Mariusz Pilus

Marcello Bacciarelli, portret Urszuli z Zamoyskich Potockiej
Elizabeth Vigée Le Brun (atr. Chrisie’s), Portret Urszuli z Zamoyskich Potockiej, olej na płótnie, 68 x 52,8 cm. Fot. Christie’s.

Portret Urszuli z Zamoyskich Potockiej na aukcji w Christie’s

Urszula Maria Anna z Zamoyskich Mniszchowa (1757-1816) – marszałkowa wielka koronna, córka Jana Jakuba, wojewody podolskiego i siostry Stanisława Augusta, Ludwiki z Poniatowskich, była ulubienicą króla, należała do jego najbliższego otoczenia i często pełniła funkcję pani domu. “Artystycznie uzdolniona, uprawiała malarstwo i rysunek; występowała na scenie stanisławowskiego theatre de societe, a także angażowała się w rozbudowę rezydencji Mniszchów i urządzanie otaczających je parków w Dęblinie, Gródku na Podolu i Wiśniowcu”.
Obraz wystawiony w Christie’s z pewnością stanowi pierwowzór dwóch płócien znajdujących się w polskich zbiorach. Pierwsze z nich to depozyt Fundacji im. Ciechanowieckich w Zamku Królewskim w Warszawie, drugie należy do kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu. W odniesieniu do poznańskiej wersji portretu, Alina Chyczewska w monografii Bacciarellego zwraca uwagę, że obraz ten “zaskakuje odmiennością widzenia artystycznego” w stosunku do wcześniejszych dzieł, będąc jednym z najbardziej francuskich spośród zachowanych obrazów Bacciarellego. Czyżby więc ta “odmienność widzenia” pochodziła z dzieła francuskiej artystki?
Wiadomo, że około 1778 roku Stanisław August zamówił u Bacciarellego 12 owalnych portretów członków swojej rodziny przeznaczonych do dekoracji Pałacu w Łazienkach Królewskich (do pomieszczenia na parterze, które od 1777 roku służyło jako Sypialnia króla, a następnie zostało zamienione na Pokój Jadalny). W polskich zbiorach z tej serii zachowały się cztery obrazy: portret Urszuli z Zamoyskich Mniszchowej, portret Ludwiki z Poniatowskich Zamoyskiej (matki Urszuli), portret Izabeli z Poniatowskich Branickiej oraz portret księcia Józefa Poniatowskiego. Jak się wydaje obraz z aukcji stanowił także źródło bezpośredniej inspiracji dla portretu Konstancji z Poniatowskich Tyszkiewiczowej (egzemplarz w MN w Poznaniu, kolejny na aukcji w Dorotheum w 2014 roku). Widzimy na nich ten sam układ kompozycyjny i niemalże identyczną tonację barwną jak na portrecie z Christie’s.
Oczywiście nasuwa się zasadne pytanie, czy płótno wystawione na aukcji w Christie’s rzeczywiście namalowała Vigée Le Brun (według mnie autorem obrazu jest Marcello Bacciarelli)? Na poparcie tezy przypisującej autorstwo francuskiej malarce autorzy noty katalogowej powołują się na kilka źródeł, w tym na opracowanie J. Mycielskiego i S. Wasylewskiego “Portrety polskie Elżbiety Vigée-Lebrun”; Andrzeja Ryszkiewicza “Les portraits polonais de Madame Vigée-Lebrun: nouvelles données pour servir à leur identification et histoire” oraz to, że obraz znajdzie się w najnowszym katalogu raisonné dzieł Vigée Le Brun, którego autorem jest Joseph Baillio (kurator wystawy w Grand Palais). Jednak w żadnym z tych źródeł nie znajdujemy informacji, która by wprost wskazywała na to, że obraz wystawiony na aukcji jest tym, o którym Vigée Le Brun wspomina w swoich “Souvenirs” pod datą 1776, gdzie wzmiankuje jedynie – “La comtesse Potoska”.
Chociaż nie należy się spodziewać (a szkoda), że obraz trafi do polskich zbiorów publicznych, to jednak warto odnotować fakt jego pojawienia się na aukcji w Nowym Jorku.

Horace Vernet, Cornelius Gurlitt
Horace Vernet, Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Lipskiem, olej na płótnie, 1816 r. Fot. Task Force Schwabing Art Trove. Staatsanwaltschaft Augsburg.

„Śmierć księcia Józefa” w kolekcji Corneliusa Gurlitta!

Kilka dni temu opublikowano końcowy raport dotyczący tzw. kolekcji Corneliusa Gurlitta. Zbiór 1258 nieznanych dotąd dzieł sztuki ujrzał światło dzienne na przełomie 2012/2013 roku, kiedy to został odnaleziony w monachijskim mieszkaniu Gurlitta oraz w jego domu w Salzburgu. Gurlitt odziedziczył kolekcję po ojcu Hildebrandzie – zaufanym marszandzie Adolfa Hitlera. Odnalezienie tak dużej i nieznanej dotąd kolekcji wywołało międzynarodową sensację i zrodziło podejrzenia, że dzieła te mogą pochodzić z grabieży wojennych, wymuszeń i konfiskat dokonywanych przez nazistów. W ciągu trwających dwa lata badań proweniencyjnych, specjalnie w tym celu powołany międzynarodowy zespół ekspertów (Task Force Schwabing Art Trove) ustalił, że jedynie pięć obrazów zostało zrabowanych przez nazistów.

W sprawie tej jest również pewien niezwykle ciekawy “polski ślad”, o którym dotąd nie pisano. Otóż wśród odnalezionych obrazów znajduje się płótno przedstawiające “Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Lipskiem” w dniu 19 października 1813 roku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że obraz nosi sygnaturę Horacego Verneta (1789-1863) i jeżeli jest zaginionym oryginałem, to można mówić o sporym wydarzeniu, a wręcz sensacji, bo to właśnie ta kompozycja utrwaliła w powszechnej świadomości mit bohatera narodowego i legendę księcia Józefa.


Wizja Verneta okazała się na tyle silna, że doczekała się w XIX oraz na początku XX wieku niezliczonej ilości malarskich kopii, transpozycji graficznych oraz wielu innych artystycznych multiplikacji: na filiżankach, talerzach, pucharach, zegarkach itp. W polskich zbiorach publicznych i kolekcjach prywatnych zachowało się kilka, mniej lub bardziej udanych kopii tego obrazu. Najwyższy poziom artystyczny prezentuje wersja pochodząca z dawnych zbiorów Tarnowskich – obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie. Od czasu do czasu także na aukcjach pojawiają się naśladownictwa oryginału, jak chociażby wystawiona w listopadzie ubiegłego roku przez dom aukcyjny von Zengen w Bonn niezła kopia z pierwszej połowy XIX wieku. Zgodnie z przedstawioną w karcie inwentarzowej proweniencją, płótno z kolekcji Gurlitta znajdowało się w zbiorach Tyszkiewiczów/Poniatowskich w Paryżu. Według naszych informacji było tam do 1918 roku. Później ślad się po nim urywa. Informacja ta nie jest do końca udokumentowana i nie ma pewności czy obraz ów jest tożsamy z płótnem Gurlitta.


Vernet – wzięty francuski batalista, nauczyciel Januarego Suchodolskiego i Józefa Brodowskiego, wykonał dwie różniące się min. maścią konia wersje tego tematu. Obie uważane są za zaginione. Czyżby jedna z nich właśnie się odnalazła i to w takich okolicznościach? Będzie to wymagało dalszych, szczegółowych badań. Temat niezwykle pasjonujący i warto się z nim zmierzyć, bowiem obraz Horacego Verneta jest jednym z nielicznych dzieł sztuki odnoszących się do znanych wydarzeń z naszej historii, które z taką mocą zawładnęły wyobraźnią pokoleń Polaków.

Władysław Czachórski
Władysław Czachórski, “Chwila odpoczynku”, 1890 r. Olej na płótnie. Fot. Sotheby’s.

Jeszcze jeden świetny obraz Władysława Czachórskiego!

Grudniową aukcję XIX-wiecznego malarstwa europejskiego w Sotheby’s w Londynie, obok dzieł Sorolli, De Dreux, Zorna i Schjerfbeck anonsuje płótno Władysława Czachórskiego “Chwila odpoczynku”. Świetna praca polskiego monachijczyka pochodząca z 1890 r. wyceniona została na 100 000 – 150 000 GBP. Przedstawiona w katalogu proweniencja obrazu nie do końca jest taka oczywista.


Według specjalistów Sothebys’ obraz pierwotnie zakupił od artysty Książę Regent Luitpold Karl Joseph Wilhelm Ludwig von Bayern. W wydanej w 1927 roku monografii twórczości Czachórskiego autorstwa Henryka Piątkowskiego, obraz jest reprodukowany pod tytułem “Sjesta”. Według zamieszczonego przez Piątkowskiego spisu dzieł, “Sjesta” została namalowana w 1905 roku a nabył ją niejaki Seidenader. Nazwisko Regenta Luitpolda znajdujemy przy obrazie “Zaczytana” z 1893 roku. Tyle tylko, że reprodukcja tego obrazu nie ma nic wspólnego z wystawionym na aukcji płótnem. Wątpliwości te pozostawiam badaczom twórczości Czachórskiego oraz przyszłemu nabywcy obrazu.

Władysław Czachórski
Władysław Czachórski, “Odpoczywająca piękność”. Olej na płótnie, 52 x 74,5 cm, sygnowany p.d.: “Czachórski”. Fot.Uppsala Auktionskammare.

Obraz Władysława Czachórskiego „Odpoczywająca piękność”

Rok temu w szwedzkim domu aukcyjnym Stoskholms Auktionsverk pojawił się obraz Maksymiliana Gierymskiego “Stadnina/Na pastwisku”, o czym informowaliśmy. Praca Gierymskiego stała się sporą sensacją w polskim środowisku kolekcjonerskim i muzealnym. Do czasu aukcji obraz znany był jedynie z drzeworytu. Mieliśmy ogromną nadzieję, że płótno trafi do Polski i tak się stało. Kilka miesięcy po aukcji w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach odbył się specjalny pokaz obrazu.


Tym razem, również w Szwecji, renomowany dom aukcyjny Uppsala Auktionskammare, na grudniowej aukcji oferuje płótno Władysława Czachórskiego „Odpoczywająca piękność”, które może okazać się tak samo atrakcyjne z punktu widzenia kolekcjonerskiego, artystycznego i co nie bez znaczenia – lokaty kapitału. Wystarczy wspomnieć, że wśród kilkunastu najdrożej sprzedanych dotąd obrazów w Polsce, aż dwa są właśnie pędzla Czachórskiego („Pierwsze róże” – 1 mln 300 tys. oraz „Przed balem” – 1 mln 150 tys. – oba w Agra Art).


Władysław Czachórski (1850-1911), to jeden z najbardziej znanych i cenionych malarzy związanych z polską kolonią artystyczną w Monachium przełomu XIX i XX wieku. Niewątpliwy sukces jaki odniósł na europejskim rynku sztuki zawdzięczał doskonałemu warsztatowi, mistrzostwu i wirtuozerii w oddawaniu kunsztownych detali, materii tkanin, strojów, przedmiotów, kwiatów itp. Większość dzieł Czachórskiego trafiała do zbiorów bogatych przedstawicieli europejskich elit, stąd w Polsce mamy ich niewiele. Ostatnimi czasy kilka jego prac pojawiało się sporadycznie na zagranicznym rynku sztuki. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że o omawiany obraz kolekcjonerzy stoczą zaciętą “bitwę”. Możliwe także, że praca ta jest nieznana polskim badaczom. Nie udało mi się bowiem znaleźć informacji na jej temat w dostępnych materiałach źródłowych.

J. A. Houdon, Diana
J. A. Houdon,Diana, 1777/1780 r. Rzeźba oferowana na aukcji przez im Kinsky w Wiedniu. Fot. im Kinsky.

Zrabowana podczas wojny rzeźba
Houdona wraca do Łazienek
Królewskich

W maju bieżącego roku, weryfikując internetowe katalogi aukcyjne, natknęliśmy się na wystawione przez wiedeński dom aukcyjny im Kinsky marmurowe popiersie przedstawiające boginię Dianę, autorstwa Jean-Antoine Houdona (1741-1828) – jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy XVIII i początku XIX wieku, twórcę powszechnie znanych portretów Woltera, Diderota, Waszyngtona czy Napoleona Bonaparte. O fakcie tym jako pierwsi powiadomiliśmy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Jak można było przeczytać w opisie katalogowym, dom aukcyjny nie miał pewności (ale też nie wykluczał) czy oferowane dzieło Houdona jest tym, które pochodziło z Łazienek Królewskich w Warszawie i zostało zrabowane przez Niemców w 1940 r. Przytoczone zostały dwa nazwiska ekspertów z którymi kontaktowano się w związku z rzeźbą: Pani Ewa Ziembińskiej z Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Warszawie, oraz Valérie Roger – francuskiej historyk sztuki, która współpracowała min. przy opracowaniu katalogu raisonné dzieł Houdona. Pierwsze sygnały o możliwości sprzedaży rzeźby na rynku sztuki pojawiły się na początku 2015 roku. Według naszych informacji popiersie pierwotnie miało trafić na rynek we Francji. Nieoczekiwanie rzeźba pojawiła się na aukcji w Wiedniu.
Po raz pierwszy popiersie zostało zaprezentowane na Salonie w 1777 r. (kat. pozycja 248 – “Buste en marbre d’une Diane, dont le modèle de grandeur naturelle, a été fait à la Bibliothèque du Roy”). Georges Giacometti, autor katalogu dzieł Houdona “Le Statuaire Jean-Antoine Houdon et son époque (1741-1828)”, w tomie III, wydanym w Paryżu w 1919 roku opisuje dwa znane wówczas popiersia Diany. Jedno z kolekcji hrabiego Mansard de Sagonne i drugie z kolekcji hrabiny Greffalhe. Popiersie z kolekcji hrabiny Greffalhe, wcześniej w posiadaniu hrabiego Marcellin de Fresnes, znajduje się obecnie w National Gallery of Art w Waszyngtonie. Na pasie kołczana tego eksponatu widnieje inskrypcja: “HOUDON / FECIT. / 1778.” Giacometti opisując drugie znane popiersie, pochodzące z kolekcji hrabiego Mansard de Sagonne z inskrypcją: “Houdon f.” uznaje je za to, które było eksponowane na Salonie w 1777 roku.

J. A. Houdon, Diana
J. A. Houdon, Diana, 1777/1780 r. Podstawa rzeźby oferowanej na aukcji przez im Kinsky w Wiedniu. Fot. im Kinsky.
J. A. Houdon, Diana
J. A. Houdon, Diana, 1777/1780 r. Fragment. Rzeźba oferowana na aukcji przez im Kinsky w Wiedniu. Fot. im Kinsky.

Polska “Diana” przed wojną znajdowała się w Łazienkach Królewskich w Warszawie i chociaż nie ma o niej wzmianki w inwentarzu zbioru królewskiej kolekcji, to z dużym prawdopodobieństwem można ją łączyć z mecenatem artystycznym ostatniego króla Polski. Problem w tym, że oba wymienione przez Giacomettiego popiersia nie mają sygnatury odnoszącej się do daty pierwszej ekspozycji, czyli do roku 1777. Jedynym popiersiem z datą 1777 jest rzeźba z Łazienek Królewskich, z napisem na szarfie: „A. HOUDON, F. AN. 1777” oraz inskrypcją na spodzie podstawy: „houdon.1780.” Oczywiście powstaje pytanie, która z tych dat jest właściwa i którą należy uznać za sygnaturę artystyczną rzeźbiarza?

Czy warszawska Diana jest oryginałem eksponowanym na Salonie w 1777 roku czy też autorską repliką? Czy istniały dwa a może trzy popiersia Diany? Pytania te z pewnością będą przedmiotem arcyciekawych badań i dociekań historyków sztuki. Zastanawiająca jest data 1780 widniejąca na spodzie podstawy oferowanej na aukcji rzeźby. Warto tu nadmienić, że w 1780 roku Houdon wykonał słynną całopostaciową rzeźbę przedstawiającą nagą Dianę z łukiem w ręku, która kilka lat później została zakupiona przez Katarzynę II. W 1930 roku rzeźba ta została sprzedana przez radzieckie władze i obecnie znajduje się w Calouste Gulbenkian Foundation w Lizbonie. Stanisław August posiadał w swoim zbiorze gipsową kopię tej rzeźby naturalnej wielkości a także kilka innych prac Houdona: „gipsowe popiersie Jeana-Jacques’a Rousseau, dwa biusty portretowe wymodelowane w barwionym gipsie: Woltera oraz Moliera, marmurowe popiersie Aleksandra Wielkiego (wykonane specjalnie dla króla), a także kompozycję zatytułowaną “Zmarznięta”.*
Z niecierpliwością czekamy zatem na oficjalną prezentację warszawskiej Diany w Łazienkach Królewskich w Warszawie i cieszymy się, że kolejne dzieło sztuki utracone podczas II wojny światowej wraca do polskich zbiorów.

*Artur Badach, „XVIII-wieczna rzeźba europejska w kolekcji Stanisława Augusta. Głos w dyskusji o charakterze mecenatu króla.” Kronika Zamkowa, 1-2/49-50, str. 67-91.
Pierwotna wersja tekstu została opublikowana na profilu Facebook Fundacji Communi Hereditate.

Hermann Han, Alegoria cnoty małżeńskiej
Hermann Han, „Alegoria cnoty małżeńskiej”, 1600 r. Fot. Sotheby’s.

Świadectwo XVII-wiecznej kultury Gdańska – „Alegoria cnoty małżeńskiej” Hermanna Hana

Jednym z najcenniejszych eksponatów Westpreussisches Landsmuseum (Muzeum Prus Zachodnich) w Warendorf, eksponowanym w sali poświęconej złotemu wiekowi Gdańska, jest pochodząca z 1620 roku tapiseria upamiętniająca zgodę trzech zwaśnionych gdańskich rodów. Cała, misternie tkana scena (142 cm na 547 cm) rozgrywa się na tle panoramy Gdańska i pełna jest symboli i detali obrazujących codzienne życie oraz bogactwo mieszkańców miasta. Tapiserie takie wisiały w tzw. ławie, czyli sądzie miejskim przy Dworze Artusa. Do naszych czasów zachowała się tylko ta jedna. W latach 90–tych tapiseria pojawiła się na rynku sztuki i czy to nie zauważona przez polskie muzea, czy też z braku środków na jej zakup, trafiła do zbiorów Muzeum Prus Zachodnich.

Nie pierwszy to taki przypadek i zapewne nie ostatni, gdy wartościowe dzieła sztuki związane z Polską, mogące potencjalnie być ozdobą naszych kolekcji muzealnych, trafiają do zagranicznych zbiorów. Jest to oczywiście część bardziej złożonego problemu u którego podstaw leżą nie tylko skromne możliwości finansowe rodzimych instytucji muzealnych, ale także, jak się wydaje, brak systemowych rozwiązań w rodzaju stałego, centralnego funduszu dysponującego odpowiednimi środkami, który mógłby dostatecznie szybko reagować i umożliwiłby dokonywanie celowych zakupów. Cenne dzieła w dobie powszechnego, nie znającego granic, internetowego rynku sztuki, znikają szybko i często bezpowrotnie. Ze szkodą dla polskiego muzealnictwa. Chlubnym wyjątkiem jest zakupiony w marcu tego roku do zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku, obraz “Martwa natura wanitatywna” Philippa Sauerlanda, przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Hermann Han, Alegoria cnoty małżeńskiej
Hermann Han, Alegoria cnoty małżeńskiej, 1600 r. Fragment.

Warto kontynuować ten państwowy mecenat, a nadarza się ku temu świetna okazja, bowiem dom aukcyjny Sotheby’s w Londynie, na lipcowej aukcji oferuje do sprzedaży obraz „Alegoria cnoty małżeńskiej”, autorstwa gdańskiego malarza Hermanna Hana, z estymacją 150 000-200 000 funtów. Hermann Han urodził się najprawdopodobniej około 1575 roku (według niektórych źródeł w 1574), a zmarł na przełomie 1627 i 1628 roku w Chojnicach. Chociaż za miejsce urodzenia przyjmuje się powszechnie Nysę na Śląsku, to ostatnie badania prof. Jacka Tylickiego wskazują raczej na Gdańsk lub jego okolice. Faktem jest, że Hermann Han uznawany się za jednego z najwybitniejszych malarzy późnego manieryzmu i baroku działających w Polsce, którego twórczość znamy głownie z dzieł o tematyce religijnej, pochodzących z dojrzałego okresu kiedy to pracował dla klasztorów w Pelplinie, Oliwie i Żarnowcu. Najwybitniejszym dziełem Hana, potwierdzającym jego pozycję w środowisku i sławę „malarza królewskiego” jest pochodząca z 1623/24 roku „Koronacja Najświętszej Marii Panny”, zamówiona przez opata Leonarda Rembowskiego do ołtarza głównego kościoła w Pelpinie. Pomijając niezwykłe walory artystyczne, realizacja tego zamówienia była nie lada wyzwaniem. Płótno o wielkości ponad 18 metrów kwadratowych malarz miał wykonać sam, bez pomocy uczniów i pomocników – jak stanowił kontrakt. Praca ta została odpowiednio doceniona i wynagrodzona: “malarz otrzymał za nie niezwykle wysokie (i urozmaicone) honorarium: 1200 florenów w ratach, dobrego konia, 2 krowy, 4 wieprze, 12 baranów, 15 gęsi, 40 kur, 30 korców żyta, 40 korców owsa, 20 korców jęczmienia, 5 korców grochu, 3 sadki masła i 4 beczki piwa”.

Oferowany na londyńskiej aukcji obraz „Alegoria cnoty małżeńskiej” pochodzi z 1600 roku i jest jedną z wczesnych prac Hana. Bliski dziełom Louisa de Caullery oraz Davida Vinckboons, każe upatrywać źródeł jego pierwszych artystycznych inspiracji we Flandrii. Dzieło o wymiarach 44.5 x 156.8 cm przedstawia uroczystość zaślubin Agaty von der Linde, córki burmistrza Gdańska, Johanna van der Linde (siedzi obok młodej pary, pod czerwoną kotarą z kielichem w ręku) z Valentinem von Bodeck – także późniejszym burmistrzem Gdańska. Akcja obrazu, pełnego alegorycznych treści, symboli i ukrytych znaczeń, rozgrywa się na tle wspaniałej i rozległej panoramy ówczesnego Gdańska. Pierwotnie obraz stanowił wieko wirginału, popularnego w XVI i XVII wieku (szczególnie wśród Pań – stąd nazwa) instrumentu muzycznego, znanego z wielu, często słynnych obrazów, jak chociażby „Lekcja muzyki” Vermeera czy „Kobieta siedząca przy wirginale” Molenaera. Najprawdopodobniej instrument był prezentem ślubnym.


Czy kwota na jaką wycenili obraz eksperci Sotheby’s jest duża? I tak i nie. W 2010 roku Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu zakupiło za cenę 140 tys. zł dwie niewielkie miniatury (13×11 cm) autorstwa Laurensa de Netara, przedstawiające właśnie Valentina von Bodecke oraz jego syna Nikolausa. Nie ulega wątpliwości, że poziom artystyczny oferowanego na aukcji obrazu Hermanna Hana jest nieporównywalnie wyższy, a jego wycena jak najbardziej adekwatna. Nadarza się więc okazja, aby dzieło Hermanna Hana, ściśle związane z kulturą i historią Gdańska, jednego z najwspanialszych miast XVII-wiecznej Europy, stanowiące świadectwo życia ówczesnych mieszkańców i ich obyczajów, po długiej rozłące znowu powróciło w miejsce gdzie się narodziło.


Bibliografia

  1. J. Tylicki, Obraz „Alegoria cnoty małżeńskiej”. Klucz do drugiego oblicza sztuki Hermanna Hana, „Biuletyn Historii Sztuki”, 1997/1998, nr 1/2.
  2. Aleksandra Jaśniewicz, Małżeństwo w nowożytnym Gdańsku w świetle XVI- i XVII-wiecznych portretów mieszkańców miasta. Portret w Gdańsku 1425-1700. Malarstwo, rysunek.
  3. Roman Daszczyński, Gdańsk stracił skarby. I wciąż je traci. Gazeta Wyborcza. 2015-03-07.
  4. Jakub Jagiełło, Hermann Han. www. culture.pl
Zygmunt III Waza, zamach
Moment zamachu według akwaforty z dzieła Hioba Ludolfa „Allgemeine Schau – Bühne oder Welt” (1699 r.) Fot. polona.pl

Zamach Piekarskiego na króla Zygmunta III Wazę

Niedzielnego poranka, 15 listopada 1620 roku, około godziny 9, król Zygmunt III Waza zmierzał do katedry św. Jana. Idąc krytym gankiem łączącym Zamek ze świątynią, został zaatakowany przez szlachcica Michała Piekarskiego, który zadał władcy kilka ciosów nadziakiem. Dzięki szybkiej reakcji otaczającej świty oraz królewicza Władysława, zamachowca obezwładniono i ujęto. Rany jakie odniósł monarcha okazały się niegroźne. Czyn Piekarskiego, zainspirowany zabójstwem króla Francji Henryka IV dokonanym przez François Ravaillaca, wywołał zamęt i powszechne oburzenie w Warszawie. Sądzono nawet, że miasto zaatakowali Tatarzy. Zamachowca szybko osądzono i parę dni później, po trwających kilka godzin publicznych torturach, stracono przez rozerwanie końmi na tzw. Piekełku – u wylotu ul. Piekarskiej na Podwalu.

Piekarski atakując monarchę użył nadziaka zwanego inaczej obuchem, o której to broni tak pisał Kitowicz w swoich pamiętnikach: „straszne to było narzędzie w ręku Polaka, ile podówczas, gdzie panował humor do zwad i bitwów skłonny. Szablą jeden drugiemu obciął rękę, wyciął gębę, zranił głowę, krew zatem dobytą z adwersarza tamowała zawziętość. Obuchem zaś zadał ranę często śmiertelną, nie widząc krwi i dlatego nie widząc jej nie zaraz się upamiętał, waląc raz na raz i nie obrażając skóry łamał żebra i gruchotał kości. Szlachta, chodząca z tymi obuchami, najwięcej odbierała nimi zdrowie swoim poddanym, a często i życie”.

Zygmunt III Waza, zamach, nadziak
Rysunek nadziaka. Fot. z katalogu aukcyjnego Thomas Del Mar Ltd.

Zła reputacja nadziaka jako wyjątkowo okrutnej broni była powszechna, „instrument to był prawdziwie zbójecki, bo kiedy jeden drugiego końcem ostrym nadziaka trafił po zauszku, do razu zabijał, wpędzając w skronie żelazo fatalne aż na wylot”. Na drzwiach jednego z kościołów umieszczono nawet tablicę ostrzegającą „o klątwie na takowych, którzy by się do tamtego domu Bożego z takim instrumentem prawdziwie zbójeckim wchodzić ważyli”. W wyniku wydarzeń związanych z zamachem sejm zakazał publicznego noszenia nadziaków.
Londyński, renomowany dom aukcyjny Thomas Del Mar Ltd, na czerwcowej aukcji wystawia niezwykle interesujący rysunek związany z opisywanymi wyżej wydarzeniami. Wykonany tuszem na czerpanym papierze, o wymiarach 39,8 x 43,5 cm, przedstawia dokładny wizerunek nadziaka oraz umieszczoną obok inskrypcję w języku włoskim opisującą okoliczności samego zamachu. Obiekt wyceniono na 1200 – 1800 funtów. Jak pisze Hanna Widacka w artykule „Zamach na króla Zygmunta III Wazę”, po samym zamachu ukazały się szybko różne druki ulotne przekazujące relacje na ten temat. Sam moment zamachu, jako jedyna uwiecznia niemiecka akwaforta opublikowana w pierwszym tomie dzieła Hioba Ludolfa „Allgemeine Schau – Bühne oder Welt” (wyd. Frankfurt nad Menem, 1699 r.). Widzimy na niej postać Piekarskiego właśnie z nadziakiem w ręku. Nie wiemy, czy ten niepozorny lecz niezwykle interesujący rysunek oferowany na aukcji jest znany ikonografii tamtych wydarzeń. Chociaż nie przedstawia samego zamachu, a jedynie typ broni w nim użytej, powinien zwrócić uwagę nie tylko bronioznawców. Być może zainteresują się nim Biblioteka Narodowa, Zamek Królewski w Warszawie lub Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Krzyż Orderu Orła Białego
Krzyż Orderu Orła Białego. Fot. Morton & Eden Ltd. Londyn.

Krzyż Orderu Orła Białego na aukcji w Londynie

Londyński dom aukcyjny Morton & Eden Ltd na czerwcowej aukcji „Orders, Decorations and Medals” – oferuje do sprzedaży krzyż Orderu Orła Białego, związany ponoć z osobą ostatniego króla Polski Stanisława Augusta. Proweniencja oparta jest na fakcie sprzedaży obiektu w Spink & Son w Londynie w dniu 3 marca 1966 r., kiedy to krzyż przypisano polskiemu monarsze, co potwierdzać ma także kopia rachunku sprzedaży (!?). Estymacja 70 000 – 90 000 funtów.

Order Orła Białego jest najwyższym i jednocześnie najstarszym państwowym odznaczeniem Rzeczpospolitej. Jego ponad 300 letnia historia rozpoczyna się za sprawą króla Augusta II. Zgodnie z pierwotną intencją order przyznawany miał być za szczególne zasługi dla państwa i tronu. Według najnowszych badań order wprowadzony został w roku 1703, chociaż powszechnie za datę jego powołania uznaje się rok 1705, kiedy to przyznano pierwsze odznaki orderowe. Ostateczny kształt orderu ustalono w 1713 roku i przybrał on formę maltańskiego krzyża, emaliowanego na czerwono, obwiedzionego białymi brzegami, z promieniami pomiędzy ramionami. Kuliste zakończenia ramion oraz promienie zdobione były brylantami. Centralne miejsce krzyża zajmował biały orzeł z rozpostartymi skrzydłami i królewską koroną na głowie. Na rewersie, po środku, znajdowała się owalna tarcza z białym krzyżem na tle dwóch mieczy Wettynów i wplecioną weń cyfrą królewską AR pod koroną. Na ramionach krzyża umieszczono dewizę PRO FIDE LEGE ET REGE (Za Wiarę, Króla i Prawo). W królewskiej odmianie orderu krzyża dewiza brzmiała PRO FIDE LEGE ET GREGE (Za Wiarę, Króla i Poddanych). Krzyż noszono na błękitnej 8 cm wstędze, z lewego ramienia do prawego boku, zakończonej kokardą. Oprócz krzyża orderu dodawano także gwiazdę, którą noszono na lewej piersi. W okresie panowania Wettynów, po śmierci kawalera orderu, jego spadkobiercy zobowiązani byli do jego zwrotu na ręce króla lub kanclerza orderu.


Najwspanialsze zachowane egzemplarze krzyża z początków funkcjonowania orderu, zdobione z przepychem drogimi kamieniami przez najlepszych ówczesnych jubilerów, znajdują się w zbiorach Grünes Gewölbe w Dreźnie i związane są oczywiście z osobą Augusta II oraz Augusta III. Wchodziły one w skład tzw. garniturów królewskiej biżuterii ceremonialnej (łącznie siedmiu). W polskich zbiorach znajduje się zaledwie kilka egzemplarzy krzyża Orderu Orła Białego pochodzących z XVIII wieku. Nie są one jednak związane z osobą panującego. W zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie zachował się pierwszy z dwóch łańcuchów Orderu Orła Białego Stanisława Augusta. Drugi łańcuch, brylantowy, wraz z krzyżem orderu widnieje na piersi króla na portrecie koronacyjnym autorstwa Marcella Bacciarellego.


Czy to właśnie ten (taki) krzyż wystawiony jest obecnie na aukcji w Londynie? Trudno to stwierdzić. Zastanawiająca jest różnica w rysunku i umiejscowieniu królewskiej cyfry na rewersie w porównaniu do zachowanych egzemplarzy. Jednak ostateczne stwierdzenie czy mamy do czynienia z autentycznym obiektem, będzie wymagało krytycznego spojrzenia specjalistów z dziedziny falerystyki.


Abstrahując od aukcyjnych atrybucji, do których zawsze należy podchodzić z dużą rezerwą, o prawdziwej wartości przedmiotu i jego autentyczności zawsze decydują szczególne walory artystyczne i cechy formalne, potwierdzone przekazami ikonograficznymi lub archiwalnymi, analizą porównawczą oraz opiniami ekspertów z danej dziedziny. Gdyby jednak się okazało, że krzyż Orderu Orła Białego oferowany w Londynie ma związek z postacią króla Stanisława Augusta, fakt ten byłby niezwykłym wydarzeniem nie tylko dla muzealników i badaczy historii polskiej kultury XVIII wieku.


Fot. Morton & Eden Ltd.

Botticelli, Karol Lanckoroński
Botticelli (warsztat), Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem. Fot. Sotheby’s.

Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem z kolekcji Karola Lanckorońskiego

Wystawiona na aukcji w Sotheby’s w Nowym Yorku „Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem” z warsztatu Botticellego, stanowiła część znakomitych, wiedeńskich zbiorów dzieł sztuki Karola Lanckorońskiego, których trzonem było malarstwo europejskie od XIV do XX w.

Początki kolekcji sięgają roku 1815, kiedy to pradziad Lanckorońskiego, Kazimierz Rzewuski zakupił 38 obrazów ze spuścizny po ostatnim królu Polski Stanisławie Auguście, dając tym samym początek zbiorów, które stale powiększane przez kolejnych spadkobierców, ostateczny kształt zyskały dopiero za sprawą Karola Lanckorońskiego. Kolekcja ta, przez lata świadomie uzupełniana i wzbogacana przez Lanckorońskiego, stała się jednym z najwspanialszych zbiorów prywatnych w Wiedniu.
Tondo „Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem” Lanckoroński zakupił za pośrednictwem Adolpha Bayersdorfera, swojego doradcy, marszanda i zaufanego pełnomocnika, na paryskiej aukcji kolekcji Leclanché w 1892 roku. Obraz do 1942 roku wisiał w pałacu Lanckorońskich w Wiedniu przy ul. Jacquingasse 18, w tzw. Sali Włoskiej.

II wojna światowa położyła kres istnieniu kolekcji jako całości i tym samym podzieliła ona los wielu europejskich zbiorów prywatnych. Z uwagi na swoją ogromną wartość, kolekcja Lanckorońskiego stała się przedmiotem sporów wśród hitlerowskich dygnitarzy. „Madonna z Dzieciątkiem” pierwotnie „zarezerwowana” przez pełnomocnika Hitlera, Hansa Posse dla tworzonego Führermuseum w Linzu, w efekcie zawartego „kompromisu”, na osobiste życzenie Hermanna Göringa miała stać się łupem feldmarszałka Rzeszy. Po wojnie, syn Karola Lanckorońskiego, Antoni odzyskał większość zbiorów, również „Madonnę z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem”. Nie powróciły one jednak w miejsce dawnej swej ekspozycji bowiem pałac Lanckorońskich przy Jacquingasse 18 uległ całkowitemu zniszczeniu. Tym samym przestała istnieć jedna z wielkich polskich kolekcji dzieł sztuki. Poszczególne dzieła rozproszyły się po świecie, tak jak „Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem Chrzcicielem” z warsztatu Botticellego.

Pałac Lanckorońskich
Pałac Lanckorońskich w Wiedniu.
Pałac Lanckorońskich
Pałac Lanckorońskich w Wiedniu. Sala włoska.
Pałac Lanckorońskich
Pałac Lanckorońskich w Wiedniu. Sala holenderska.

Na szczęście, w 1994 roku, w efekcie wspaniałomyślności córki Karola Lanckorońskiego, Karoliny Lanckorońskiej, min. 130 obrazów z rodzinnej części kolekcji malarstwa, zdeponowanych dotąd w szwajcarskim banku w Zurychu zostało przekazanych w formie daru dla Narodu Polskiego polskim instytucjom muzealnym. Dzięki temu na Zamku Królewskim w Warszawie możemy podziwiać dwa dzieła Rembrandta oraz inne obrazy z pierwotnej kolekcji Stanisława Augusta, a na Zamku Królewskim na Wawelu w Krakowie dzieła powstałe we Włoszech w okresie od XIV do XVI wieku a także 222 rysunki i akwarele Jacka Malczewskiego, portrety Karola Lanckorońskiego, numizmaty, grafiki i rodzinne dokumenty.


Dzieje kolekcji Karola Lanckorońskiego znakomicie udokumentowała Joanna Winiewicz- Wolska w dwutomowej książce „Karol Lanckoroński i jego wiedeńskie zbiory”, wyd. Zamek Królewski na Wawelu, Państwowe Zbiory Sztuki, Kraków 2010.

Maksymilian Gierymski
Maksymilian Gierymski, Stadnina, olej na płótnie. Fot. Stockholms Auktionsverk.

Sensacyjne polonikum na aukcji w Szwecji!

Dosłownie przed kilkoma tygodniami zakończyła się wielka retrospektywna wystawa poświęcona twórczości Maksymiliana Gierymskiego (1846-1874) w Muzeum Narodowym w Krakowie. Przedwczesna śmierć artysty w wieku zaledwie 28 lat położyła kres rozwojowi jego niezwykłego talentu. Dlatego każde dzieło Gierymskiego, które pojawia się na rynku sztuki jest wielkim wydarzeniem.
Tym bardziej dzieło nieznane dotąd szerzej, a za takie można uznać płótno, które znalazło się w ofercie szwedzkiego domu aukcyjnego Stockholms Auktionsverk. Wystawiono tam obraz “Lekcja jazdy”, opatrzony sygnaturą „M. Gierymski. Munchen”, o wymiarach 65 x 96 cm z estymacją 43 000- 48 500 euro.
W 1872 roku “Tygodnik Ilustrowany” nr (2) 277, zamieścił drzeworyt wykonany na podstawie tego obrazu. Płótno prezentuje najlepsze cechy malarstwa Gierymskiego a jednocześnie zaskakuje niezwykle jasną kolorystyką, zupełnie inną niż większość znanych nam obrazów Maksymiliana. Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z jednym z najlepszych płócien artysty. Pozostaje mieć nadzieję, że obraz zostanie zauważony, zweryfikowany i o ile potwierdzi się jego autentyczność, znajdzie się w zbiorach publicznych w Polsce.