ma pewności czy obraz ów jest tożsamy z płótnem Gurlitta.


Vernet – wzięty francuski batalista, nauczyciel Januarego Suchodolskiego i Józefa Brodowskiego, wykonał dwie różniące się min. maścią konia wersje tego tematu. Obie uważane są za zaginione. Czyżby jedna z nich właśnie się odnalazła i to w takich okolicznościach? Będzie to wymagało dalszych, szczegółowych badań. Temat niezwykle pasjonujący i warto się z nim zmierzyć, bowiem obraz Horacego Verneta jest jednym z nielicznych dzieł sztuki odnoszących się do znanych wydarzeń z naszej historii, które z taką mocą zawładnęły wyobraźnią pokoleń Polaków.

Władysław Czachórski
Władysław Czachórski, “Chwila odpoczynku”, 1890 r. Olej na płótnie. Fot. Sotheby’s.

Jeszcze jeden świetny obraz Władysława Czachórskiego!

Grudniową aukcję XIX-wiecznego malarstwa europejskiego w Sotheby’s w Londynie, obok dzieł Sorolli, De Dreux, Zorna i Schjerfbeck anonsuje płótno Władysława Czachórskiego “Chwila odpoczynku”. Świetna praca polskiego monachijczyka pochodząca z 1890 r. wyceniona została na 100 000 – 150 000 GBP. Przedstawiona w katalogu proweniencja obrazu nie do końca jest taka oczywista.


Według specjalistów Sothebys’ obraz pierwotnie zakupił od artysty Książę Regent Luitpold Karl Joseph Wilhelm Ludwig von Bayern. W wydanej w 1927 roku monografii twórczości Czachórskiego autorstwa Henryka Piątkowskiego, obraz jest reprodukowany pod tytułem “Sjesta”. Według zamieszczonego przez Piątkowskiego spisu dzieł, “Sjesta” została namalowana w 1905 roku a nabył ją niejaki Seidenader. Nazwisko Regenta Luitpolda znajdujemy przy obrazie “Zaczytana” z 1893 roku. Tyle tylko, że reprodukcja tego obrazu nie ma nic wspólnego z wystawionym na aukcji płótnem. Wątpliwości te pozostawiam badaczom twórczości Czachórskiego oraz przyszłemu nabywcy obrazu.

Władysław Czachórski
Władysław Czachórski, “Odpoczywająca piękność”. Olej na płótnie, 52 x 74,5 cm, sygnowany p.d.: “Czachórski”. Fot.Uppsala Auktionskammare.

Obraz Władysława Czachórskiego „Odpoczywająca piękność”

Rok temu w szwedzkim domu aukcyjnym Stoskholms Auktionsverk pojawił się obraz Maksymiliana Gierymskiego “Stadnina/Na pastwisku”, o czym informowaliśmy. Praca Gierymskiego stała się sporą sensacją w polskim środowisku kolekcjonerskim i muzealnym. Do czasu aukcji obraz znany był jedynie z drzeworytu. Mieliśmy ogromną nadzieję, że płótno trafi do Polski i tak się stało. Kilka miesięcy po aukcji w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach odbył się specjalny pokaz obrazu.


Tym razem, również w Szwecji, renomowany dom aukcyjny Uppsala Auktionskammare, na grudniowej aukcji oferuje płótno Władysława Czachórskiego „Odpoczywająca piękność”, które może okazać się tak samo atrakcyjne z punktu widzenia kolekcjonerskiego, artystycznego i co nie bez znaczenia – lokaty kapitału. Wystarczy wspomnieć, że wśród kilkunastu najdrożej sprzedanych dotąd obrazów w Polsce, aż dwa są właśnie pędzla Czachórskiego („Pierwsze róże” – 1 mln 300 tys. oraz „Przed balem” – 1 mln 150 tys. – oba w Agra Art).


Władysław Czachórski (1850-1911), to jeden z najbardziej znanych i cenionych malarzy związanych z polską kolonią artystyczną w Monachium przełomu XIX i XX wieku. Niewątpliwy sukces jaki odniósł na europejskim rynku sztuki zawdzięczał doskonałemu warsztatowi, mistrzostwu i wirtuozerii w oddawaniu kunsztownych detali, materii tkanin, strojów, przedmiotów, kwiatów itp. Większość dzieł Czachórskiego trafiała do zbiorów bogatych przedstawicieli europejskich elit, stąd w Polsce mamy ich niewiele. Ostatnimi czasy kilka jego prac pojawiało się sporadycznie na zagranicznym rynku sztuki. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że o omawiany obraz kolekcjonerzy stoczą zaciętą “bitwę”. Możliwe także, że praca ta jest nieznana polskim badaczom. Nie udało mi się bowiem znaleźć informacji na jej temat w dostępnych materiałach źródłowych.

Hermann Han, Alegoria cnoty małżeńskiej
Hermann Han, „Alegoria cnoty małżeńskiej”, 1600 r. Fot. Sotheby’s.

Świadectwo XVII-wiecznej kultury Gdańska – „Alegoria cnoty małżeńskiej” Hermanna Hana

Jednym z najcenniejszych eksponatów Westpreussisches Landsmuseum (Muzeum Prus Zachodnich) w Warendorf, eksponowanym w sali poświęconej złotemu wiekowi Gdańska, jest pochodząca z 1620 roku tapiseria upamiętniająca zgodę trzech zwaśnionych gdańskich rodów. Cała, misternie tkana scena (142 cm na 547 cm) rozgrywa się na tle panoramy Gdańska i pełna jest symboli i detali obrazujących codzienne życie oraz bogactwo mieszkańców miasta. Tapiserie takie wisiały w tzw. ławie, czyli sądzie miejskim przy Dworze Artusa. Do naszych czasów zachowała się tylko ta jedna. W latach 90–tych tapiseria pojawiła się na rynku sztuki i czy to nie zauważona przez polskie muzea, czy też z braku środków na jej zakup, trafiła do zbiorów Muzeum Prus Zachodnich.

Nie pierwszy to taki przypadek i zapewne nie ostatni, gdy wartościowe dzieła sztuki związane z Polską, mogące potencjalnie być ozdobą naszych kolekcji muzealnych, trafiają do zagranicznych zbiorów. Jest to oczywiście część bardziej złożonego problemu u którego podstaw leżą nie tylko skromne możliwości finansowe rodzimych instytucji muzealnych, ale także, jak się wydaje, brak systemowych rozwiązań w rodzaju stałego, centralnego funduszu dysponującego odpowiednimi środkami, który mógłby dostatecznie szybko reagować i umożliwiłby dokonywanie celowych zakupów. Cenne dzieła w dobie powszechnego, nie znającego granic, internetowego rynku sztuki, znikają szybko i często bezpowrotnie. Ze szkodą dla polskiego muzealnictwa. Chlubnym wyjątkiem jest zakupiony w marcu tego roku do zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku, obraz “Martwa natura wanitatywna” Philippa Sauerlanda, przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Hermann Han, Alegoria cnoty małżeńskiej
Hermann Han, Alegoria cnoty małżeńskiej, 1600 r. Fragment.

Warto kontynuować ten państwowy mecenat, a nadarza się ku temu świetna okazja, bowiem dom aukcyjny Sotheby’s w Londynie, na lipcowej aukcji oferuje do sprzedaży obraz „Alegoria cnoty małżeńskiej”, autorstwa gdańskiego malarza Hermanna Hana, z estymacją 150 000-200 000 funtów. Hermann Han urodził się najprawdopodobniej około 1575 roku (według niektórych źródeł w 1574), a zmarł na przełomie 1627 i 1628 roku w Chojnicach. Chociaż za miejsce urodzenia przyjmuje się powszechnie Nysę na Śląsku, to ostatnie badania prof. Jacka Tylickiego wskazują raczej na Gdańsk lub jego okolice. Faktem jest, że Hermann Han uznawany się za jednego z najwybitniejszych malarzy późnego manieryzmu i baroku działających w Polsce, którego twórczość znamy głownie z dzieł o tematyce religijnej, pochodzących z dojrzałego okresu kiedy to pracował dla klasztorów w Pelplinie, Oliwie i Żarnowcu. Najwybitniejszym dziełem Hana, potwierdzającym jego pozycję w środowisku i sławę „malarza królewskiego” jest pochodząca z 1623/24 roku „Koronacja Najświętszej Marii Panny”, zamówiona przez opata Leonarda Rembowskiego do ołtarza głównego kościoła w Pelpinie. Pomijając niezwykłe walory artystyczne, realizacja tego zamówienia była nie lada wyzwaniem. Płótno o wielkości ponad 18 metrów kwadratowych malarz miał wykonać sam, bez pomocy uczniów i pomocników – jak stanowił kontrakt. Praca ta została odpowiednio doceniona i wynagrodzona: “malarz otrzymał za nie niezwykle wysokie (i urozmaicone) honorarium: 1200 florenów w ratach, dobrego konia, 2 krowy, 4 wieprze, 12 baranów, 15 gęsi, 40 kur, 30 korców żyta, 40 korców owsa, 20 korców jęczmienia, 5 korców grochu, 3 sadki masła i 4 beczki piwa”.

Oferowany na londyńskiej aukcji obraz „Alegoria cnoty małżeńskiej” pochodzi z 1600 roku i jest jedną z wczesnych prac Hana. Bliski dziełom Louisa de Caullery oraz Davida Vinckboons, każe upatrywać źródeł jego pierwszych artystycznych inspiracji we Flandrii. Dzieło o wymiarach 44.5 x 156.8 cm przedstawia uroczystość zaślubin Agaty von der Linde, córki burmistrza Gdańska, Johanna van der Linde (siedzi obok młodej pary, pod czerwoną kotarą z kielichem w ręku) z Valentinem von Bodeck – także późniejszym burmistrzem Gdańska. Akcja obrazu, pełnego alegorycznych treści, symboli i ukrytych znaczeń, rozgrywa się na tle wspaniałej i rozległej panoramy ówczesnego Gdańska. Pierwotnie obraz stanowił wieko wirginału, popularnego w XVI i XVII wieku (szczególnie wśród Pań – stąd nazwa) instrumentu muzycznego, znanego z wielu, często słynnych obrazów, jak chociażby „Lekcja muzyki” Vermeera czy „Kobieta siedząca przy wirginale” Molenaera. Najprawdopodobniej instrument był prezentem ślubnym.


Czy kwota na jaką wycenili obraz eksperci Sotheby’s jest duża? I tak i nie. W 2010 roku Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu zakupiło za cenę 140 tys. zł dwie niewielkie miniatury (13×11 cm) autorstwa Laurensa de Netara, przedstawiające właśnie Valentina von Bodecke oraz jego syna Nikolausa. Nie ulega wątpliwości, że poziom artystyczny oferowanego na aukcji obrazu Hermanna Hana jest nieporównywalnie wyższy, a jego wycena jak najbardziej adekwatna. Nadarza się więc okazja, aby dzieło Hermanna Hana, ściśle związane z kulturą i historią Gdańska, jednego z najwspanialszych miast XVII-wiecznej Europy, stanowiące świadectwo życia ówczesnych mieszkańców i ich obyczajów, po długiej rozłące znowu powróciło w miejsce gdzie się narodziło.


Bibliografia

  1. J. Tylicki, Obraz „Alegoria cnoty małżeńskiej”. Klucz do drugiego oblicza sztuki Hermanna Hana, „Biuletyn Historii Sztuki”, 1997/1998, nr 1/2.
  2. Aleksandra Jaśniewicz, Małżeństwo w nowożytnym Gdańsku w świetle XVI- i XVII-wiecznych portretów mieszkańców miasta. Portret w Gdańsku 1425-1700. Malarstwo, rysunek.
  3. Roman Daszczyński, Gdańsk stracił skarby. I wciąż je traci. Gazeta Wyborcza. 2015-03-07.
  4. Jakub Jagiełło, Hermann Han. www. culture.pl