Mariusz Pilus

Eugène Delacroix, Poznański, Łódź
Eugène Delacroix, Arab polujący na lwa, olej, płótno, 1849-50 r. Fot. Christie’s

Eugène Delacroix i dziedzictwo łódzkich fabrykantów

Ten niewielkich rozmiarów obrazek (33 x 41 cm), namalowany około 1849-50 roku, pochodzi ze zbioru zgromadzonego przez rodzinę Poznańskich, której przedstawiciele należeli do najbogatszych i najbardziej wpływowych rodów fabrykanckich pochodzenia żydowskiego działających w Łodzi w XIX i XX w. Twórcą potęgi finansowej Poznańskich był Izrael Kalmanowicz Poznański, który od małego sklepu korzennego i majątku szacowanego w 1838 r. (cztery lata po przybyciu do Łodzi) na 3200 złotych polskich, odziedziczywszy także po ojcu w 1852 r. aktywa o wartości 2150 rubli, przez pół wieku kapitał ten wielokrotnie pomnożył i w 1900 r. jego fortuna szacowana była na 11 milionów rubli. Do niego należała jedna z największych i najnowocześniejszych fabryk bawełnianych w Królestwie Polskim, która wraz z rezydencją pałacową była częścią wielkiego kompleksu przemysłowo-mieszkalnego. Poznańscy prowadzili również szeroką działalność filantropijną, fundując lub współuczestnicząc w powstaniu wielu ważnych dla miasta instytucji jak szpitale, straż czy pogotowie ratunkowe. Kupowali także i gromadzili dzieła sztuki.

Izrael Poznański, Łódź, Eugène Delacroix
Pałac Izraela Poznańskiego przy ul. Ogrodowej. Fotograba archiwalna z 1939 r. Fot. NAC

Płótno Delacroix wymienia Dariusz Kacprzak w swoim opracowaniu poświęconym fabrykanckim kolekcjom i zbiorom dzieł sztuki powstałym w Łodzi końca XIX i początku XX w., jako własność niezidentyfikowanego z nazwiska przedstawiciela rodziny Poznańskich, z domniemaniem, że być może obraz został zakupiony przez Maurycego Poznańskiego „podczas jednego z pobytów w Anglii, kiedy zabiegał o kredyty na zakup bawełny dla konsorcjum łódzkich fabrykantów włókienniczych”.* Wypada zaznaczyć, jak zauważa autor , że zbiory „Sary i Maurycego Poznańskich należy traktować bardziej jako element rodzinnej kolekcji Silbersteinów, przedłużenie jej losów w kolejnym pokoleniu, aniżeli byt autonomiczny”.

Do kogo z rodziny Poznańskich należał obraz Delacroix, tego niestety nie rozstrzyga również nota katalogu aukcyjnego. Znajdujemy w niej jednak obszerną proweniencję płótna, będącą uzupełnieniem informacji zawartych w książce Dariusza Kacprzaka. Jak większość podobnych im łódzkich kolekcji, także zbiory rodziny Poznańskich uległy rozproszeniu.


*Zainteresowanym tą tematyką, polecam wymienioną już wyżej książkę Dariusza Kacprzaka pt. „Kolekcje ziemi obiecanej. Zbiory artystyczne łódzkiej burżuazji wielkoprzemysłowej w latach 1880-1939”, wydaną i dostępną w Narodowym Instytucie Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów (2015 r.). Pozycja ta – bogato udokumentowana od strony źródłowej – jest jak dotąd najpełniejszą próbą rekonstrukcji zawartości oraz losów kolekcji dzieł sztuki łódzkiej burżuazji wielkoprzemysłowej, powstałych na tle wielonarodowościowej i wielokulturowej metropolii przemysłowej jaką była Łódź w XIX i na początku XX w.

Władysław Ślewiński, Martwa natura
Władysław Ślewiński, Martwa natura, olej, płótno. Fot. Thierry-Lannon.

Ślewiński i inni – polonika na aukcjach nie tylko za granicą.

W ostatnim tygodniach na rynku aukcyjnym pojawiło się kilka bardzo interesujących poloników. Oto krótki ich przegląd. W warszawskim antykwariacie „Lamus” wystawiono trzy, z sześciu listów Adama Mickiewicza do Alfreda de Vigny, które w listopadzie ubiegłego roku zostały sprzedane za łączną kwotę 190 tys. zł na aukcji w Paryżu. Szerzej pisałem o tej ofercie w osobnym artykule opublikowanym na stronie internetowej Magazynu. Wiadomo, że w licytacji brało udział także Muzeum Literatury w Warszawie. Niestety, bez powodzenia. Tym razem estymacja trzech listów jest niemalże równa łącznej cenie sprzedaży wszystkich sześciu. Czy którąkolwiek z polskich instytucji muzealnych będzie stać na taki zakup? Z odpowiedzią na to pytanie musimy poczekać do jutra.

Na tej samej aukcji oferowane są również dwa niezwykle rzadkie sztychy rytowane przez Domenico Cunego według obrazów Bacciarellego, przedstawiające Annę Elżbietę Potocką i jej męża Franciszka Salezego. O tych sztychach i ich malarskich pierwowzorach napiszę wkrótce w osobnym artykule. Jeżeli chodzi o aukcje zagraniczne, to naturalnie największą sensacją jest pojawienie się w Sotheby’s w Paryżu, jednej z najsłynniejszych w naszej historii malarskich wizji, obrazu Horacego Verneta przedstawiającego śmiertelny skok księcia Józefa Poniatowskiego w nurty Elstery w bitwie pod Lipskiem. Ze źródeł wiemy, że francuski artysta stworzył dwie wersje tego tematu. O jednej z nich, odnalezionej w monachijskim mieszkaniu Corneliusa Gurlitta pisałem w ubiegłym roku (artykuł). Wersja wystawiona obecnie na aukcji jest najwcześniejsza (1816 r.) i znajdowała się w zbiorach ostatniego króla Francji Ludwika Filipa I. Te dwa obrazy Verneta odwzorowane w niezliczonej ilości graficznych powtórzeń obiegły całą Europę, zdobiąc ściany wielu polskich patriotycznych domów (więcej informacji o obrazie Verneta w osobnym artykule na stronie Magazynu).

Domenico Cunego, według obrazu M. Bacciarellego, 1782 r., portret Anny Elżbiety Potockiej
Domenico Cunego, według obrazu M. Bacciarellego, 1782 r., portret Anny Elżbiety Potockiej, miedzioryt, akwaforta. Fot. Polona.pl
Antoni Piotrowski, Branka podczas powstania styczniowego
Antoni Piotrowski, Branka podczas powstania styczniowego, 1882 r., olej, płótno. Fot. B.V. Venduehuis der Notarissen.

Prawie dwa tygodnie temu, w Hadze, sprzedano bardzo interesujący obraz autorstwa Antoniego Piotrowskiego (1853-1924) – malarza, rysownika i ilustratora, ucznia Jana Matejki i Wojciecha Gersona. Płótno przedstawia scenę branki podczas powstania styczniowego i wyraźnie nawiązuje do dzieł Maksymiliana Gierymskiego.

Władysław Ślewiński, Łąka wśród drzew
Władysław Ślewiński, Łąka wśród drzew, ok. 1907 r., olej, płótno. Fot. Thierry-Lannon.
Władysław Ślewiński, Akt kobiety siedzącej z jabłkiem
Władysław Ślewiński, Akt kobiety siedzącej z jabłkiem, ok. 1900 r., olej, płótno. Fot. Thierry-Lannon.
Tadeusz Makowski, Bonne Année
Tadeusz Makowski, Bonne Année, 1930 r., akwarela. Fot. Thierry-Lannon.

Kilkanaście dni wcześniej, we Francji, na aukcji poświęconej malarstwu bretońskiemu znalazły się aż trzy płótna Władysława Ślewińskiego: Akt kobiety siedzącej z jabłkiem, z ok. 1900 r., Martwa natura oraz Łąka wśród drzew, z ok. 1907 r. O ile się nie mylę, martwa natura jest dziełem dotąd nieznanym (akt i pejzaż wymienia i reprodukuje Władysława Jaworska w katalogu wystawy Muzeum Narodowego w Warszawie w 1983 r.). Na tej samej aukcji wystawiono także niewielką akwarelę autorstwa Tadeusza Makowskiego z życzeniami noworocznymi, ofiarowaną przez malarza żonie paryskiego marszanda sztuki Georges’a Chéron (reprodukowana w monografii Makowskiego autorstwa Władysławy Jaworskiej).


…cdn

Horace Vernet, Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego
Horace Vernet, Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego, 1816 r. Fot. Sotheby’s.

Sensacyjne polonikum na aukcji w Paryżu!

Są narodowe pamiątki, których znaczenia dla polskiej historii i kultury nie da się przecenić. W nich to bowiem, jak w zwierciadle skupiają się nasze losy i pamięć kolejnych pokoleń. Niejednokrotnie znaczona największą ofiarą. Paradoksalnie może to właśnie dzisiaj, w czasach „ikon” i popkultury, łatwiej jest nam współczesnym zrozumieć znaczenie symboli i narodowych mitów. Chociażby takich jak ten, chyba najbardziej rozpoznawalny – mit bohatera i legendę księcia Józefa Poniatowskiego, na którego śmierć w nurtach Elstery nie potrafimy patrzeć inaczej niż poprzez pryzmat dzieł Horacego Verneta (1789-1863).
Malarskie wizje Verneta okazały się na tyle silne, że doczekały się w XIX oraz na początku XX stulecia niezliczonej ilości kopii, transpozycji graficznych oraz wielu innych artystycznych multiplikacji. O jednej z vernetowskich wersji, odnalezionej kilka lat temu w monachijskim mieszkaniu Corneliusa Gurlitta, pisałem w ubiegłym roku („Śmierć księcia Józefa w kolekcji Corneliusa Gurlitta!”).


Druga, z nieprawdopodobną proweniencją właśnie ujrzała światło dzienne! To absolutna sensacja! Własnoręcznie sygnowany przez artystę i datowany obraz (Horace Vernet / 1816 ), został wystawiony przed dom aukcyjny Sotheby’s na czerwcowej aukcji w Paryżu z estymacją 50 000 – 70 000 euro (lot. 121, „Tableaux, sculptures et dessins anciens et du XIXe siècle”, 15 czerwca 2017). Jak czytamy w nocie proweniencyjnej zamieszczonej w katalogu, pierwszym właścicielem płótna był generał Jean Rapp (1771-1821), po którego śmierci obraz nabył do swojej kolekcji Ludwik Filip, książę orleański, późniejszy król Francji Ludwik Filip I (1773-1850). Płótno zawisło w jego posiadłości, w Château de Neuilly. Potwierdzają to znaki własnościowe kolekcji królewskiej znajdujące się na odwrociu (Domaine priv. / Neuilly / n°66 oraz LPD i LPO pod koroną).

Nie wyobrażam sobie tego, aby dzieło Verneta nie zostało zakupione do polskich zbiorów. Znając jednak nasze realia i uprzedzając trochę fakty, na bazie ostatnich, znanych mi doświadczeń aukcyjnych polskich muzeów, pragnę się podzielić drobną sugestią, która być może pozwoli uniknąć nam wszystkim ewentualnych rozczarowań. Otóż jeżeli jakakolwiek rodzima instytucja ma zamiar wziąć udział w licytacji, powinna się w pierwszej kolejności porozumieć z kilkoma muzeami francuskimi, które potencjalnie mogą być zainteresowane zakupem obrazu. A to dlatego, że książę Józef to przecież marszałek Francji i bohater napoleoński. To oczywiste, że oferta sprzedaży obrazu Verneta może zainteresować chociażby Musée de l’Armée w Paryżu. Trzeba bowiem pamiętać o tym (o ile się dobrze orientuję), że regulacje prawne we Francji, tak samo zresztą jak i u nas, przewidują możliwość pierwokupu dzieła sztuki na rynku aukcyjnym przez państwową instytucję muzealną.
Wystawiony na aukcji obraz Horacego Verneta jest jednym z tych nielicznych dzieł sztuki odnoszących się do wydarzeń z naszej historii, które z wielką mocą zawładnęły wyobraźnią pokoleń Polaków. Tym bardziej powinno się zrobić wszystko aby stał się namacalną częścią muzealnej rzeczywistości w Polsce a nie tylko wirtualnym… mitem.

Horace Vernet
Horace Vernet, Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego. Odwrocie obrazu. Fot. Sotheby’s.

Nicolas de Largillière, Portret Augusta II
Nicolas de Largillière, Portret Augusta II, olej na płótnie. Strata wojenna. Fot. MKiDN

Portret Augusta II ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie – nowa atrybucja

We wrześniu 1936 roku w Muzeum Narodowym w Warszawie odbyła się wystawa darów i nabytków pozyskanych do zbiorów muzealnych w latach 1935-36. W wydanej z tej okazji dwuczęściowej broszurze, na pierwszym miejscu wymieniono legat Jakuba Ksawerego Aleksandra hr. Potockiego (1863-1934), który na podstawie sporządzonego w 1934 roku testamentu, wszystkie dzieła sztuki i przedmioty o istotnej wartości artystycznej i historycznej znajdujące się w majątkach: Helenów, Jaktorów, Miastków, Osieck, Wysokie Litewskie, Brzeżany oraz w rezydencjach w Paryżu, zapisał Muzeum Narodowemu w Warszawie. 1

Przeprowadzona inwentaryzacja mienia spadkowego ujawniła, że największą wartość muzealną miały zbiory pochodzące z Helenowa, w tym malarstwo polskie i zachodnioeuropejskie, meble, rzeźby, tkaniny i ceramika, a także XVII i XVIII – wieczne malarstwo flamandzkie i holenderskie z pałacyku w Paryżu.
Jednym z ofiarowanych przez Potockiego obrazów prezentowanych na wystawie, był pochodzący z Helenowa portret króla Augusta II, określony we wstępie katalogu jako dzieło „dobrego pędzla” w typie Silvestre’a.2 Obraz ten, utracony w wyniku II wojny światowej, znamy z zachowanej archiwalnej dokumentacji fotograficznej. 3 Portret przedstawia Augusta II w ujęciu do bioder, w zbroi typu zachodnioeuropejskiego ozdobionej maszkaronami, z narzuconym płaszczem podbitym lamparcią (?) skórą i spiętym na ramieniu ozdobną broszą. Spod płaszcza wystaje spływająca z lewego ramienia wstęga orderowa. Prawą rękę król wspiera na biodrze, przytrzymując dłonią szarfę orderu. Dłoń widoczna jest w połowie, ucięta przez kadrowanie dolnej krawędzi obrazu.
Przywołanie w przedwojennym katalogu nazwiska Louisa de Silvestre’a (1675-1760), nadwornego malarza Augusta II opierało się zapewne na tym, że większość malarskich wizerunków króla jest autorstwa lub pochodzi z warsztatu francuskiego artysty. Przypuszczenie, że obraz może być jednak dziełem innego twórcy wyraził Juliusz Starzyński w opublikowanym w 1938 r. katalogu zbiorów malarstwa obcego Muzeum Narodowego w Warszawie. 4 Istotnie, w przypadku omawianego obrazu mamy do czynienia z dziełem, którego poziom artystyczny zdecydowanie przewyższa znane nam portrety wykonane przez Silvestre’a i którego styl malarski wskazuje na pędzel jednego z największych portrecistów francuskich XVIII w. jakim był Nicolas de Largillière (1656-1746). Obok Hyacinthe’a Rigaud, najbardziej wzięty portrecista czasów Ludwika XIV i okresu Regencji. Potwierdzeniem tej atrybucji jest portret Augusta II z około 1714-15 roku, znajdujący się w Nelson- Atkins Museum of Art w Kansas City, pochodzący z przedwojennych zbiorów Rothschildów w Wiedniu.5 Przedstawia on króla w ujęciu do kolan, w zbroi i karmazynowym płaszczu podbitym lamparcią skórą, przepasanego błękitną wstęgą Orderu Słonia, stojącego na tle pejzażu owianego dymami toczącej się bitwy i wskazującego na widniejące w oddali wieże zamku.

Nicolas de Largillière, portret Augusta II Mocnego
Nicolas de Largillière, portret Augusta II Mocnego, 1714-15 r., olej na płótnie, Nelson-Atkins Museum of Art, Kansas City. Fot. Nelson-Atkins Museum of Art.
Nicolas de Largillière
Nicolas de Largillière, Studia dłoni, ok. 1714 r. Muzeum Luwru. Fot. Luwr

Płótno warszawskie, na tyle, na ile możemy wnioskować z zachowanej czarno-białej fotografii, malowane jest swobodniej i jest raczej studium przygotowawczym do portretu z Nelson-Atkins Museum niż jego repliką autorską. Różni się także niektórymi drobnymi szczegółami: kształtem i kolorem kamieni spinki na szyi oraz broszy na ramieniu, walorem centek lamparciej skóry oraz układem fałd płaszcza. W obu obrazach uwagę zwraca charakterystyczna dekoracja zbroi w formie maszkaronów. Nie wiadomo czy jest to tylko indywidualna krecja Largillière’a, czy też zbroja taka była w posiadaniu króla. Faktem jest, że motyw ten został wykorzystany później przez Silvestre’a w znanym reprezentacyjnym portrecie Augusta II z Gemäldegalerie w Dreźnie i jego licznych powtórzeniach.
Omawiane dwa portrety pędzla Largillière’a pod kilkoma względami są dziełami interesującymi. Po pierwsze, w całym dorobku artysty nie znajdujemy portretów głów koronowanych, z wyjątkiem portretu Jakuba II Stuarta. Jako, że zleceniodawcy Largillière’a pochodzili głównie z bogatej burżuazji oraz arystokracji, to fakt portretowania osoby króla polskiego nadawał jeszcze wyższą rangę pozycji artystycznej malarza w środowisku. Jak się wydaje, również on sam cenił sobie szczególnie ten królewski konterfekt, co potwierdza pochodzące z ok. 1714 r. płótno ze zbiorów Luwru przedstawiające studia dłoni, wśród których odnajdujemy również dłoń z portretu Augusta II.6

Echem wykreowanego przez Largillière’a, pełnego polotu i dostojeństwa wizerunku króla, jest pochodzące z 1718 r. znakomite, marmurowe popiersie dłuta Paula Heermana. Widzimy na nim podobny ruch głowy jak na obrazie, o doskonałej charakterystyce fizjonomii, z mistrzowsko oddanymi szczegółami fryzury typu „allonge”. Król ukazany został w zbroi i z gwiazdą Orderu Orła Białego umieszczoną na udrapowanym płaszczu. Zarówno portret Largillière’a jak i rzeźba Heermana, tak pod względem artystycznym jaki i charakterystyki twarzy monarchy, wyznaczyły niedościgniony poziom, którego nie osiągnęło żadne z zachowanych do dzisiaj przedstawień portretowych Augusta II, włącznie z wzmiankowanym już portretem w typie portrait d’apparat pędzla Louisa de Silvestre’a z Gemäldegalerie w Dreźnie.
Po drugie, na obrazie z Nelson-Atkins Museum, a przez co możemy domyślać się, że i na warszawskim płótnie także, król występuje przepasany wstęgą duńskiego Orderu Słonia. Jest to jeden z nielicznych w całej ikonografii Augusta II portretów na którym monarcha nosi to odznaczenie.

Paul Heerman, August II Mocny
Paul Heerman, August II Mocny, 1718 r., marmur. Gemäldegalerie, Drezno. Fot. Web Gallery of Art.
Louis de Silvestre, portret Henryka Brühla
Louis de Silvestre, portret Henryka Brühla. Olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Warszawie. Fot. MNW

Po trzecie w końcu, obrazy łączy nie tylko nazwisko autora ale i podobny los jaki stał się ich udziałem podczas II wojny światowej, bowiem oba zostały zrabowane przez Niemców. Płótno ze zbiorów Rothschildów miało więcej szczęścia. Odzyskane po wojnie przez spadkobierców rodziny, drogą zakupu trafiło do Nelson-Atkins Museum of Art w Kansas City. Obrazu z polskich zbiorów nie odnaleziono do dzisiaj.
Zastanawiające jest to, że portret Largillière’a (jego ostateczna wersja) pomimo swoich niezaprzeczalnych walorów artystycznych, nie odegrał większej roli w całej ikonografii Augusta II. Nie zyskał statusu oficjalnego wizerunku króla. Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być różne. Być może obraz miał być darem dla któregoś z dworów europejskich, gdzie trafił i na dłuższy czas popadł w zapomnienie. Pole badań w tym względzie pozostaje nadal otwarte.

Poza zaginionym egzemplarzem warszawskim znana jest tylko dosyć swobodna kopia znajdująca się w zbiorach Nationalmuseum w Sztokholmie (jako Louis de Silvestre).7 Z kolei Muzeum Narodowe w Warszawie posiada ciekawy portret Henryka Brühla pędzla Silvestre’a,8 który (na co dotąd nie zwrócono uwagi), oparty jest bezpośrednio na pierwowzorze Largillière’a. 9


Omawiany tutaj w dużym skrócie portret Augusta II, dołącza tym samym do kilku dzieł autorstwa Largillière’a, które znamy z polskich zbiorów. Chociaż utracony, zasługuje na ponowne przywrócenie do naukowego obiegu i powszechnej świadomości. Pozostaje mieć głęboką nadzieję, że obraz przetrwał wojnę a przedstawiona nowa atrybucja ułatwi w przyszłości jego właściwą identyfikację.


Przypisy

1 Testament Śp. Jakuba hr. Potockiego, http://www.fpotockiego.org.pl, [dostęp 05.03.2015 r.]
2 Wystawa darów i nabytków (1935-1936), Wrzesień – 1936, część I, str. 8. Błędnie określony jako portret króla Augusta III. (nr inw. MNW 120877).
3 Olej na płótnie, 72.5 x 70.5 cm. (?) Rejestr Strat Wojennych MKiDN – nr karty 62644, jako dzieło de Silvestre’a. Podane wymiary obrazu mogą być błędne. Wynika z nich bowiem, że płótno było prawie kwadratowe. Taki format podaje jednak Katalog galerii malarstwa obcego (patrz przypis 4). Nienaturalne wykadrowana dłoń może wskazywać na to, że archiwalne zdjęcie obrazu jest jego fragmentem a faktyczne proporcje płótna mogą być inne, np. 52.5 x 70.5 cm. Po przeskalowaniu zachowanej reprodukcji do takich proporcji, na dole płótna pozostaje akurat tyle miejsca aby dłoń prawie zmieściła się w kadrze.
4 Muzeum Narodowe w Warszawie. Katalog galerii malarstwa obcego, Warszawa 1938, str. 51, poz. 84, tabl. 53. („obraz ten o niepoślednich wartościach kolorystycznych wytrzymuje porównanie z portretami artystów tej miary, co Rigaud lub Largillière”)
5 Olej na płótnie, 146.05 x 115.57 cm., Nelson-Atkins Museum of Art, Kansas City.
6 Olej na płótnie, 65 x 52 cm., Muzeum Luwru, nr inw. D.L.1970.11
7 Olej na płótnie, 145 x 111 cm., Nationalmuseum w Sztokholmie, nr. inw. NMGrh 1280.
8 Olej na płótnie, 61 x 49 cm., Muzeum Narodowe w Warszawie, nr. inw. M. Ob. 379 (d. 5348).
9 Louis de Silvestre 1676 – 1760. Francuski malarz dworu Augusta II i Augusta III. Obrazy ze zbiorów polskich, Muzeum Pałac w Wilanowie, Katalog wystawy, Warszawa 1997, str. 82, il. kat. 57. Tamże literatura.

Joseph Mallord William Turner, Tadeusz Kościuszko
Joseph Mallord William Turner, ilustracja do poematu Thomasa Campbella “The Pleasures of Hope”. Fot. National Galleries Scotland.

Co łączy Williama Turnera i Tadeusza Kościuszkę?

Joseph Mallord William Turner (1775-1851) – to wielkie nazwisko zna każdy wielbiciel malarstwa. Artysta, który wyprzedził swój czas, poeta światła, uważany za prekursora impresjonizmu. Czy coś łączyło go z Polską? Okazuje się, że tak! W National Galleries Scotland znalazłem wyjątkowe polonikum. Jest to ilustracja do poematu szkockiego poety Thomasa Campbella (1777-1844) „The Pleasures of Hope”, na której przedstawiona została scena, której bohaterem jest Tadeusz Kościuszko! Takie oto niezwykłe tajemnice skrywają zagraniczne muzea.

Campbell był wielkim przyjacielem Polaków, szczerze współczuł nam utraty niepodległości i tragedii powstania listopadowego. W swoim wierszu w niezwykle sugestywny sposób opisuje między innymi insurekcję kościuszkowską, obronę Warszawy i rzeź Pragi. Gdy zmarł, w podzięce za zasługi, jego trumnę Polacy posypali ziemią z grobu Tadeusza Kościuszki.

O księgo czasu, gdzie jest historia spisana,
Sarmatia upadła niewinna i nie opłakana!
Nie znalazła druha we wrogim sąsiedzie,
Siły w swych ramionach i litości w biedzie.
Wypadła z drętwej ręki jej strzaskana lanca,
Zamknęła jasne oko i przepadła szansa.
Nadzieja w tym sezonie pożegnała świat,
A Wolność krzyknęła – gdy Kościuszko padł!
Słońce wreszcie zaszło, lecz rzeź nie ustaje,
Mord straszliwy wstrząsać powietrzem się zdaje.
Na Pradze od ognia łuna bije duża
Krwią barwiona woda szemrze u podnóża.
Walka trwa – placówka ulega nareszcie.
Krzyki wywołują przerażenia dreszcze.
Gdy mury paląc się wokoło padają,
Tysiące beznadziejnie o litość wołają.


Winieta Turnera jest chyba zupełnie nieznana u nas! A szkoda! Natomiast co do wiersza, to na fragmenty jego tłumaczenia natrafiliłem w artykule zamieszczonym na jednym z blogów, do którego link załączam poniżej. Można tam znaleźć również więcej informacji o życiorysie Campbella i jego związkach z Polską i Polakami.


Źródła

www.wyklop.strefapsx.pl/thomas_campbell_o_polsce
Tłumaczenie wiersza: Kazimierz Gorczyca

Simon de Vlieger
Simon de Vlieger, “Wzburzone morze z okrętami”, ok. 1630 r. Fot. Ketterer Kunst.

Polskie straty wojenne. „Wzburzone morze z okrętami” Simona de Vliegera – jeszcze jeden szczęśliwy powrót!

Ostatnie tygodnie zaznaczyły się pozytywnymi informacjami związanymi z powrotem kilku dzieł sztuki utraconych podczas II wojny światowej: akwarelą, mapą i rysunkiem zwróconymi przez Horsta Wachtera, obrazem Franciszka Mrażka “Na przypiecku”, miniaturą Aimée Zoe Lizinki de Mirbel czy obrazem “Patrol Polski w 1830 r.” Maksymiliana Gierymskiego. O płótnie Gierymskiego napiszemy wkrótce bo to bardzo ciekawa i zawikłana historia.

Jest jeszcze jedno dzieło, które w wyniku działań MKiDN powróciło do kraju, o czym donosi strona internetowa ministerstwa na końcu informacji o obrazie Gierymskiego. To “Wzburzone morze z okrętami” autorstwa Simona de Vliegera (1601-1653) – olej na desce, namalowany ok. 1630 r. przez urodzonego w Rotterdamie, holenderskiego malarza, rysownika i rytownika. Według noty zamieszczonej w wydanym w 2000 r. katalogu “Straty wojenne. Malarstwo obce”, obraz został zrabowany w sierpniu 1944 roku w Warszawie i pochodzi z kolekcji Benedykta Tyszkiewicza (katalog strat wojennych MKiDN, nr karty 38257).
Po raz pierwszy obraz pojawił się w ofercie domu aukcyjnego Ketterer Kunst w Hamburgu w listopadzie 2015 r., jednak bez określonego autorstwa. Pół roku później, w tym samym domu aukcyjnym wystawiono go ponownie ale już przypisując Janowi Porcellis (1584 -1632) – holenderskiemu malarzowi maryniście, którego uczniem był Simon de Vlieger.


Kilka lat temu, podczas promocji książki „Szuka zagrabiona. Uprowadzenie Madonny”, jeden z jej autorów wyraził obawę, że szczęśliwy okres powrotów zrabowanych dóbr kultury niestety się kończy. Paradoksalnie za sprawą internetu, który na nieznaną dotąd skalę upublicznił dostęp do wszelkiego rodzaju informacji (w tym przede wszystkim ofert domów aukcyjnych) i dzięki któremu w ostatnich latach byliśmy świadkami większości sukcesów restytucyjnych. Według wyrażonej opinii rola internetu pod tym względem wyczerpała swój potencjał i istnieje obawa, że niektóre transakcje związane z handlem sztuką będą się odbywały poza oficjalnym obrotem aukcyjnym i antykwarycznym i w związku z tym pozbawieni zostaniemy możliwości odkrywania kolejnych, utraconych dóbr kultury.
Piszący te słowa nie zgadzał się z tak postawioną tezą i miał rację, czego dowodzą spektakularne w ostatnim czasie powroty, których źródła pochodzą przecież z ofert internetowych katalogów aukcyjnych, jak np. obraz „Św. Iwo wspomaga biednych” Jordaensa, „Via Cassia koło Rzymu” Achenbacha czy w końcu popiersie „Diany” Houdona.


Pozostaje mieć nadzieję, że ta dobra dla polskiej kultury passa zostanie podtrzymana i w nieodległej przyszłości będziemy świadkami jeszcze wielu, równie spektakularnych powrotów.

Portret Stanisława Poniatowskiego
Portret Stanisława Poniatowskiego, olej na płótnie. Fot. katalog aukcyjny Thierry de Maigret.

Portret ojca króla Stanisława Augusta na aukcji w Paryżu

Kilka dni temu w ofercie domu aukcyjnego Thierry de Maigret pojawił się portret ojca króla Stanisława Augusta, Stanisława Poniatowskiego (1676-1762). W katalogu aukcji płótno skojarzono z nazwiskiem Marcella Bacciarellego. Jest to oczywiście zupełnie nieuzasadnione, bowiem obraz z aukcji nie nosi żadnych cech twórczości Bacciarellego. Zapewne podstawą takiej atrybucji jest znany obraz pędzla Bacciarellego ze zbiorów Wersalu. Stanowi on pendant do wizerunku Konstancji z Czartoryskich Poniatowskiej (1695-1759), matki Stanisława Augusta, również ze zbiorów Wersalu. Dzieła te od 2000 r. znajdują się w depozycie Zamku Królewskiego w Warszawie.

Oba płótna powstały w latach 1775-1777 z przeznaczeniem do Pokoju Audiencjonalnego Starego w Zamku Królewskim. Oba noszą numery inwentarza galerii Stanisława Augusta. Odziedziczone przez księcia Józefa Poniatowskiego, po jego śmierci przeszły na własność Marii Teresy Tyszkiewiczowej. W 1819 r. zostały zabrane z Łazienek i wysłane do niej do Francji. Nie wiadomo w jakich okolicznościach trafiły do zbiorów Wersalu. W Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie znajduje się miernej klasy, zredukowana do owalnego popiersia, warsztatowa wersja portretu ojca króla.
Obraz oferowany na aukcji w Paryżu to interesujące i godne uwagi dzieło dobrego pędzla, o wysokim poziomie wykonania, wzbogacające dotychczasową wiedzę o ikonografii członków rodziny ostatniego króla Polski.


Informacja o tej ofercie, za naszym pośrednictwem dotarła już do polskich instytucji muzealnych.

Mobile Trends Award 2016
Nagroda Mobile Trends Awards 2016 za aplikację ArtSherlock przyznana Fundacjii Communi Hereditate

ArtSherlock najbardziej innowacyjną aplikacją mobilną 2016 r. w Polsce!!!

Na gali Mobile Trends Awards 2017 w Krakowie – największym tego typu wydarzeniu poświęconemu najlepszym rozwiązaniom w dziedzinie technologii mobilnych ubiegłego roku – główną nagrodę w kategorii „Innowacja” otrzymała Fundacja Communi Hereditate za aplikację mobilną ArtSherlock. Kapituła nagrody, składająca się z ekspertów z branży mobile i IT w specjalnym uzasadnieniu werdyktu, doceniła walory użytkowe i unikalność aplikacji a także jej wyjątkową społeczną wartość. Gala Mobile Trends Awards, która odbyła się 8 marca 2017 roku, była już szóstą edycją tej prestiżowej nagrody.

Aplikacja ArtSherlock umożliwia automatyczne rozpoznawanie dzieł sztuki z dziedziny malarstwa, rysunku oraz tkanin zabytkowych, zrabowanych z polskich zbiorów podczas II wojny światowej. Pozwala użytkownikom weryfikować obiekty w dowolnym miejscu i czasie, wyłącznie na podstawie zdjęcia wykonanego telefonem komórkowym. Projekt sfinansowano ze środków Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy. Bazę danych strat wojennych udostępniło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Daniel Schultz, Portret Jana Kazimierza
Daniel Schultz, Portret Jana Kazimierza. Fot. Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie.
/

Polonika w muzeach za granicą – zegary Jana Kazimierza

16 grudnia 1672 r. we francuskim opactwie św. Marcina w Nevers, w wyniku zapalenia płuc zmarł Jan II Kazimierz Waza, król Polski i wielki książę litewski, tytularny król Szwecji. Po abdykacji z polskiego tronu w 1668 r., Jan Kazimierz osiadł we Francji, gdzie Ludwik XIV zapewnił mu dochody z kilku opactw, w tym z opactwa St. Germain des Près.

Na mocy sporządzonego cztery dni przed śmiercią testamentu, ze sprzedaży majątku spłaceni mieli zostać wszyscy “domownicy” pozostający na usługach króla, co miało się zamknąć niebagatelną sumą 200 000 liwrów. Już nazajutrz po śmierci władcy przedstawiciele spadkobierców przystąpili do inwentaryzacji pozostałych ruchomości zmarłego, zarówno tych w opactwie św. Marcina jak i tych znajdujących się w paryskim opactwie Saint-Germain-des- Prés. Spisywanie inwentarza trwało aż do kwietnia. Pośród opisanych w inwentarzu obrazów, tkanin, sreber, mebli oraz innych sprzętów, znajdowało się także 38 różnych zegarów i zegarków w których Jan Kazmierz szczególnie gustował. “Były to zegarki kieszonkowe, budziki, zegary wagowe, piaskowe, słoneczne, często precyzyjnej roboty, z rozmaitymi dodatkami w postaci busoli, globusów czy astrolabii” – jak opisuje Władysław Tomkiewicz.
Opisy konkretnych zegarów w inwentarzu, wycenionych i spisanych przez specjalnie powołanych i zaprzysiężonych do tego celu zegarmistrzów, przypominają dwa zegary znajdujące się w zbiorach za granicą, które wiązane są z osobą Jana Kazimierza.

Lukas Weydmann, zegar
Zegar, Lukas Weydmann, 1648 r., Kraków. Fot. British Museum w Londynie.
Zegar kaflowy, Caspar Buschman lub Johann Reinhold z Augsburga
Zegar kaflowy, Caspar Buschman lub Johann Reinhold z Augsburga, fragment.
Zegar kaflowy, Caspar Buschman lub Johann Reinhold z Augsburga
Zegar kaflowy, Caspar Buschman lub Johann Reinhold z Augsburga, ok. 1585 r. Royal Museums Greenwich, dep. National Maritime Museum

Jeden z nich znajduje się w British Museum w Londynie. Jest to zegar stołowy typu architektonicznego tzw. wieżyczkowy, wykonany w 1648 r. w Krakowie przez Lukasa Weydmanna. Wspomina go i reprodukuje w swoim opracowaniu Władysław Tomkiewicz. Drugi zegar, tzw. kaflowy, to wspaniały przykład renesansowej sztuki, rzemieśliniczego kunsztu i zegarmistrzowskiego geniuszu! Znajduje się w Royal Museums Greenwich, National Maritime Museum. Pochodzi z około 1586 r. i chociaż jest sygnowany przez Caspara Buschmana, to uważa się, że został wykonany przez Johanna Reinholda z Augsburga.

Trudno orzec, czy dwa te zegary pochodzą z pośmiertnej spuścizny Jana Kazimierza. Mogło z nimi być tak jak z klejnotami króla, które “tak bardzo nęciły panie francuskie”. Jedna ze znanych wówczas dam, baronowa de Sévigné, tak pisała o Janie Kazimierzu w czasie jego pobytu w Paryżu: “Król polski interesuje tu żywo nasze damy. Ma kosztowności, które tu dla nich wszystkich są przynętą i chociaż nie młody ani piękny, ani nawet bardzo dowcipny, jest przecież wielce poszukiwany”.


I tak jak na klejnoty, tak i na zegary mogło się znaleźć wielu chętnych, lecz równie dobrze mogły zostać zbyte jeszcze za życia króla na pokrycie bieżących wydatków.


Bibliografia
Władysław Tomkiewicz, Z dziejów polskiego mecenatu artystycznego w wieku XVII, Wrocław 1952.

Looted art
Mezzotinty z portretami dam angielskich. Teka 32, widoczne karty nr 51 i 24. Fot. NAC

Straty wojenne – ostatnie zdjęcia grafik z kolekcji Stanisława Augusta!

Ważną częścią kolekcji sztuki zgromadzonej przez króla Stanisława Augusta był Gabinet Rycin. Według świadectw mu współczesnych, zbiór ten za życia monarchy liczył około 100 000 obiektów i w całości został nabyty z prywatnej szkatuły. Tym samym w pełni odzwierciedlał gust króla, jego pasje kolekcjonerskie i artystyczne upodobania ukształtowane poprzez edukację oraz odbyte podróże zagraniczne.

Na ten imponujący zbiór składała się kolekcja rycin, rysunków artystycznych, projektów architektonicznych i dekoracyjnych, a także woluminów ilustrowanych i albumów od XVI do XVIII wieku. Kolekcja ta oprócz tego, że budowała prestiż osoby monarchy w oczach poddanych, miała do spełnienia jeszcze jedną, niezwykle istotną funkcję – dydaktyczną. Stanowiła bowiem łatwo dostępne źródło inspiracji i wiedzy o sztuce europejskiej dla szeregu artystów pozostających na usługach monarchy i realizujących bezpośrednio jego artystyczne zlecenia.
Po śmierci Stanisława Augusta kolekcja przeszła na jego spadkobierców, od których została zakupiona w 1818 r. przez Komisję Rządową Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, z przeznaczeniem dla Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, i włączona do Biblioteki Uniwersyteckiej – przemianowanej później na Bibliotekę Publiczną.

Wśród zaginionych tek, znalazła się także teka o numerze 32 z portretami dam angielskich, wykonanymi w technice mezzotinty. Stanowiła ona część szczególnie cennego zespołu z XVIII – wieczną grafiką angielską. W zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego znajdują się trzy niezwykłe, archiwalne fotografie związane bezpośrednio z kolekcją królewską, w tym dwie z omawianą teką! Zdjęcia wykonano w 1937 r. W tym kontekście publikujemy je po raz pierwszy! Są to prawdopodobnie ostatnie i chyba jedyne zdjęcia mezzotint angielskich z kolekcji Stanisława Augusta znajdujących się w tece nr 32!

Stanisław August, ryciny, kolekcja
Szafy biblioteczne z tekami królewskimi. Fot. NAC
Stanisław August, kolekcja, Teka królewska do przechowywania rycin
Teka królewska do przechowywania rycin. Fot. egr.buw.uw.edu.pl
Stanisław August Poniatowski, Studium dwóch głów męskich, looted art
Stanisław August Poniatowski, Studium dwóch głów męskich, rysunek sangwiną (?) – teka 177 nr 2 i 3. Strata wojenna. Fot. NAC

Na jednym z nich widzimy wnętrze teki z rozłożonymi arkuszami papieru żeberkowego na który naklejono ryciny, oprawione w charakterystyczny dla zbioru królewskiego sposób: z obciętymi marginesami i z akwarelową obwódką otoczoną sztychowaną ramką. Widoczne na arkuszach numery umożliwiają identyfikację poszczególnych grafik. Na arkuszu nr 51, od lewej: „Madame Payre Gallway z dzieckiem”, rytował John Raphael Smith według obrazu Reynoldsa; dalej – „Madame Benwell”, rytował William Ward według obrazu Johna Hoppnera; na arkuszu nr 24 widzimy portret „Elisabeth de Buccleugh z córką”, rytował James Watson według Reynoldsa. Kolejna fotografia przedstawia szafę biblioteczną w której umiejscowione były teki przed wojną.

Trzecia archiwalna fotografia jest równie niezwykła jak dwie poprzednie. Przedstawia rysunkowe „Studium dwóch głów męskich” wykonane własnoręcznie przez króla Stanisława Augusta! Rysunek pochodzi z teki nr 177 nr 2 i 3. W opracowaniu kolekcji Gabinetu Rycin autorstwa Teresy Kosseckiej, rysunek ten jest reprodukowany ale w o wiele gorszej jakości niż zdjęcie, które teraz publikujemy. Widać na nim cały arkusz papieru wraz z zaznaczonymi polami kadrowania przed oprawą. Mamy nadzieję, że rysunek ten już wkrótce zostanie włączony do katalogu strat wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


Królewski Gabinet Rycin, jakkolwiek poważnie zubożony, zachował swój pierwotny układ i znajduje się obecnie w nowym gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, stanowiąc poza wartością artystyczną i historyczną, bezcenne świadectwo kolekcjonerskiej pasji i miłości do sztuki jednego człowieka – ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta.



Bibliografia

  1. Zygmunt Batowski, Zbiór graficzny w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1928.
  2. Teresa Kossecka, Gabinet Rycin króla Stanisława Augusta, Warszawa 1999.

    Uprzejmie dziękuję Pani Urszuli Dragońskiej z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie za identyfikację rycin z teki 32.