Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz, w ofertach kilku zagranicznych domów aukcyjnych jednocześnie, pojawiła się taka ilość gdańskich kufli z XVII w. Faktem jest, że nieprzerwanie cieszą się one popularnością nie tylko wśród kolekcjonerów. Można więc się spodziewać, że i tym razem
Czytaj dalej →
W ostatnim tygodniach na rynku aukcyjnym pojawiło się kilka bardzo interesujących poloników. Oto krótki ich przegląd. W warszawskim antykwariacie „Lamus” wystawiono trzy, z sześciu listów Adama Mickiewicza do Alfreda de Vigny, które w listopadzie ubiegłego roku zostały sprzedane za łączną kwotę 190 tys. zł na aukcji w Paryżu. Szerzej pisałem o tej ofercie w osobnym artykule opublikowanym na stronie internetowej Magazynu. Wiadomo, że w licytacji brało udział także Muzeum Literatury w Warszawie. Niestety, bez powodzenia. Tym razem estymacja trzech listów jest niemalże równa łącznej cenie sprzedaży wszystkich sześciu. Czy którąkolwiek z polskich instytucji muzealnych będzie stać na taki zakup? Z odpowiedzią na to pytanie musimy poczekać do jutra.
Na tej samej aukcji oferowane są również dwa niezwykle rzadkie sztychy rytowane przez Domenico Cunego według obrazów Bacciarellego, przedstawiające Annę Elżbietę Potocką i jej męża Franciszka Salezego. O tych sztychach i ich malarskich pierwowzorach napiszę wkrótce w osobnym artykule. Jeżeli chodzi o aukcje zagraniczne, to naturalnie największą sensacją jest pojawienie się w Sotheby’s w Paryżu, jednej z najsłynniejszych w naszej historii malarskich wizji, obrazu Horacego Verneta przedstawiającego śmiertelny skok księcia Józefa Poniatowskiego w nurty Elstery w bitwie pod Lipskiem. Ze źródeł wiemy, że francuski artysta stworzył dwie wersje tego tematu. O jednej z nich, odnalezionej w monachijskim mieszkaniu Corneliusa Gurlitta pisałem w ubiegłym roku (artykuł). Wersja wystawiona obecnie na aukcji jest najwcześniejsza (1816 r.) i znajdowała się w zbiorach ostatniego króla Francji Ludwika Filipa I. Te dwa obrazy Verneta odwzorowane w niezliczonej ilości graficznych powtórzeń obiegły całą Europę, zdobiąc ściany wielu polskich patriotycznych domów (więcej informacji o obrazie Verneta w osobnym artykule na stronie Magazynu).


Prawie dwa tygodnie temu, w Hadze, sprzedano bardzo interesujący obraz autorstwa Antoniego Piotrowskiego (1853-1924) – malarza, rysownika i ilustratora, ucznia Jana Matejki i Wojciecha Gersona. Płótno przedstawia scenę branki podczas powstania styczniowego i wyraźnie nawiązuje do dzieł Maksymiliana Gierymskiego.



Kilkanaście dni wcześniej, we Francji, na aukcji poświęconej malarstwu bretońskiemu znalazły się aż trzy płótna Władysława Ślewińskiego: Akt kobiety siedzącej z jabłkiem, z ok. 1900 r., Martwa natura oraz Łąka wśród drzew, z ok. 1907 r. O ile się nie mylę, martwa natura jest dziełem dotąd nieznanym (akt i pejzaż wymienia i reprodukuje Władysława Jaworska w katalogu wystawy Muzeum Narodowego w Warszawie w 1983 r.). Na tej samej aukcji wystawiono także niewielką akwarelę autorstwa Tadeusza Makowskiego z życzeniami noworocznymi, ofiarowaną przez malarza żonie paryskiego marszanda sztuki Georges’a Chéron (reprodukowana w monografii Makowskiego autorstwa Władysławy Jaworskiej).
…cdn

Są narodowe pamiątki, których znaczenia dla polskiej historii i kultury nie da się przecenić. W nich to bowiem, jak w zwierciadle skupiają się nasze losy i pamięć kolejnych pokoleń. Niejednokrotnie znaczona największą ofiarą. Paradoksalnie może to właśnie dzisiaj, w czasach „ikon” i popkultury, łatwiej jest nam współczesnym zrozumieć znaczenie symboli i narodowych mitów. Chociażby takich jak ten, chyba najbardziej rozpoznawalny – mit bohatera i legendę księcia Józefa Poniatowskiego, na którego śmierć w nurtach Elstery nie potrafimy patrzeć inaczej niż poprzez pryzmat dzieł Horacego Verneta (1789-1863).
Malarskie wizje Verneta okazały się na tyle silne, że doczekały się w XIX oraz na początku XX stulecia niezliczonej ilości kopii, transpozycji graficznych oraz wielu innych artystycznych multiplikacji. O jednej z vernetowskich wersji, odnalezionej kilka lat temu w monachijskim mieszkaniu Corneliusa Gurlitta, pisałem w ubiegłym roku („Śmierć księcia Józefa w kolekcji Corneliusa Gurlitta!”).
Druga, z nieprawdopodobną proweniencją właśnie ujrzała światło dzienne! To absolutna sensacja! Własnoręcznie sygnowany przez artystę i datowany obraz (Horace Vernet / 1816 ), został wystawiony przed dom aukcyjny Sotheby’s na czerwcowej aukcji w Paryżu z estymacją 50 000 – 70 000 euro (lot. 121, „Tableaux, sculptures et dessins anciens et du XIXe siècle”, 15 czerwca 2017). Jak czytamy w nocie proweniencyjnej zamieszczonej w katalogu, pierwszym właścicielem płótna był generał Jean Rapp (1771-1821), po którego śmierci obraz nabył do swojej kolekcji Ludwik Filip, książę orleański, późniejszy król Francji Ludwik Filip I (1773-1850). Płótno zawisło w jego posiadłości, w Château de Neuilly. Potwierdzają to znaki własnościowe kolekcji królewskiej znajdujące się na odwrociu (Domaine priv. / Neuilly / n°66 oraz LPD i LPO pod koroną).
Nie wyobrażam sobie tego, aby dzieło Verneta nie zostało zakupione do polskich zbiorów. Znając jednak nasze realia i uprzedzając trochę fakty, na bazie ostatnich, znanych mi doświadczeń aukcyjnych polskich muzeów, pragnę się podzielić drobną sugestią, która być może pozwoli uniknąć nam wszystkim ewentualnych rozczarowań. Otóż jeżeli jakakolwiek rodzima instytucja ma zamiar wziąć udział w licytacji, powinna się w pierwszej kolejności porozumieć z kilkoma muzeami francuskimi, które potencjalnie mogą być zainteresowane zakupem obrazu. A to dlatego, że książę Józef to przecież marszałek Francji i bohater napoleoński. To oczywiste, że oferta sprzedaży obrazu Verneta może zainteresować chociażby Musée de l’Armée w Paryżu. Trzeba bowiem pamiętać o tym (o ile się dobrze orientuję), że regulacje prawne we Francji, tak samo zresztą jak i u nas, przewidują możliwość pierwokupu dzieła sztuki na rynku aukcyjnym przez państwową instytucję muzealną.
Wystawiony na aukcji obraz Horacego Verneta jest jednym z tych nielicznych dzieł sztuki odnoszących się do wydarzeń z naszej historii, które z wielką mocą zawładnęły wyobraźnią pokoleń Polaków. Tym bardziej powinno się zrobić wszystko aby stał się namacalną częścią muzealnej rzeczywistości w Polsce a nie tylko wirtualnym… mitem.

Podobne artykuły
Są takie dzieła sztuki, które zadecydowały o tym w jaki sposób postrzegamy największe wydarzenia z naszej historii i które na

Joseph Mallord William Turner (1775-1851) – to wielkie nazwisko zna każdy wielbiciel malarstwa. Artysta, który wyprzedził swój czas, poeta światła, uważany za prekursora impresjonizmu. Czy coś łączyło go z Polską? Okazuje się, że tak! W National Galleries Scotland znalazłem wyjątkowe polonikum. Jest to ilustracja do poematu szkockiego poety Thomasa Campbella (1777-1844) „The Pleasures of Hope”, na której przedstawiona została scena, której bohaterem jest Tadeusz Kościuszko! Takie oto niezwykłe tajemnice skrywają zagraniczne muzea.
Campbell był wielkim przyjacielem Polaków, szczerze współczuł nam utraty niepodległości i tragedii powstania listopadowego. W swoim wierszu w niezwykle sugestywny sposób opisuje między innymi insurekcję kościuszkowską, obronę Warszawy i rzeź Pragi. Gdy zmarł, w podzięce za zasługi, jego trumnę Polacy posypali ziemią z grobu Tadeusza Kościuszki.
O księgo czasu, gdzie jest historia spisana,
Sarmatia upadła niewinna i nie opłakana!
Nie znalazła druha we wrogim sąsiedzie,
Siły w swych ramionach i litości w biedzie.
Wypadła z drętwej ręki jej strzaskana lanca,
Zamknęła jasne oko i przepadła szansa.
Nadzieja w tym sezonie pożegnała świat,
A Wolność krzyknęła – gdy Kościuszko padł!
Słońce wreszcie zaszło, lecz rzeź nie ustaje,
Mord straszliwy wstrząsać powietrzem się zdaje.
Na Pradze od ognia łuna bije duża
Krwią barwiona woda szemrze u podnóża.
Walka trwa – placówka ulega nareszcie.
Krzyki wywołują przerażenia dreszcze.
Gdy mury paląc się wokoło padają,
Tysiące beznadziejnie o litość wołają.
Winieta Turnera jest chyba zupełnie nieznana u nas! A szkoda! Natomiast co do wiersza, to na fragmenty jego tłumaczenia natrafiliłem w artykule zamieszczonym na jednym z blogów, do którego link załączam poniżej. Można tam znaleźć również więcej informacji o życiorysie Campbella i jego związkach z Polską i Polakami.
Źródła
www.wyklop.strefapsx.pl/thomas_campbell_o_polsce
Tłumaczenie wiersza: Kazimierz Gorczyca

Kilka dni temu w ofercie domu aukcyjnego Thierry de Maigret pojawił się portret ojca króla Stanisława Augusta, Stanisława Poniatowskiego (1676-1762). W katalogu aukcji płótno skojarzono z nazwiskiem Marcella Bacciarellego. Jest to oczywiście zupełnie nieuzasadnione, bowiem obraz z aukcji nie nosi żadnych cech twórczości Bacciarellego. Zapewne podstawą takiej atrybucji jest znany obraz pędzla Bacciarellego ze zbiorów Wersalu. Stanowi on pendant do wizerunku Konstancji z Czartoryskich Poniatowskiej (1695-1759), matki Stanisława Augusta, również ze zbiorów Wersalu. Dzieła te od 2000 r. znajdują się w depozycie Zamku Królewskiego w Warszawie.
Oba płótna powstały w latach 1775-1777 z przeznaczeniem do Pokoju Audiencjonalnego Starego w Zamku Królewskim. Oba noszą numery inwentarza galerii Stanisława Augusta. Odziedziczone przez księcia Józefa Poniatowskiego, po jego śmierci przeszły na własność Marii Teresy Tyszkiewiczowej. W 1819 r. zostały zabrane z Łazienek i wysłane do niej do Francji. Nie wiadomo w jakich okolicznościach trafiły do zbiorów Wersalu. W Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie znajduje się miernej klasy, zredukowana do owalnego popiersia, warsztatowa wersja portretu ojca króla.
Obraz oferowany na aukcji w Paryżu to interesujące i godne uwagi dzieło dobrego pędzla, o wysokim poziomie wykonania, wzbogacające dotychczasową wiedzę o ikonografii członków rodziny ostatniego króla Polski.
Informacja o tej ofercie, za naszym pośrednictwem dotarła już do polskich instytucji muzealnych.

Na gali Mobile Trends Awards 2017 w Krakowie – największym tego typu wydarzeniu poświęconemu najlepszym rozwiązaniom w dziedzinie technologii mobilnych ubiegłego roku – główną nagrodę w kategorii „Innowacja” otrzymała Fundacja Communi Hereditate za aplikację mobilną ArtSherlock. Kapituła nagrody, składająca się z ekspertów z branży mobile i IT w specjalnym uzasadnieniu werdyktu, doceniła walory użytkowe i unikalność aplikacji a także jej wyjątkową społeczną wartość. Gala Mobile Trends Awards, która odbyła się 8 marca 2017 roku, była już szóstą edycją tej prestiżowej nagrody.
Aplikacja ArtSherlock umożliwia automatyczne rozpoznawanie dzieł sztuki z dziedziny malarstwa, rysunku oraz tkanin zabytkowych, zrabowanych z polskich zbiorów podczas II wojny światowej. Pozwala użytkownikom weryfikować obiekty w dowolnym miejscu i czasie, wyłącznie na podstawie zdjęcia wykonanego telefonem komórkowym. Projekt sfinansowano ze środków Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy. Bazę danych strat wojennych udostępniło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Podobne artykuły
W procesie restytucji dóbr kultury jednym z kluczowych dowodów potwierdzających tytuł własności jest dokumentacja ikonograficzna. To ona w głównej mierze
Tylko sześć dni pozostało na zablokowanie licytacji obrazu „Widok na morze” określonego w bazie polskich strat wojennych jako dzieło Claude-Joseph
Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz, w ofertach kilku zagranicznych domów aukcyjnych jednocześnie, pojawiła się taka ilość gdańskich kufli
Orginał portretu Fryderyka Chrystiana Wettyna (1722-1763), królewicza polskiego, najstarszego syna króla Augusta III, elektora Saksonii – autorstwa Antona Raphaela Mengsa

16 grudnia 1672 r. we francuskim opactwie św. Marcina w Nevers, w wyniku zapalenia płuc zmarł Jan II Kazimierz Waza, król Polski i wielki książę litewski, tytularny król Szwecji. Po abdykacji z polskiego tronu w 1668 r., Jan Kazimierz osiadł we Francji, gdzie Ludwik XIV zapewnił mu dochody z kilku opactw, w tym z opactwa St. Germain des Près.
Na mocy sporządzonego cztery dni przed śmiercią testamentu, ze sprzedaży majątku spłaceni mieli zostać wszyscy “domownicy” pozostający na usługach króla, co miało się zamknąć niebagatelną sumą 200 000 liwrów. Już nazajutrz po śmierci władcy przedstawiciele spadkobierców przystąpili do inwentaryzacji pozostałych ruchomości zmarłego, zarówno tych w opactwie św. Marcina jak i tych znajdujących się w paryskim opactwie Saint-Germain-des- Prés. Spisywanie inwentarza trwało aż do kwietnia. Pośród opisanych w inwentarzu obrazów, tkanin, sreber, mebli oraz innych sprzętów, znajdowało się także 38 różnych zegarów i zegarków w których Jan Kazmierz szczególnie gustował. “Były to zegarki kieszonkowe, budziki, zegary wagowe, piaskowe, słoneczne, często precyzyjnej roboty, z rozmaitymi dodatkami w postaci busoli, globusów czy astrolabii” – jak opisuje Władysław Tomkiewicz.
Opisy konkretnych zegarów w inwentarzu, wycenionych i spisanych przez specjalnie powołanych i zaprzysiężonych do tego celu zegarmistrzów, przypominają dwa zegary znajdujące się w zbiorach za granicą, które wiązane są z osobą Jana Kazimierza.



Jeden z nich znajduje się w British Museum w Londynie. Jest to zegar stołowy typu architektonicznego tzw. wieżyczkowy, wykonany w 1648 r. w Krakowie przez Lukasa Weydmanna. Wspomina go i reprodukuje w swoim opracowaniu Władysław Tomkiewicz. Drugi zegar, tzw. kaflowy, to wspaniały przykład renesansowej sztuki, rzemieśliniczego kunsztu i zegarmistrzowskiego geniuszu! Znajduje się w Royal Museums Greenwich, National Maritime Museum. Pochodzi z około 1586 r. i chociaż jest sygnowany przez Caspara Buschmana, to uważa się, że został wykonany przez Johanna Reinholda z Augsburga.
Trudno orzec, czy dwa te zegary pochodzą z pośmiertnej spuścizny Jana Kazimierza. Mogło z nimi być tak jak z klejnotami króla, które “tak bardzo nęciły panie francuskie”. Jedna ze znanych wówczas dam, baronowa de Sévigné, tak pisała o Janie Kazimierzu w czasie jego pobytu w Paryżu: “Król polski interesuje tu żywo nasze damy. Ma kosztowności, które tu dla nich wszystkich są przynętą i chociaż nie młody ani piękny, ani nawet bardzo dowcipny, jest przecież wielce poszukiwany”.
I tak jak na klejnoty, tak i na zegary mogło się znaleźć wielu chętnych, lecz równie dobrze mogły zostać zbyte jeszcze za życia króla na pokrycie bieżących wydatków.
Bibliografia
Władysław Tomkiewicz, Z dziejów polskiego mecenatu artystycznego w wieku XVII, Wrocław 1952.

Ważną częścią kolekcji sztuki zgromadzonej przez króla Stanisława Augusta był Gabinet Rycin. Według świadectw mu współczesnych, zbiór ten za życia monarchy liczył około 100 000 obiektów i w całości został nabyty z prywatnej szkatuły. Tym samym w pełni odzwierciedlał gust króla, jego pasje kolekcjonerskie i artystyczne upodobania ukształtowane poprzez edukację oraz odbyte podróże zagraniczne.
Na ten imponujący zbiór składała się kolekcja rycin, rysunków artystycznych, projektów architektonicznych i dekoracyjnych, a także woluminów ilustrowanych i albumów od XVI do XVIII wieku. Kolekcja ta oprócz tego, że budowała prestiż osoby monarchy w oczach poddanych, miała do spełnienia jeszcze jedną, niezwykle istotną funkcję – dydaktyczną. Stanowiła bowiem łatwo dostępne źródło inspiracji i wiedzy o sztuce europejskiej dla szeregu artystów pozostających na usługach monarchy i realizujących bezpośrednio jego artystyczne zlecenia.
Po śmierci Stanisława Augusta kolekcja przeszła na jego spadkobierców, od których została zakupiona w 1818 r. przez Komisję Rządową Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, z przeznaczeniem dla Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, i włączona do Biblioteki Uniwersyteckiej – przemianowanej później na Bibliotekę Publiczną.
Wśród zaginionych tek, znalazła się także teka o numerze 32 z portretami dam angielskich, wykonanymi w technice mezzotinty. Stanowiła ona część szczególnie cennego zespołu z XVIII – wieczną grafiką angielską. W zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego znajdują się trzy niezwykłe, archiwalne fotografie związane bezpośrednio z kolekcją królewską, w tym dwie z omawianą teką! Zdjęcia wykonano w 1937 r. W tym kontekście publikujemy je po raz pierwszy! Są to prawdopodobnie ostatnie i chyba jedyne zdjęcia mezzotint angielskich z kolekcji Stanisława Augusta znajdujących się w tece nr 32!



Na jednym z nich widzimy wnętrze teki z rozłożonymi arkuszami papieru żeberkowego na który naklejono ryciny, oprawione w charakterystyczny dla zbioru królewskiego sposób: z obciętymi marginesami i z akwarelową obwódką otoczoną sztychowaną ramką. Widoczne na arkuszach numery umożliwiają identyfikację poszczególnych grafik. Na arkuszu nr 51, od lewej: „Madame Payre Gallway z dzieckiem”, rytował John Raphael Smith według obrazu Reynoldsa; dalej – „Madame Benwell”, rytował William Ward według obrazu Johna Hoppnera; na arkuszu nr 24 widzimy portret „Elisabeth de Buccleugh z córką”, rytował James Watson według Reynoldsa. Kolejna fotografia przedstawia szafę biblioteczną w której umiejscowione były teki przed wojną.
Trzecia archiwalna fotografia jest równie niezwykła jak dwie poprzednie. Przedstawia rysunkowe „Studium dwóch głów męskich” wykonane własnoręcznie przez króla Stanisława Augusta! Rysunek pochodzi z teki nr 177 nr 2 i 3. W opracowaniu kolekcji Gabinetu Rycin autorstwa Teresy Kosseckiej, rysunek ten jest reprodukowany ale w o wiele gorszej jakości niż zdjęcie, które teraz publikujemy. Widać na nim cały arkusz papieru wraz z zaznaczonymi polami kadrowania przed oprawą. Mamy nadzieję, że rysunek ten już wkrótce zostanie włączony do katalogu strat wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Królewski Gabinet Rycin, jakkolwiek poważnie zubożony, zachował swój pierwotny układ i znajduje się obecnie w nowym gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, stanowiąc poza wartością artystyczną i historyczną, bezcenne świadectwo kolekcjonerskiej pasji i miłości do sztuki jednego człowieka – ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta.
Bibliografia
- Zygmunt Batowski, Zbiór graficzny w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1928.
- Teresa Kossecka, Gabinet Rycin króla Stanisława Augusta, Warszawa 1999.
Uprzejmie dziękuję Pani Urszuli Dragońskiej z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie za identyfikację rycin z teki 32.
Podobne artykuły
Dom aukcyjny Sotheby’s w Paryżu na nadchodzącej aukcji Tableaux Dessins Sculptures 1300-1900, Session II, 10 czerwca 2022 r., wystawił trzy ciekawe polonika.
Kilka dni temu w niemieckim domu aukcyjnym Döbritz, sprzedana została XVIII wieczna miniatura z portretem Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej (1736-1816),

Dürer, Rembrandt, van Gogh, Malczewski, Boznańska… Równie ciekawe jak to, w jaki sposób artyści widzą samych siebie, jest to, jak widzą ich inni. Mam taki fascynujący przykład! Po lewej autoportret Anny Bilińskiej-Bohdanowicz (1857-1893), po prawej, jej portret wykonany przez Emmeline Deane (1858-1944).
Oba obrazy, pochodzą mniej więcej z tego samego okresu i oba zostały namalowane w Paryżu: obraz Bilińskiej w 1887 r., płótno Deane w 1884 r. Na portrecie namalowanym przez Dean widzimy Bilińską w żałobnym stroju (w tym roku umiera jej ojciec i artystka została bez środków do życia). Ten bezbłędny i pełen psychologicznej prawdy portret, Dean namalowała mając 26 lat.
Znam zaledwie kilka prac Dean, a te zupełnie nie wskazują na to, że mogłaby stworzyć tak wybitny portret! Dopiero ten obraz objawia skalę jej talentu. Jest dla mnie wielkim odkryciem i równie wielkim znakiem zapytania. Nie mogę oprzeć się wrażeniu ile Bilińskiej jest w dziele Dean! Gdybym zobaczył ten obraz, nie wiedząc kto jest jego autorem…
Która Bilińska jest bliższa prawdy?
Podobne artykuły
Jednym z dzieł, co prawda nieobecnych fizycznie, ale odnotowanych w katalogu aktualnej wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie poświęconej twórczości

Jedna z największych na świecie prywatnych kolekcji malarstwa holenderskiego z XVII w., składająca się z około 250 obrazów i rysunków. Własność Thomasa Kaplana i jego żony Daphne Recanti Kaplan. Od 22 lutego, 60 obrazów z kolekcji zostanie zaprezentowanych w Luwrze, co będzie początkiem światowego tournée tego unikatowego zbioru, w którego skład wchodzi aż 11 obrazów Rembrandta, Vermeer, Fabritius, Bol i dzieła wielu, wielu innych! Warto dodać, że zgromadzenie tak niesamowitych arcydzieł, w takiej ilości, zajęło Kaplanom zaledwie 14 lat! (od 2003 r.).
W tej niezwykłej kolekcji sztuki znajduje się „Portret kobiety grającej na lutni” Eglona van der Neer (1634/36 – 1703). Obraz był niegdyś własnością Edwarda Aleksandra Raczyńskiego (1847 – 1926), polskiego kolekcjonera, mecenasa sztuki, obieżyświata i twórcy Galerii w Rogalinie.
Życiorys Raczyńskiego jest iście filmowy! Aż dziw, że dotąd nikt nie pokusił się o nakręcenie jego biografii! Był nieślubnym synem Rogera Raczyńskiego i zamężnej Zenaidy Lubomirskiej. Jego ojciec ” chcąc, aby dziecko nosiło nazwisko Raczyński, powziął wielce ryzykowny plan. W gnieźnieńskim szpitalu znalazł chorą na suchoty kobietę – Marię Gottschalk, która zgodziła się zeznać pod przysięgą, że jest matką nieślubnego dziecka Rogera. W 1850 r. Roger ożenił się z umierającą kobietą, potwierdzając tym samym prawnie swoje ojcostwo. Rok po zawarciu tego karkołomnego związku Maria zmarła. Historia ta była, jak na owe czasy, na tyle niezwykła, że na jej podstawie osnuto fabułę dwóch powieści francuskich: Jules-Henri Vernoy de Saint-Georges „Un mariage de Prince” (Paris 1851) i Edmond Francois Valentin „About Germaine” (Paris 1857). Faktu tego nie udało się też ukryć przed wujem Atanazym, wówczas seniorem rodu. Wielce zgniewało go krzywoprzysięstwo i cały podstęp,w który uwikłał się Roger. Postanowił wykluczyć syna swego bratanka z prawa do dziedziczenia ordynacji, wytoczył mu też proces sądowy”.

Edward Aleksander już od najmłodszych lat przejawiał niezwykłą, odziedziczoną po ojcu fantazję. Chciałoby się powiedzieć – „jaki ojciec, taki syn”. Będąc uczniem gimnazjum, wraz z kolegą ucieka do Turcji i tam wstępuje do oddziału Sadyka Paszy (Michała Czajkowskiego – poety i działacza niepodległościowego). Później, już po maturze, wyjeżdża do Francji i uczęszcza do Akademii Wojskowej w St. Cyr, która również nie spełnia jego oczekiwań. Decyduje się więc podjąć studia prawnicze. Tych także nie kończy i wyrusza na wojnę w obronie Państwa Kościelnego. Ranny w bitwie pod Mentaną w 1867 r., przeleżał dwa dni na pobojowisku. Po powrocie do zdrowia odwiedza Rzym, Paryż i korzysta z uroków życia. Nie dość na tym! Wraca do Wielkopolski i chcąc ratować podupadający majątek rodzinny, wpada na „genialny” pomysł założenia hodowli jedwabników w Indochinach!!! Oszukany przez wspólnika – Francuza Barbiera, traci zainwestowane pieniądze. Podejmuje kolejną próbę. W końcu cóż może być bardziej ekscytującego niż wyjazd do Chile i założenie kopalni złota w Andach koło Valparaiso!? Niestety, ale także i ten „złoty” interes się nie powiódł. Wróciwszy do kraju, Raczyński udaje się do Krakowa i rozpoczyna działalność jako deputowany do parlamentu krajowego. Próba kariery politycznej także kończy się bez większych sukcesów.
Wydawało by się, że nic już nie zdoła przekuć tej niezwykłej życiowej energii i pogoni pełnej niepowodzeń w coś, co złączy nieokiełznany temperament i pasję odkrywcy, w trwałą i namacalną wartość. Tym czymś stała się dla Raczyńskiego sztuka i pasja kolekcjonerska. To głównie w niej odnalazł Raczyński spełnienie swoich namiętności. Chciaż miał też wielkie powodzenie u kobiet. Zwany „Boskim Edziem” – zawrócił w głowie dwóm pannom jednocześnie: Marii Krasińskiej – córce Zygmunta Krasińskiego i Róży Potockiej – wdowie po Władysławie Krasińskim. Mimo tego, że zaręczył się z Różą, to poślubił Marię, by po latach, po śmierci żony, która utopiła się w jeziorze Como, poślubić w końcu Różę.
Raczyński w ciągu kilkudziesięciu lat zgromadził imponujący, liczący prawie 500 dzieł zbiór malarstwa współczesnego z przełomu XIX i XX w., zawierający min. prace Malczewskiego, Boznańskiej, Fałata, Matejki, Wyspiańskiego i Wyczółkowskiego. Stał się tym samym jednym z największych w owym czasie mecenasów sztuki w Polsce. Kolekcja umieszczona docelowo w uratowanym od bankructwa Rogalinie (jedyne przedsięwzięcie Raczyńskiego zakończone sukcesem), w wybudowanym specjalnie na ten cel pawilonie obok pałacu, przetrwała tam prawie do wybuchu II wojny światowej, kiedy to w obawie przed nią została zdeponowana w Muzeum Narodowym w Poznaniu, którego trzon stanowi do dzisiaj.
Bibliografia
- Alina Hinc, „Raczyńscy jakich nie znacie”, w: Poznaj Raczyńscy. Wydawnictwo pokonferencyjne, z. 4, Poznań 2010.
- ipsb.pl

Taka oferta to marzenie! Jeden z najciekawszych poloników jakie pojawiły się w ostatnich miesiącach na zagranicznych aukcjach sztuki. Nie dość, że dzieło znanej polskiej malarki z XVIII w., to na dodatek przedstawiające portret francuskiego architekta związanego z mecenatem Stanisława Augusta. Ale po kolei.
Anna Rajecka (przed 1762-1832) – malarka, pastelistka i miniaturzystka. Około 1783 r. wyjechała do Paryża jako stypendystka króla Stanisława Augusta, gdzie pozostała już na stałe. W 1788 r. wyszła za mąż za malarza i krytyka sztuki Pierre’a-Marie Gault de Saint-Germain (1756–1842) i od tego czasu swoje prace sygnowała Anna Gault de Saint-Germain née Rajecka. W latach 1789-1791 pomagała Davidowi wykonać zamówione przez Stanisława Augusta portrety osobistości francuskich, w 1791 r. wystawiła cztery pastele na Salonie. Pod względem artystycznym najbardziej wartościowe są jej portrety, malowała także sentymentalne prace rodzajowe i alegoryczne.
Omawiany portret Rajeckiej przedstawia Victora Louis (1731-1800), francuskiego architekta związanego z pierwszymi inicjatywami artystycznymi jakie podjął Stanisław August na początku swojego panowania w zakresie architektury, dotyczącymi przebudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Louis, polecony królowi przez Marie Thérèse Geoffrin (1699-1777), przybył do Warszawy w lipcu 1765 r. i pozostał w niej do połowy września. W tym czasie oraz po powrocie do Paryża wykonał liczne szkice i plany przebudowy bryły Zamku oraz jego wnętrz. Rozmach projektów Louisa – zarówno w odniesieniu do zakresu projektu, użytego języka najnowszych rozwiązań w duchu francuskiego klasycyzmu, jak i do sfery ideowej, należą do największych osiągnięć artystycznego mecenatu Stanisława Augusta. Projekty te są tym cenniejsze, że odzwierciedlają intencje i oczekiwania samego króla, co wyraził sam władca w listach do p. Geoffrin: „Louis jest wspaniałym człowiekiem. Jego wyobraźnia jest najbardziej szlachetna i roztropna i jakkolwiek on wie rzeczywiście więcej niż inni, akceptuje idee innych”. „ Jest to człowiek …. którego talent uważam za szlachetny, twórczy i mądry. On mnie wydoskonalił gust na wiele spraw, on to sprawił, że trudno od tej pory będzie dogodzić memu smakowi”.
Pastel Rajeckiej jest tym cenniejszy, że stanowi ważny przyczynek do artystycznej biografii artystki, której większość znanych nam z przekazów prac uważa się za zaginione. W polskich zbiorach publicznych posiadamy bodajże cztery jej prace pastelowe: dwie w Muzeum Narodowym w Warszawie, jedną w Muzeum w Wilanowie i jedną od niedawna ma Zamek Królewski w Warszawie. Jest nadzieja, że dzieło Rajeckiej, o ile nie trafiło do zbiorów francuskich, to zakupione zostało przez jakiegoś polskiego antykwariusza i może niebawem zostanie zaoferowane muzeom w Polsce.
Pastel wylicytowano za niewiele ponad 20 000 euro.
Anna Gault de SAINT GERMAIN
“Portrait en buste de l’architecte Victor Louis”
Pastel sur papier marouflé sur toile.
Signé en bas à droite : « Gault de St Germain: née Rajecka: fecit 17… ». 63 x 51,5 cm, de forme ovale.
Provenance :
Collection Monsieur de Charles Éthis de Corny (1804-1889), petit-fils de Victor Louis. Toujours resté dans la famille.
Fot. Muizon-Rieunier.
Cytat z listów króla do pani Geoffrin za: Marek Kwiatkowski, “Stanisław August. Król – Architekt”. Zakład Narodowy im Ossolińskich. Wydawnictwo. 1983.
Podobne artykuły
Portret Stanisława Augusta nieznanego autora, wiszący w dawnej rezydencji Radziwiłłów w Nieborowie jest jednym z tych wizerunków ostatniego władcy Rzeczpospolitej
Pierwszy to zegar sygnowany “Krigner Varsaviae” – Karl Christoph Krüger, zegarmistrz Augusta III na Zamku Królewskim w Warszawie, który “w
Tym razem w poszukiwaniu poloników nie powędrujemy za granicę, bowiem zupełnie wyjątkowy obiekt znalazł się w Polsce na listopadowej aukcji