ArtSherlock

/

Francesco Giuseppe Casanova – strata wojenna z Wilanowa

W procesie restytucji dóbr kultury jednym z kluczowych dowodów potwierdzających tytuł własności jest dokumentacja ikonograficzna. To ona w głównej mierze decyduje o ewentualnych szansach odzyskania danego artefaktu, a każdy, najdrobniejszy nawet przekaz może mieć wartość bezcenną.

Aleksander Gryglewski
Aleksander Gryglewski, Sypialnia Królowej w pałacu w Wilanowie, 1874 r. Muzeum Narodowe w Warszawie.

W tym konkretnym przypadku jest to drzeworyt z 1877 roku rytowany przez K. (?) Wolskiego na podstawie rysunku Antoniego Piotrowskiego, opublikowany w albumie „Wilanów. Zbiór widoków i pamiątek…” Hipolita Skimbrowicza i Wojciecha Gersona. Przedstawia obraz Francesco Giuseppe Casanovy (1727-1802), zatytułowany „Jeździec”, od połowy XIX wieku jako dzieło Casanovy notowany w inwentarzach pałacu w Wilanowie. Malowany olejno na desce, o wymiarach 48 x 43 cm, sygnowany w prawym dolnym rogu: F. Casanova. 

W 1893 roku Wiktor Czajewski w „Ilustrowanym przewodniku po Warszawie i okolicach”, wraz z opisem 1000 obrazów z galerii wilanowskiej, pod numerem 186, także odnotowuje pracę Casanovy, tym razem zatytułowaną jako „Jeździec szwedzki”. Po raz ostatni, jak wspomina Irena Voisé w tekście o wojennych stratach wilanowskich zbiorów, obraz Casanovy notowany jest w „Spisie i szacunku dzieł sztuki i nabytków stanowiących muzeum wilanowskie” z 1932 r.

Francesco Giuseppe Casanova
Francesco Giuseppe Casanova, Jeździec. Obraz z Galerii Wilanowskiej. Drzeworyt, 1877 r.
Wilanów pałac, galeria obrazów
Galeria Północna pałacu w Wilanowie. Fotografia archiwalna. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Obraz w nieznanych bliżej okolicznościach zaginął podczas II wojny światowej, zrabowany wraz z kilkuset innymi, nieodnalezionymi dotąd dziełami malarstwa z pałacu w Wilanowie. W bazie strat wojennych prowadzonej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w której zarejestrowanych jest obecnie niemal 350 obiektów utraconych z kolekcji wilanowskiej, obraz Casanovy nosi numer 2233.

Prawdopodobnie ten właśnie obraz udało mi się zlokalizować w zbiorach Residenzgalerie w Salzburgu (nr inw. 455, 49.20 x 45.20 cm). Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wzmiankowany wyżej niepozorny drzeworyt, jedyny zachowany ślad dzieła Casanovy, potwierdzający z dużym prawdopodobieństwem, że obraz w Salzburgu może być polską stratą wojenną. Trafił tam 19 grudnia 1975 roku jako dar, ofiarowany przez dr Roberta Herziga, austriackiego historyka sztuki i antykwariusza, współwłaściciela znanej wiedeńskiej Galerie Sanct Lucas. W nocie proweniencyjnej katalogu zbiorów odnotowano jedynie, że w 1969 roku „Jeździec” (tam jako „Reiterbildnis”), znajdował się w kolekcji prywatnej.

strata wojenna, looted art
Francesco Giuseppe Casanova, Jeździec. Karta inwentarzowa, fot. MKiDN
Francesco Giuseppe Casanova
Francesco Giuseppe Casanova, Jeździec. Fot. © Residenzgalerie Salzburg.

Nie wiadomo czy uda się w pełni odtworzyć okoliczności utraty wilanowskiego obrazu. Być może pozwoli na to prowadzony aktualnie projekt „Losy zbiorów wilanowskich po 1939 – scalanie rozproszonej dokumentacji”, dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Z pewnością stanie się to przedmiotem szczegółowych badań na potrzeby ewentualnego wniosku restytucyjnego. Istotne z tego punktu widzenia będą również oględziny dzieła na miejscu, pod kątem możliwej identyfikacji charakterystycznych wilanowskich znaków własnościowych na odwrociu lub ich pozostałości. O ile oczywiście nie zostały one usunięte. W przeciwnym wypadku restytucja obrazu Casanovy nie będzie łatwa. Mamy aż, ale też tylko drzeworyt. W wielu detalach uproszczony i przetworzony. Oryginalny rysunek Piotrowskiego z pewnością zawierał więcej informacji. Na szczęście, w tym przypadku nie ma presji czasu. Obraz nie jest bowiem wystawiony na aukcji i czeka spokojnie poza ekspozycją. Chciałoby się powiedzieć, aż upomni się o niego prawowity właściciel…

Zatem, do zobaczenia w Wilanowie!?

Vernet, strata wojenna
/

Polska strata wojenna na aukcji w Monte Carlo

Tylko sześć dni pozostało na zablokowanie licytacji obrazu „Widok na morze” określonego w bazie polskich strat wojennych jako dzieło Claude-Joseph Verneta i zarejestrowanego pod numerem 29865. Obraz oferowany jest na aukcji w Monako, która odbędzie się 14 grudnia.

Nawet pomimo złej jakości fotografii opublikowanej w katalogu internetowym, i jeszcze gorszej fotografii archiwalnej, wydaje się, że jest to właśnie to płótno, które do 1945 roku należało do Muzeum Lubelskiego w Lublinie. Szczegółowa proweniencja, wojenne i powojenne losy obrazu zostaną zapewne ustalone w trakcie przygotowywania wniosku restytucyjnego. Niemniej jednak, w ślad za notą zamieszczoną w pierwszym tomie „Straty wojenne. Malarstwo obce” Marii i Tadeusza Zadrożnych, którzy autorstwo obrazu (o czym poniżej) zupełnie bezpodstawnie związali z kręgiem Brueghla – „obraz przejęty został wraz z pozostałościami zbioru Muzeum Lubelskiego przez Abteilung für Wissenschaft und Unterricht na rzecz Landeskundliche Sammlung zu Lublin i tam zinwentaryzowany; zbiory LSL były ewakuowane w lipcu 1944 do Radomia i dalej do Niemiec”.

Looted art, strata wojenna
Cloude-Joseph Vernet, Widok na morze. Strata wojenna, fot. MKiDN
Obraz wystawiony na aukcji w Monako. Fot. Hôtel des ventes de Monte-Carlo

Oczywiście „Widok na morze” nie jest dziełem Claude-Joseph Verneta, a dość luźną, delikatnie ujmując, interpretacją płótna jego autorstwa z dawnej kolekcji d’Orsay, zatytułowanego „Brouillard du Matin”, który to obraz po wielu, wielu latach, w listopadzie bieżącego roku nieoczekiwanie pojawił się na aukcji w domu aukcyjnym Dobiaschofsky w Szwajcarii. W przeciągu kilkunastu ostatnich lat bliższe formatowi i szczegółom kompozycji „naszego” obrazu dzieła, wiązane z pracownią, bądź naśladowcami Verneta pojawiały się na rynku europejskim i amerykańskim.

Pozostaje mi jedynie życzyć pracownikom Wydziału Restytucji MKiDN, aby udało im się na czas zgromadzić niezbędną dokumentację w terminie jeszcze krótszym, niż to miało miejsce w przypadku akwareli Kandinskiego. Bez wątpienia będzie to wyzwanie. Zasadne jest, wobec dramatycznie nieodległego terminu aukcji, i o ile potwierdzony zostanie polski tytuł prawny do przedmiotowego obrazu (a muszę to zastrzec z uwagi na możliwy błąd w bazie strat) – upublicznienie całej sprawy wszelkimi możliwymi kanałami, w celu wywarcia presji na dom aukcyjny. Taki sposób postępowania, z uwagi na okoliczności, wydaje się najwłaściwszy.

Szczegóły aukcji:
Hôtel des ventes de Monte-Carlo,
aukcja 14 grudnia 2022,
lot nr 38, jako: szkoła francuska z XVIII w.,
olej na płótnie, 46 x 62 cm.


P.S.
Przy okazji ponownie zwracam się z apelem do MKiDN, zamieszczonym wprawdzie kilka tygodni temu na FB, o działanie internetowego serwisu strat w trybie 24-godzinnym. To swoiste kuriozum, że serwis ten nie działa po godzinie 23-ej.


Kufle gdanskie, Bonhams
Kufle gdańskie oferowane na aukcji Bonhams w Londynie. Fot. Bonhams
/

Kufle gdańskie wciąż w cenie? 

Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz, w ofertach kilku zagranicznych domów aukcyjnych jednocześnie, pojawiła się taka ilość gdańskich kufli z XVII w. Faktem jest, że nieprzerwanie cieszą się one popularnością nie tylko wśród kolekcjonerów. Można więc się spodziewać, że i tym razem oferowane eksponaty wzbudzą zainteresowanie. 

Ubiegłoroczna sprzedaż we włoskim domu aukcyjnym Wannenes kufla autorstwa Benedicta Clausena za ponad 632 tys. zł, mimowolnie określiła poziom cenowy dla wysokiej klasy dzieł złotników gdańskich tego typu. Chcąc nie chcąc, rynek kolekcjonerski, a także instytucje muzealne, fakt ten będą musiały wziąć pod uwagę. Z drugiej strony – i to jest pytanie na które odpowiedzią będą ostateczne wyniki aktualnych aukcji – czy w sytuacji kryzysu ekonomicznego jaką obserwujemy w tej chwili na świecie, dzieła gdańskiego rzemiosła artystycznego nadal będą znajdowały swoich nabywców? O tym przekonamy się już niebawem.

Należy wspomnieć, że wszystkie oferowane w tej chwili egzemplarze kufli, notuje w swoim fundamentalnym opracowaniu o kuflach gdańskich dr Anna Frąckowska. Nie są to więc dzieła nieznane. I tak, trzy kufle gdańskich złotników wystawił na lipcowej aukcji „Decorative Arts Throught the Ages” londyński dom aukcyjny Bonhams:

  1. Andreas Haidt, kufel monetowy, 1686-1700, z wrocławskich zbiorów Georga Agatha, lot nr 68, z estymacją 8,000 – 12,000 GBP
  2. Hieronymus Holl II, kufel ze sceną Jouzue przekraczający Jordan z Arką Przymierza (wg domu aukcyjnego identyfikacja sceny jest błędna), 1688-1732, lot nr 69, z estymacją 8,000 – 12,000 GBP
  3. Jakob Haase, kufel monetowy, 1743, lot nr 70, z estymacją 7,000 – 9, 000 GBP

Z kolei dom aukcyjny Christie’s w Paryżu, na niezwykłej wręcz aukcji dzieł sztuki i rzemiosła artystycznego „Le Grand Style: An apartment on the Quai d’Orsay designed by Alberto Pinto” – oferuje kufel monetowy Benedicta Clausena z lat 1676-1709, lot nr 107, z estymacją 12,000 – 18,000 Euro.

Kufel gdanski, Andreas Haidt
Andreas Haidt, kufel monetowy, 1686-1700. Fot. Bonhams.
Kufel gdanski, Andreas Haidt
Andreas Haidt, kufel monetowy. Fragment. Fot. Bonhams.
Kufel gdanski, Hieronymus Holl II
Hieronymus Holl II, kufel ze sceną Jouzue przekraczający Jordan z Arką Przymierza (?), 1688-1732. Fot. Bonhams
Kufel gdanski, Hieronymus Holl II
Hieronymus Holl II, kufel gdański. Fragment. Fot. Bonhams
Kufel gdanski, Jakob Haase
Jakob Haase, kufel monetowy, 1743. Fot. Bonhams.
Kufel gdanski, Jakob Haase
Jakob Haase, kufel monetowy. Fragment. Fot. Bonhams.
Kufel gdanski, Benedict Clausen
Benedict Clausen, kufel gdański, 1676-1709. Fot. Christie’s.

Fryderyk Chrystian Wettyn

Anton Raphael Mengs – portret Fryderyka Chrystiana z dynastii Wettynów

Orginał portretu Fryderyka Chrystiana Wettyna (1722-1763), królewicza polskiego, najstarszego syna króla Augusta III, elektora Saksonii – autorstwa Antona Raphaela Mengsa (1728-1779), pojawił się w ofercie londyńskiego oddziału domu aukcyjnego Christie’s.

Ten nie wystawiany od ponad wieku portret, namalowany ok. 1750 roku przez zaledwie 22 letniego artystę, znany m.in. z repliki ze zbiorów Fundacji im. Ciechanowieckich przy Zamku Królewskim w Warszawie i autorskiej redakcji w technice pastelu, spopularyzowany przez liczne kopie – jest jednym z najbardziej efektownych portretów przedstawicieli dynastii saskiej. W związku z tym można się spodziewać, że przyciągnie zainteresowanie nie tylko międzynarodowych instytucji muzealnych, ale również kolekcjonerów prywatnych.

Fryderyk Chrystian Wettyn, Anton Raphael Mengs
Anton Raphael Mengs, portret Fryderyka Chrystiana Wettyna, ok. 1750 r. Fot. Christie’s

Estymacja: 100,000 – 150,000 GBP
Christie’s Londyn, aukcja Old Masters Evening Sale 20552, lot 31.

Andrzej Poniatowski, kolekcja Stanisława Augusta
Marcello Bacciarelli, Portret Andrzeja Poniatowskiego, 1778 r., olej na płótnie. Fot. Sotheby’s

Rzecz o portrecie Andrzeja Poniatowskiego z kolekcji króla Stanisława Augusta

Dom aukcyjny Sotheby’s w Paryżu na nadchodzącej aukcji Tableaux Dessins Sculptures 1300-1900, Session II, 10 czerwca 2022 r., wystawił trzy ciekawe polonika. Są to: portret księcia Józefa Poniatowskiego, portret króla Stanisława Augusta i szczególnie nas interesujący, portret brata króla, księcia Andrzeja Poniatowskiego. Ten ostatni z atrybucją Marcello Bacciarellego. Obraz pochodzi z kolekcji królewskiej, o czym świadczy widoczny na licu, czerwony numer 63.

Portret należy do serii 12 owalnych wizerunków rodziny Stanisława Augusta. Większość z nich Marcello Bacciarelli namalował w 1778 r. Wiemy o co najmniej dwóch seriach portretów rodzinnych pędzla Bacciarellego oraz ich kopiach, które powstawały również w jego pracowni. Jak pozostałe portrety serii, portret Andrzeja Poniatowskiego początkowo wisiał w Sypialni króla, a później w Jadalni na parterze Pałacu na Wyspie. Zachowane do dzisiaj obrazy oraz okoliczności ich powstania w kilku publikacjach obszernie omówiła Dorota Juszczak.

Andrzej Poniatowski
Marcello Bacciarelli, Portret Andrzeja Poniatowskiego, 1778 r., olej na płótnie. Fot. Sotheby’s
Andrzej Poniatowski verso
Odwrocie portretu Andrzeja Poniatowskiego. Fot. Sotheby’s
Andrzej Poniatowski
Pierre-Josep Lion, Portret Andrzeja Poniatowskiego, pastel, 1764 r. Fot. MNW w Warszawie

Aukcyjny portret Andrzeja Poniatowskiego jest nieznanym i niepublikowanym dotąd dziełem z łazienkowskiej serii. Jego istnienie i przynależność do kolekcji królewskiej potwierdzają zachowane inwentarze. Obraz powstał na podstawie pastelu Pierre-Josepha Liona z Muzeum Narodowego w Warszawie (nr inw. 47104 MNW), datowanego na 1764 r. Nie są mi znane inne redakcje portretu aukcyjnego, poza miniaturą przechowywaną w zbiorach Detroit Institute of Arts (nr 52.168).

Osobną kwestią jest, czy za autora obrazu możemy uznać Marcello Bacciarellego? W pierwszej chwili portret wydał mi się odrobinę sztywny, ze środkiem ciężkości przeniesionym trochę za nisko. Pewien „linearyzm” formy, brak miękkości waloru i namacalnej jakości tkanki malarskiej jaką widzimy w pozostałych zachowanych portretach serii, w szczególności na portrecie siostry Stanisława Augusta – Ludwiki z Poniatowskich Zamoyskiej, mogą być wynikiem grubej warstwy pożółkłego werniksu, który zredukował kolorystykę i półtony obrazu. Należy przy tym zastrzec, że portret powstał kilka lat po śmierci Andrzeja Poniatowskiego (ten zmarł w 1773 r.). 

Niemniej jednak, nawet w tym stanie zachowania można w nim dostrzec detale, których sposób opracowania już na pierwszy rzut oka jest charakterystyczny dla stylu malarskiego Bacciarellego, jak chociażby partie twarzy czy peruki, potraktowanej pewnymi i swobodnymi pociągnięciami pędzla, porównywalnymi do tych jakie widzimy na portrecie księcia Stanisława Poniatowskiego w mundurze generalskim (własność prywatna, Paryż, rep. Dorota Juszczak, Marcello Bacciarelli. Najpiękniejsze portrety). Należy się spodziewać, że przyszła konserwacja obrazu odsłoni pełnię jego malarskich walorów.

Andrzej Poniatowski
Autor nieznany wg Marcello Bacciarellego, Portret Andrzeja Poniatowskiego, miniatura. Fot. Detroit Institute of Arts
Stanisław August
Portret króla Stanisława Augusta, olej na płótnie. Fot. Sotheby’s

Zgodnie z biograficzną inskrypcją na odwrociu, portret Andrzeja Poniatowskiego powstał w 1778 r. Charakter samej inskrypcji, jej układ oraz czcionka, są podobne do tych jakie widnieją na portrecie Ludwiki z Poniatowskich Zamoyskiej ( Zamek Królewski w Warszawie, nr inw. ZKW/70), Urszuli Zamoyskiej (Fundacja Zbiorów im. Ciechanowieckich w Zamku Królewskim w Warszawie, nr inw. FC-ZKW/1563) oraz Izabeli z Poniatowskich Branickiej (FC-ZKW/1564). Również wymiary obrazu są spójne z ww portretami serii. Jedynie portret księcia Józefa w wieku lat 15 (Muzeum Narodowe w Krakowie, nr inw. MNK II-A-357) różni się pod tym względem.

Można się domyślać, że fakt pojawienia się obrazu z królewskiej kolekcji Stanisława Augusta na paryskiej aukcji wywoła spore zainteresowanie nie tylko wśród kolekcjonerów. Z pewnością, o czym wiemy, chęć zakupu wyrażą także muzea publiczne. Stąd też wydaje się, że wstępna aukcyjna estymacja portretu, określona na poziomie 26 000-35 000 euro, finalnie może oscylować nawet w granicach 75 000 euro. 

Wyścig czas zacząć. Do zakończenia aukcji (online) pozostało już tylko 8 dni i kilkanaście godzin.


Bibliografia:

 1. Najpiękniejsze portrety, kat. wyst., eseje A. Chiron-Mrozowska, D. Juszczak, E. Manikowska, P. Mrozowski, Zamek Królewski w Warszawie–Muzeum, Warszawa 2018.
2. D. Juszczak, H. Małachowicz, Nieznany Bacciarelli – portrety rodzinne Poniatowskich z Pokoju Jadalnego pałacu w Łazienkach, „Rocznik Warszawski” 31, 2002, s. 114–133.
3. T. Mańkowski, Galerja Stanisława Augusta, Lwów 1932.
4. Mistrzowie pastelu: od Marteau do Witkacego. Kolekcja Muzeum Narodowego w Warszawie, kat. wyst., red. A. Grochala, Warszawa 2015-2016.
5. https://www.sothebys.com/en/buy/auction/2022/tableaux-dessins-sculptures-1300-1900-session-ii-including-treasures-of-the-renaissance-from-the-antony-embden-collection/portrait-of-the-prince-andrzej-poniatowski, [dostęp 5 czerwca 2022]

Cornelis Pietersz. Bega, looted art
Cornelis Pietersz. Bega, Chłopskie pieszczoty. Fot. Tiroche Auction House.

Obraz Cornelisa Begi – strata wojenna z Wrocławia na aukcji w Izraelu

Obraz Cornelisa Begi (1631-1664) „Chłopskie pieszczoty” po raz kolejny pojawił się na aukcji w Izraelu. Do złudzenia przypomina on dzieło Begi, stratę wojenną z Wrocławia, zarejestrowaną w bazie polskich strat wojennych prowadzonej przez MKiDN pod numerem 11111.

We wrześniu 2015 r. obraz został wystawiony przez dom aukcyjny Ben-Ami Endres i sprzedany za kwotę 2400 dolarów (pisałem o tym w ubiegłym roku w tekście o stratach wojennych Wrocławia). Tym razem oferuje go dom aukcyjny Tiroche z estymacją 1000 –1500 USD (lot 333).

Cornelis Pietersz. Bega, looted art
Cornelis Pietersz. Bega, Chłopskie pieszczoty. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN, dzielautracone.gov.pl
Cornelis Pietersz Bega, Zakochana para, looted art
Cornelis Pietersz Bega, Zakochana para. Fot. Ben-Ami Endres Auctions.

Przedwojennym właścicielem obrazu było Schlesisches Museum der Bildenden Künste we Wrocławiu (Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych). Dzieło jest wymienione i opisane w katalogu zbiorów muzeum z 1926 r. jako legat dr A. Fischera (kat. 136). W nocie znajdujemy wzmiankę o sygnaturze, o której nie wspominają jednak oba izraelskie domy aukcyjne.
Niewielkich rozmiarów, malowana na desce scena rodzajowa, chociaż typowa dla twórczości Cornelisa Begi odbiega poziomem wykonania od podobnych dzieł holenderskiego artysty. Porównanie fotografii zamieszczonej w katalogu aukcyjnym z archiwalną dokumentacją ujawnia także drobne różnice, widoczne głównie w partii okna. Wydaje się jednak, że obraz może być tym, który należał do przedwojennych zbiorów wrocławskiego muzeum, na co wskazuje charakterystyczna pionowa rysa z drobnymi odgałęzieniami umiejscowiona tuż nad cieniem mężczyzny, która znajduje swoje potwierdzenie także na archiwalnej fotografii.


Aukcja obrazu zaplanowana jest na 6 listopada.

Zygmunt Vogel, Widok Białego Domku w Łazienkach
Zygmunt Vogel, Widok Białego Domku w Łazienkach, 1816 r., akwarela. Archiwum Manufaktury w Sevres. Fot. za Elżbieta Kowecka, BHS.

Talerz, Ludwik XVIII, Biały Domek w Łazienkach i akwarela Zygmunta Vogla

Ponowne otwarcie dla zwiedzających Białego Domku w Łazienkach Królewskich w Warszawie, stało się dla mnie pretekstem do przypomnienia artykułu Elżbiety Koweckiej, jaki ukazał się ponad czterdzieści lat temu w Biuletynie Historii Sztuki.1 Artykuł ten stanowi łącznik z niepublikowanym dotąd i nieznanym zabytkiem związanym z ikonografią i historią Białego Domku.

Jak sądzę, większość badaczy zajmujących się historią sztuki gromadzi w swoim prywatnym archiwum urywki szczególnie interesujących informacji, które z braku czasu na ich opracowanie odkładane są na bliżej nieokreśloną przyszłość. I tak oto rosną stosy notatek, skanów i wycinków, które po upływie kilku lat, mimowolnie, także dla ich twórcy stają się prawdziwym odkryciem o ile nie popadną w zapomnienie. Czasem jednak, jak ma to miejsce w moim przypadku, z tej przymusowej hibernacji wydobywane są zupełnie nieoczekiwanym impulsem… W 2018 r. zwróciłem uwagę na wystawiony przez francuski dom aukcyjny Aguttes, porcelanowy talerz przedstawiający widok Białego Domku w Łazienkach Królewskich w Warszawie.2

François Gérard, Portret Ludwika XVIII w płaszczu koronacyjnym
François Gérard, Portret Ludwika XVIII w płaszczu koronacyjnym, ok. 1814 r. Fot. Wikipedia.

Biały Domek stanowi unikatowy w polskiej skali przykład XVIII-wiecznej architektury rezydencjonalnej, tym cenniejszy, że zachowany w niemalże pierwotnym stanie. Powstał w latach 1773-1776 r. według projektu Dominika Merliniego i był pierwszym budynkiem wzniesionym od podstaw przez Stanisława Augusta w Łazienkach. Założony na planie kwadratu, z identycznie opracowanymi, pięcioosiowymi elewacjami zwieńczonymi na dachu belwederkiem, był miejscem letniego wypoczynku króla i jego gości. Dekorację wnętrz pawilonu – w tym najwcześniejsze na polskim gruncie groteski autorstwa Jana Bogumiła Plerscha – ukończono w 1777 r. Przekazy źródłowe wskazują, że Biały Domek zamieszkiwały siostry Stanisława Augusta: Izabela Branicka i Ludwika Maria Zamoyska a także bratowa króla, wdowa po Andrzeju Poniatowskim – Teresa z Kinskych, matka księcia Józefa.3
Ale to inny z jego mieszkańców, który rezydował tu w okresie letnim w latach 1801-1804, ma związek z genezą powstania talerza. Był nim Ludwik Stanisław Ksawery Burbon – hrabia Prowansji i późniejszy król Ludwik XVIII, który w wyniku wydarzeń związanych z rewolucją francuską, obaleniem monarchii i śmiercią Ludwika XVI, zmuszony do opuszczenia kraju, aż do 1814 r. tułał się po Europie.

Talerz z widokiem Białego Domku w Łazienkach
Talerz z widokiem Białego Domku, ok. 1820 r. Fot. Aguttes.

Omawiany talerz o średnicy 23 cm, zdobi umieszczony napis w języku francuskim: „Vue de pavillon de Lazienki près de Varsovie”. W katalogu aukcyjnym, określono go jako wyrób z Sèvres z 1820 r. Autorzy katalogu nie wspominają jednak o jakiejkolwiek sygnaturze wytwórni. O ile mi wiadomo, w polskich zbiorach muzealnych nie zachował się żaden podobny egzemplarz talerza z widokiem Białego Domku. Jak się można było spodziewać, talerz znalazł nabywcę przebijając kilkukrotnie widełki estymacyjne i osiągając cenę sprzedaży 4 940 euro.


W jakich okolicznościach widok Białego Domku z Łazienek Królewskich trafił na talerz znanej francuskiej manufaktury porcelany? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w wzmiankowanym już artykule Elżbiety Koweckiej. W efekcie badań autorki dowiadujemy się, że w Archiwum Manufaktury porcelany w Sèvres znajduje się teka z rysunkami oznaczona Pologne. Jej zawartość stanowi 25 rycin i rysunków, a także jedna, niezwykle interesująca akwarela z odręczną inskrypcją: „Le pavillon de Lazienki habité par le Roi de France Louis XVIII pendant son sejour a Varsovie” i sygnaturą w lewym dolnym rogu: Vogel 1816. Prawie identyczny widok jak na akwareli widzimy na sprzedanym na aukcji talerzu.
Jak pisze Kowecka, akwarela i grafiki Vogla trafiły do Sèvres dzięki pośrednictwu Antoniego hrabiego Ostrowskiego, syna Tomasza, kasztelana w czasach stanisławowskich, który jako zleceniodawca Manufaktury znał jej ówczesnego dyrektora Aleksandra Brogniarta. Ostrowski zarekomendował Vogla, u którego Brogniart, na pamiątkę pobytu Ludwika XVIII w Warszawie, zamówił widok Białego Domku, a także widok zamku w Mitawie w Kurlandii (Ludwik Burbon przebywał tam dwukrotnie: w latach 1798-1801 i w 1804-1807). Z przytoczonej przez Kowecką korespondencji Brogniarta z Voglem, odnalezionej w jednym z fascykułów Archiwum Ostrowskich z Ujazdu przechowywanego w Archiwum Głównym Akt Dawnych, dowiadujemy się szczegółów dotyczących samego zlecenia, gaży artysty oraz „jaką drogą i za czyim pośrednictwem rysunki mają być wysłane”. „Vogel wywiązał się z zamówienia częściowo. Widoku zamku w Mitawie nie mógł dostarczyć, gdyż podczas swoich podróży nie zapuszczał się tak daleko w stronę Kurlandii. Natomiast nie poskąpił czasu na namalowanie nowej wersji Białego Domu”. Autorka artykułu konkluduje, że „jest niemal pewne, że akwarele Vogla nigdy nie zostały umieszczone na wyrobach Manufaktury, nie zostały też do tych celów użyte jego grafiki, żaden bowiem z katalogów wyrobów z Sèvres nie odnotowuje widoków o polskiej tematyce”. Jest więc wielce prawdopodobnym, że hipoteza ta została negatywnie zweryfikowana przez pojawienie się na aukcji opisywanego talerza.

Zygmunt Vogel, Widok Białego Domku w Łazienkach
Zygmunt Vogel, Widok Białego Domku w Łazienkach, przed 1794 r., akwarela. Fot. Muzeum Narodowe we Wrocławiu.
Zygmunt Vogel, Widok Białego Domku w Łazienkach
Zygmunt Vogel, Widok Białego Domku w Łazienkach, 1794 r., akwarela. Fot. Muzeum Ermitażu w Petersburgu.

Monografistka twórczości Zygmunta Vogla, Krystyna Sroczyńska, w poświęconym mu opracowaniu wymienia i reprodukuje dwa widoki Białego Domku.4 Pierwszy zakomponowany w owalu, przechowywany jest w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu. W 1907 r. został zakupiony z kolekcji Jana Jakowicza z Sitkowic k. Winnicy na Ukrainie, do Galerii Miejskiej (później Narodowej) we Lwowie.5 Drugi, wykonany na zlecenie Stanisława Augusta i przesłany mu do Grodna, opatrzony na odwrocie inskrypcją Dessine d’après Nature par S. Vogel dit Ptaszek en 1794 – razem z królem powędrował do Petersburga, a po śmierci monarchy, wraz z 24 innymi widokami Łazienek został zlicytowany z pozostałą po monarsze spuścizną. Akwarele te nabył Aleksander Siergiejewicz Strogonow, prezes Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu i dyrektor Biblioteki Cesarskiej (16 z nich znajduje się obecnie w kolekcji Ermitażu). Akwarela zachowana w Sèvres jest zatem kolejnym znanym widokiem wykonanym przez Vogla przedstawiającym łazienkowski Biały Domek.
Porównując pracę Vogla (a właściwie jej reprodukcję w BHS) z wizerunkiem umieszczonym na talerzu, zauważymy pewne różnice, chociaż ogólny zarys kompozycyjny jest zbliżony i opiera się na akwareli. W wersji widocznej na talerzu widzimy detale, których jednak na akwareli nie ma. Najprawdopodobniej modyfikacje te zostały dokonane przez artystę przenoszącego kompozycję Vogla na nowe podłoże, co wydaje się logicznym wyjaśnieniem. Chociaż istnieje również taka możliwość, że być może oparł się on na nierozpoznanej dotąd i nieznanej wersji voglowskiego widoku Białego Domku. Jest to jednak mniej prawdopodobne. Brogniart w wzmiankowanych już listach zwracał szczególną uwagę na koszty zamówienia.


Reasumując, wydaje się, że temat związku akwareli Vogla z omawianym talerzem będzie wymagał ponownego podjęcia i zbadania pod tym kątem zasobów Archiwum Manufaktury porcelany w Sèvres, a to w obecnej sytuacji jest niestety niemożliwe.
Nie wiem kto nabył wystawiony na aukcji talerz. Być może został zakupiony bezpośrednio do zbiorów Manufaktury, a jeżeli nie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że trafił do jakiejś polskiej kolekcji prywatnej i jeżeli tak się stało, to mam nadzieję, że obecny jego właściciel za jakiś czas się ujawni. Talerz ten z pewnością byłby interesującą ozdobą łazienkowskich zbiorów, dokumentującą pobyt Ludwika XVIII w Warszawie.


Przypisy

  1. E. Kowecka, O nieznanej akwareli Zygmunta Vogla i francuskim serwisie Antoniego Ostrowskiego, „Biuletyn Historii Sztuki”, 1977, nr 4, s. 355 – 365, il. 1 na s. 356.
  2. Katalog aukcji Aguttes, Tableaux & Dessins Anciens Mobilier & Objets D’art, czerwiec 2018, lot. 623.
  3. M. Kwiatkowski, Wielka księga Łazienek, Warszawa 2000, s. 42-49.
  4. K. Sroczyńska, Zygmunt Vogel rysownik gabinetowy Stanisława Augusta, 1969, s. 94 – 95, kat. 167 i 176, il. 175 i 184 na s. 91 i s.95.
  5. E. Houszka, P. Łukaszewicz, Malarstwo polskie od baroku do modernizmu. Katalog zbiorów, Wrocław 2013, kat. 616, s. 317 – 318, il. na s. 318, tamże literatura.
Jan van Goyen, Holenderski brzeg rzeki, looted art
Jan van Goyen, Holenderski brzeg rzeki, 1643 r. Fot. © RMN-Grand Palais (Musée du Louvre) / Franck Raux.

Obraz Jana van Goyen z bazy polskich strat wojennych w zbiorach Luwru

W 2018 r. Muzeum Luwru odwiedziło ponad 10 milionów turystów. Nie wiem jaki ułamek z tej liczby dotarł do dwóch niewielkich sal na drugim piętrze skrzydła Richelieu, których ściany zdobi 31 chaotycznie zawieszonych obrazów różnych autorów, szkół, tematów i epok. Z pewnością marginalny. Ale problem jaki te sale i dzieła ilustrują już taki nie jest. Co je łączy?


Otóż są częścią liczącego 2143 dzieł sztuki zespołu, określanego terminem MNR (Musée Nationaux Récupération). Dzieł z liczby ok. 61 000 obiektów, które pod koniec i po zakończeniu II wojny światowej zostały przekazane z Niemiec do Francji, ponieważ istniały przesłanki, że zostały zagrabione przez Niemców z francuskich zbiorów i kolekcji prywatnych. Około 45 000 z nich zwrócono prawowitym właścicielom, część sprzedano, a część powierzono opiece muzeów francuskich. W Luwrze znajdują się 1752 dzieła, w tym 807 obrazów, z czego 276 jest przechowywanych na miejscu, resztę w formie depozytów ulokowano w różnych muzeach Francji. Dzieła te posiadają specjalny status prawny. Nie są częścią publicznych kolekcji i nie są wymienione w bazach danych kolekcji narodowych. Nie mogą także opuszczać terytorium Francji, nie należą do państwa, które jest jedynie ich tymczasowym posiadaczem i opiekunem. Decyzją francuskiego Ministerstwa Kultury powołany został specjalny zespół, którego zadaniem jest wyjaśnienie ich pochodzenia i ustalenie właścicieli lub spadkobierców. Badania takie – nie tylko w odniesieniu do zespołu MNR – prowadzone są także przez niezależnych badaczy, a ostatnie informacje, jak chociażby zidentyfikowanie w zborach Luwru 10 obrazów z kolekcji Armand Dorvilla, dowodzą wagi problemu jakim są badania pochodzenia dzieł sztuki.
Działania jakie w ostatnich latach w odniesieniu do swoich zbiorów podjęły w tym kierunku inne muzea w Europie i USA, chociaż wychodzą naprzeciw wyrażanym przez międzynarodową opinię publiczną oczekiwaniom – z uwagi na ogromną ilość znajdujących się w kolekcjach publicznych dóbr kultury – wciąż są niedostateczne. Lecz jest to problem, od którego nie da się uciec, i z którym w innym wymiarze i na podstawie innych przesłanek mierzą się lub będą musiały się zmierzyć wszystkie bez wyjątku muzea i kolekcje prywatne na świecie.
Po raz kolejny, także i Muzeum Luwru, lecz tym razem nie w związku z zasobem MNR, a w kontekście polskich strat wojennych i prowadzonych przez Fundację Communi Hereditate badań proweniencyjnych. Dowodzi tego zidentyfikowany przeze mnie w zbiorach Luwru, znajdujący się w bazie polskich strat wojennych MKiDN pod nr 11121 obraz Jana van Goyen, „Holenderski brzeg rzeki”.

Looted art
Jan van Goyen, Holenderski brzeg rzeki. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl
Looted art, Jan van Goyen
Jan van Goyen, Holenderski brzeg rzeki. Fotografia archiwalna. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl

Namalowany na dębowej desce o wymiarach 38 x 51,5 cm, przedstawia skąpane w słońcu, leżące nad brzegiem rzeki obwarowania. W centrum obrazu widać bramę forteczną, flankowaną przez dwie okrągłe wieże, nad którymi dominuje czworokątny masyw strażnicy. Za nią dachy miejskich zabudowań. Tuż przy brzegu, za niewielką skarpą i schodzącymi do wody schodami widzimy zacumowaną łódź, na której znajdują się dwaj mężczyźni. Jeden z nich pochylił się nad taflą wody. Z lewej strony obrazu, przy wzmocnionym drewnianym szalunkiem stromym nabrzeżu, na którym stoją dwie postacie, widać łódź, a w niej sześciu mężczyzn. W oddali, na horyzoncie, majaczy sylwetka ledwo widocznego, zaznaczonego przez kilka pociągnięć pędzla wiatraka, dalej maszty i kilka żagli rybackich szkut. Cała scena rozgrywa się nad migoczącym refleksami lustrem wody, na tle poprzecinanego chmurami i promieniami słońca nieba. Obraz jest sygnowany po lewej stronie, na krawędzi łodzi, tuż pod grupą czterech mężczyzn: VG 1643.

Postaci Jana van Goyen (1596-1656) nie trzeba specjalnie przybliżać. Wystarczy wspomnieć, że był jednym z najwybitniejszych malarzy holenderskich 17 w. i jednym z pionierów naturalistycznego pejzażu w malarstwie. Przesycone naturalnym światłem, harmonijne, oparte na skromnej, lecz niezwykle rozległej walorowo skali barwnej, pełne powietrza i oddające subtelne efekty atmosferyczne obrazy van Goyena, przyniosły mu zasłużoną sławę.

Proweniencja

Do zbiorów Luwru omawiany obraz van Goyena trafił w 2012 r. jako legat Pani Alba (nr inw. R.F.2012- 14). Został ujęty, zreprodukowany i opisany w „La Recherche au musée du Louvre” z 2012 r. przez Michèle Perny. Jednak kuratorom malarstwa francuskiego muzeum nie jest znana jego wcześniejsza proweniencja i to, że znajduje się on w bazie polskich strat wojennych. Jak się okazuje, przed II wojną światową pejzaż van Goyena należał do zbiorów Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu (Schlesisches Museum der Bildenden Künste – SMdbK), (kat. 142, Lgb. nr 2918). Pochodzi z daru radcy miejskiego dr. Augusta Fishera z 1881 r. i jest jednym dwóch obrazów van Goyena jakie Fisher wówczas śląskiemu muzeum podarował (drugim był obraz pt. „Nadbrzeżne fortyfikacje”). Wiemy, że w 1936 r. przeszedł konserwację w pracowni muzealnej. Dzieło van Goyena wymieniają i opisują wszystkie przedwojenne katalogi zbiorów SMdbK. Prawdopodobnie to właśnie „Holenderski brzeg rzeki” został wymieniony w pochodzącym z ok. 1939 r. spisie najważniejszych dzieł sztuki z SMdbK przeznaczonych do zabezpieczenia.

Klasztor w Henrykowie
Budynek dawnego opactwa cystersów w Henrykowie. Stan obecny. Fot. Autor.

Kwestia zabezpieczenia zbiorów muzealnych na ewentualność zagrożenia działaniami wojennymi była przez niemieckie instytucje muzealne brana pod uwagę już na początku lat 30. W 1934 r. dr Bernhard Rust, szef Ministerstwa Nauki, Wychowania i Oświaty Rzeszy „polecił podległym urzędnikom sporządzić plany zabezpieczenia dzieł sztuki na wypadek konfliktu zbrojnego”. Działania te uległy zdecydowanemu przyspieszeniu w świetle wybuchu II wojny światowej i następujących w jej wyniku działań wojennych, a w szczególności w związku z nasilającymi się od końca 1940 r. bombardowaniami niemieckich miast przez lotnictwo aliantów. To realne zagrożenie skłoniło władze III Rzeszy do przeprowadzenia szeroko zakrojonej akcji zabezpieczania i ewakuacji najcenniejszych zbiorów kulturalnych na prowincję, do wytypowanych wcześniej składnic muzealnych. Uznano, że takim bezpiecznym regionem leżącym z dala od głównych celów alianckich bombowców będzie m.in. Dolny Śląsk.
Całą akcją na tym terenie kierował prof. Günther Grundmann, główny konserwator zabytków prowincji. Spośród utworzonych przez Grundmanna ponad 80 składnic jedną z największych był Henryków (niem. Heinrichau) w powiecie ząbkowickim. Położony na uboczu, niespełna 60 kilometrów od Wrocławia, zespół poklasztorny w Henrykowie, stanowił idealne miejsce do ewakuacji zbiorów pochodzących z wrocławskich muzeów i instytucji. Ogromna kubatura i solidna konstrukcja zabudowań klasztornych dawały nadzieję, że zmagazynowane wewnątrz muzealia będą bezpieczne od działań wojennych. Formalnie składnica została utworzona 9 maja 1942 r. Na potrzeby zgromadzonych tam dóbr kultury wykorzystano „dużą salę i korytarz na parterze oraz całą drugą kondygnację”. Pierwsze transporty z dziełami sztuki pochodzącymi głównie z wrocławskich muzeów, zaczęły napływać do Henrykowa pod koniec maja 1942 r.

Jak ustalił Robert Heś (Utracone skarby dawnych wrocławskich muzeów, Wrocław 2017, s. 132), z archiwalnych dokumentów wiadomo, że w maju 1942 r. oba obrazy van Goyena znalazły się na liście dzieł sztuki Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu przeznaczonych do ewakuacji do składnicy w Henrykowie, lecz w październiku tego roku obraz „Nadbrzeżne fortyfikacje” został przewieziony do Kamieńca Ząbkowickiego. I na tym ślad i dotychczasowa wiedza o obu obrazach van Goyena się urywa.
W 1945 r. na tereny Dolnego Śląska w ramach ofensywy 1 Frontu Ukraińskiego wkroczyły wojska radzieckie. Wraz z nimi specjalne oddziały składające się m.in. z historyków sztuki i muzealników, których zadaniem było poszukiwanie, przejmowanie i wywóz do ZSRR wszelkich dóbr kultury, które uznano za wartościowe. Rozpoczęła się masowa akcja przejmowania i wywozu mebli, obrazów, dywanów, rzeźb, księgozbiorów itp. Z dworców w Zgorzelcu, Legnicy, Brzegu, Namysłowie, Nysie, Opolu, Szprotawie i Wrocławiu – odchodziły niezliczone transporty wypełnione po brzegi trofiejnymi dobrami ( Jacek M. Kowalski, Robert J. Kudelski, Robert Sulik, Lista Grundmanna, Warszawa 2015, s. 537). Trudna do oszacowania ilość dóbr kultury w barbarzyński sposób uległa jednak zniszczeniu. Pod kontrolą Rosjan znalazła się większość składnic muzealnych, także ta w Henrykowie. Nie wiadomo, co dokładnie w tym czasie działo się ze znajdującymi się tam zbiorami. Zapewne część z nich została wywieziona do ZSRR, część prawdopodobnie została rozkradziona przez szabrujące bandy a także przez osoby cywilne różnej narodowości. Czy taki los był również udziałem obrazu Jana van Goyen „Holenderski brzeg rzeki” ? Tego nie wiadomo. Dopiero jesienią 1946 r. – jak pisze Joanna Hytrek- Hryciuk – Armia Radziecka przekazała klasztor i rezydencję mieszkalną polskim władzom i zezwoliła delegatom polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki na przejęcie pozostałych w składnicy muzealiów.

Losy obrazu po wojnie

W lipcu 1992 r. obraz „Holenderski brzeg rzeki” Jana van Goyen został wystawiony na aukcji w Londynie przez dom aukcyjny Sotheby’s. Widniejącą na nim datę powstania odczytano jako 1645 r. Kilka lat później, w czerwcu 1997 r. ten sam obraz, ale już z datą 1643 r. – pojawił się na aukcji w Paryżu, wystawiony przez dom aukcyjny Tajan (nr 24). Być może, właśnie wtedy trafił do kolekcji Alba. Faktem jest, że od 2012 r. „Holenderski brzeg rzeki” Jana van Goyen, widniejący w bazie polskich strat wojennych na stronie serwisu dzielautracone.gov.pl – znajduje się w zbiorach Muzeum Luwru.

Jan van Goyen, looted art
Jan van Goyen, Holenderski brzeg rzeki. Fragment. Fot. © RMN-Grand Palais (Musée du Louvre) / Franck Raux.
Jan van Goyen, looted art
Jan van Goyen, Holenderski brzeg rzeki. Detal. Po lewej fotografia archiwalna obrazu.

Przedstawiony pokrótce obraz informacji związanych z poszukiwanym pejzażem van Goyena wypada uzupełnić o wyjaśnienia rozbieżności dotyczących kwestii jego datowania. W 1923 r. Cornelis Hofstede de Groot, znany holenderski historyk sztuki, w VIII tomie niemieckiego wydania „Beschreibendes kritisches Verzeichnis der Werke der hervorragendsten Holländischen Mahler des XVII. Jahrhunderts” omawiając dzieła van Goyena – wymienia oba obrazy z Wrocławia. Opisując obraz „Holenderski brzeg rzeki” (poz. 805), przyjmuje jako datę powstania obrazu 1642 r., jednak na końcu noty umieszcza istotną uwagę pisząc, że „dwie ostatnie cyfry są niepewne”. Ta niezwykle ważna wzmianka wyjaśnia rozbieżności w datowaniu dzieła van Goyena jakie pojawiły się w notach katalogowych domów aukcyjnych Sotheby’s i Tajan. Przyjęty przez de Groot’a rok powstania obrazu występuje również w ostatnim katalogu zbiorów malarstwa SMdbK jaki został wydany w 1926 r. Wątpliwości Hofstede de Groot’a (o czym poniżej) były z pewnością uprawnione. Można także domniemywać, że oglądał on obraz w rzeczywistości.

Jak już wspomniałem, w 1936 r. obraz Jana van Goyen został poddany konserwacji. Nie wiem jaki był jej zakres, ale chyba raczej nie spowodowała ona znaczących zmian w percepcji samej sygnatury, skoro 56 lat później w Sotheby’s odczytano ją jako 1645 r.
Posiadane przeze mnie wysokiej rozdzielczości zdjęcie obrazu z Luwru, skłania do przyjęcia zaproponowanej przez kuratorów muzeum daty 1643 jako roku powstania obrazu. Uważna analiza duktu pędzla i natężenia waloru ostatniej cyfry sygnatury, potwierdzają jednocześnie zasadność wahania de Groot’a. Istotnie, górna część cyfry „3” przypomina dwójkę. Jest mocniej zarysowana niż jej część dolna, która w kończącym ruch geście pozbawionego już prawie barwnika pędzla – zlewa się z krawędzią łodzi i jej cieniem rzucanym na taflę wody.

Jakie będą dalsze losy obrazu?

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że obraz Jana van Goyen z Luwru jest tym, jaki znajdował się w zbiorach Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Porównanie archiwalnych fotografii z wysokiej jakości, kolorowym zdjęciem obrazu z Luwru wyklucza możliwość jakiejkolwiek pomyłki. Zastosowana przez van Goyena, charakterystyczna technika półprzezroczystych, delikatnych dotknięć pędzla, a w szczególności zindywidualizowane partie malowane alla prima, jak chociażby rozświetlona słońcem skarpa, są identyczne jak na zachowanych archiwalnych fotografiach. Oczywiście ostatecznym dowodem będzie przebadanie obrazu na miejscu przez polskich ekspertów.

W tym miejscu siłą rzeczy pojawia się pytanie, co dalej? Wydaje się, że dowody na pochodzenie dzieła van Goyena ze zbiorów SMdbK są niepodważalne. A to oznacza, że Polska posiada do tego obrazu określony postanowieniami prawa międzynarodowego tytuł prawny i może wystąpić o jego zwrot, na takiej samej podstawie jak to miało miejsce w przypadku kilku innych dzieł sztuki z przedwojennych zbiorów tego muzeum, które zostały w ostatnich latach odzyskane.

Jak szybko to się stanie? To już zależy od procedur i sposobu działania Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jedynego właściwego organu, który zgodnie z Ustawą z dnia 25 maja 2017 r. odpowiada za restytucję narodowych dóbr kultury. Czekamy z niecierpliwością na efekty tych działań i kolejny restytucyjny sukces!


Prawa do utworów, znaków towarowych oraz baz danych udostępnionych w portalu ArtSherlock Magazyn są chronione prawem autorskim i przysługują Usługodawcy lub osobom trzecim. Wykorzystanie materiałów redakcyjnych portalu ArtSherlock Magazyn lub dokonywanie ich opracowań w jakiejkolwiek formie wymaga uzyskania pisemnej zgody Fundacji Communi Hereditate. Materiały te mogą być wykorzystywane i rozpowszechniane wyłącznie z notą o prawach autorskich i wskazaniem źródła i autora informacji. Szczegółowe informacje dotyczące zasad korzystania z portalu zawarte zostały w sekcji Licencje.

Lucas Cranach Starszy, Opłakiwanie Chrystusa
Lucas Cranach Starszy, Opłakiwanie Chrystusa. Fot. Nationalmuseum, Sztokholm.

Straty wojenne z Wrocławia na aukcjach i w zbiorach za granicą – część I

W sierpniu 1945 r. na konferencji w Poczdamie określony został powojenny kształt zachodniej granicy Polski. Niemieckie dotąd terytoria od Świnoujścia, wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej oraz południowa część Prus Wschodnich wraz z Wolnym Miastem Gdańsk zostały przyznane Polsce. Wszelkie dobra kultury jakie przed wojną znajdowały się na tych ziemiach, „które to dobra należały do państwa, samorządów lub instytucji publicznych, a także osób prywatnych, które pozostawiły je wyjeżdżając do Niemiec” – jak pisze prof. Wojciech Kowalski – podlegały specjalnej ochronie i nie mogły być legalnie ewakuowane lub wywiezione do Niemiec bądź ZSRR. Wynika to z zapisów i postanowień prawa międzynarodowego a w szczególności Konwencji oraz Regulaminu haskiego. Na tej podstawie zbiory kulturalne dawnych niemieckich instytucji, jakie mieściły się na terenach Ziem Zachodnich i Północnych, kiedy te ziemie znalazły się w granicach Rzeczpospolitej Polskiej – uznawane są za polskie straty wojenne.


Zanim jednak nowe tereny zostały objęte przez polskie struktury administracyjne, zostały planowo splądrowane, a znajdujące się na nich liczne dobra kultury za sprawą działalności trofiejnych brygad – w większości trafiły do ZSRR i nadal znajdują się w tamtejszych muzeach. Inne jako łup wojenny pojedynczych żołnierzy, band szabrowników i osób cywilnych różnej narodowości – zapewne wciąż znajdują się w prywatnych rękach lub zasiliły rynek aukcyjny i antykwaryczny.
Jedną z najzasobniejszych instytucji (pod względem jakości zbiorów) mieszczących się przed wojną na terenie Dolnego Śląska, było Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu (Schlesisches Museum der Bildenden Künste – SMdBK). W ostatnich latach, z pierwotnej kolekcji tego właśnie muzeum udało się odzyskać obraz Jacoba Jordaensa „Św. Iwo wspomaga biednych”, Oswalda Achenbacha „Via Cassia koło Rzymu”, miniaturowy „Portret damy” Aimée Zoe Lizinki de Mirbel, obraz Roberta Sliwinskiego „Ulica wraz z ruiną zamku”, a w ubiegłym roku wyjątkowo cenny i wybitny obraz Abrahama Bloemaerta „Historia Apolla i Dafne”. O zidentyfikowanym przez nas w Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie obrazie z pracowni Jana Brueghela Starszego, Wiejska ulica w Holandii oraz Martwej Naturze, autorstwa holenderskiego malarza Pietera de Ring eksponowanej obecnie w Gemäldegalerie w Berlinie, które to obrazy również należały do zbiorów wrocławskiego muzeum – pisałem kilka miesięcy temu na łamach Magazynu.


Niestety, wiele dzieł z przedwojennej kolekcji Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych, zarejestrowanych w bazie polskich strat wojennych prowadzonej przez MKiDN trafiło na międzynarodowy rynek sztuki. Niektóre w różnych okolicznościach zasiliły nawet zbiory kilku europejskich instytucji muzealnych. Status niektórych – pod względem możliwości dochodzenia tytułu własności i ewentualnych roszczeń przez Polskę jako potencjalnych strat wojennych – jest niejasny i wymaga dalszych badań. Okazuje się bowiem, że pomimo iż dzieła te są publikowane w internetowej bazie strat wojennych MKiDN dzielautracone.gov.pl, to niejednokrotnie ich wizerunki zostały włączone do wykazu i upublicznione na stronie internetowej bez należytej weryfikacji. Do niedawna wiele z nich posiadało jeszcze status „zweryfikowanych”, w chwili obecnej nie posiadają już żadnego. Mimowolnie dotykamy tutaj problemu jakości bazy danych polskich strat wojennych, która posiada kluczowe znaczenie dla efektywności procesu restytucji utraconych w wyniku II wojny światowej dóbr kultury. Będzie to przedmiotem osobnego artykułu, który teraz jedynie sygnalizuję.


Dlatego też nie przesądzam czy dzieła wymienione poniżej, pochodzące ze zbiorów dawnego Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu są, czy też nie są polskimi stratami wojennymi. Będzie to wymagało dalszych badań. Faktem jest, że zostały umieszczone w internetowej bazie serwisu dzielautracone.gov.pl Dodam tylko, że niektóre informacje o miejscach ich przechowywania lub szczegółach związanych z ich powojenną historią, w kontekście polskich strat wojennych – nie były dotąd publikowane.

Pieter Mulier, Skaliste wybrzeże podczas burzy, strata wojenna, looted art
Pieter Mulier zw. Tempesta, Skaliste wybrzeże podczas burzy. Fot. Hampel Fine Art Auctions GmbH & Co. KG.
Pieter Mulier, looted art
Pieter Mulier zw. Tempesta, Skaliste wybrzeże podczas burzy. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl


Pieter Mulier Młodszy (ok. 1637-1701) zw. Cavaliere Tempesta, „Skaliste wybrzeże podczas burzy” – obraz malarza holenderskiego, jednego z najwybitniejszych pejzażystów działających we Włoszech w II poł. XVII w. Tempesta zasłynął jak malarz marynista, stając się niekwestionowanym mistrzem w przedstawianiu burz morskich. Czynny w Rzymie od 1655 r., pracował dla wpływowych i możnych zleceniodawców. Od 1659 r. swoje prace zaczął sygnować przydomkiem Tempesta (po włosku burza), a później, po wyjeździe do Genui i nobilitacji: Cavalier. P. Tempesta. W 1676 r. w wyniku oskarżenia o zabójstwo żony, został aresztowany i skazany na 20 lat więzienia. Pomimo ujęcia prawdziwych sprawców, w więzieniu spędził 8 lat. Dzięki wpływowym protektorom malował nawet w więzieniu. Zmarł w Mediolanie w 1701 r.
Obraz Skaliste wybrzeże podczas burzy jest jednym z ostatnich obrazów Tempesty. Artysta namalował go w roku swojej śmierci. U dołu na skale widnieje sygnatura: Cavalier 1701/Pietro Tempest fec. Dzieło pochodzi z liczącej ok. 300 prac kolekcji Albrechta von Sebischa, którą po jego śmierci w 1784 r. odziedziczył Ernest Wilhelm von Hubrig. W 1767 r. podarował je miastu Wrocław. Od 1880 r. obraz był eksponowany w Schlesisches Museum der Bildenden Künste. W kolekcji Sebischa znajdowały się jeszcze dwa inne obrazy Tempesty. Jeden z nich, Krajobraz morze spokojne, zarejestrowany jako strata wojenna, kilka lat temu został zidentyfikowany przez włoską policję na aukcji w mediolańskim domu aukcyjnym Il Ponte, i w 2015 r. powrócił do Muzeum Narodowego we Wrocławiu (szczegółowo opisała to dr Monika Kuhnke w artykule na łamach pisma „Cenne. Bezcenne. Utracone” skąd pochodzą również ww informacje).
W 1942 r. Skaliste wybrzeże podczas burzy zostało zabezpieczone i ewakuowane do składnicy w Henrykowie. Płótno Tempesty jest wymienione w spisie obrazów z dnia 20 maja 1942 r., które tam trafiły i skąd w nieznanych okolicznościach zostało skradzione. W grudniu 2016 r. pejzaż miał zostać wystawiony na licytacji w monachijskim domu aukcyjnym Hampel. Aktualnie obraz widnieje w ofercie i na stronie internetowej galerii sztuki Frantsuzov, mającej swoje siedziby w Moskwie oraz Frankfurcie.

Lucas Cranach Starszy, Opłakiwanie Chrystusa
Lucas Cranach Starszy, Opłakiwanie Chrystusa. Fot. Nationalmuseum, Sztokholm.
Lucas Cranach Starszy, Opłakiwanie Chrystusa. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl

Lukas Cranach Starszy, „Opłakiwanie Chrystusa” – obraz wymieniony i opisany min. w katalogu zbiorów SMdBK z 1926 r., według którego pochodzi z kaplicy książęcej w Lubiążu (Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny). Obecnie znajduje się w Nationalmuseum w Sztokholmie, dokąd trafił drogą zakupu w 1970 r.

Philipp Johannes Purgau, Martwa natura z dzikim ptactwem, looted art
Philipp Johannes Purgau, Martwa natura z dzikim ptactwem. Fot. Christie’s.
Philipp Johannes Purgau, Martwa natura z dzikim ptactwem. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl

Philipp Johannes Purgau, „Martwa natura z dzikim ptactwem” – jeden z pary obrazów tego artysty jakie znajdowały się w SMdBK (?). Oba zaginęły podczas II wojny światowej. Omawiana martwa natura pochodzi z kolekcji Sebischa-Hubriga przekazanej w 1767 r. Gimnazjum Magdaleńskiemu we Wrocławiu. Od 1880 r. w zbiorach SMdBK, później w Schlesisches Museum für Kunstgewerbe und Altertümer we Wrocławiu (Śląskie Muzeum Rzemiosła Artystycznego i Starożytności). Od 1926 r. eksponowana w Muzeum Zamkowym. W latach 30/40. XX w. prawdopodobnie zwrócony do SMdBK. W 1943 r. obraz został zabezpieczony w jednej ze składnic na Dolnym Śląsku. (Robert Heś, Utracone skarby dawnych wrocławskich muzeów, Wrocław 2017, s. 223). W listopadzie 2002 r. martwa natura została wystawiona i sprzedana na aukcji Christie’s w Amsterdamie.

Cornelis Pietersz Bega, Zakochana para, looted art
Cornelis Pietersz Bega, Zakochana para. Fot. Ben-Ami Endres Auctions.
Cornelis Pietersz. Bega, looted art
Cornelis Pietersz. Bega, Chłopskie pieszczoty. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN, dzielautracone.gov.pl

Cornelis Pietersz. Bega, „Chłopskie pieszczoty” – według katalogu zbiorów SMdBK z 1926 r., legat dr A. Fischera. We wrześniu 2015 r. obraz został wystawiony przez dom aukcyjny Ben-Ami Endres w miejscowości Herzlia w Izraelu i sprzedany za kwotę 2400 dolarów (lot 2576).

Lucas Cranach Starszy, Portret Martina Lutra, looted art
Lucas Cranach Starszy, Portret Martina Lutra. Fot. Cranach Digital Archive
looted art
Lucas Cranach Starszy, Portret Martina Lutra. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl

Lukas Cranacha Starszy, „Portret Lutra” – na stronach projektu Cranach Digital Archive jako dzieło naśladowcy Cranacha. Obecnie w zbiorach Anhaltische Gemälde-Galerie w Dessau.

Lucas Cranach Młodszy (?), Portret Martina Lutra i Filipa Melanchtona, looted art
Lucas Cranach Młodszy (?), Portret Martina Lutra i Filipa Melanchtona. Fot. Wikipedia.
Looted art
Lucas Cranach Młodszy (?), Portret Martina Lutra i Filipa Melanchtona. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl

Lukas Cranach Młodszy, „Portret podwójny Martina Lutra i Filipa Melanchtona” – obraz dokładnie opisany w katalogu zbiorów SMdBK z 1926 r. Reprodukowany na stronach Wikipedii z informacją, że obecnie znajduje się w kolekcji prywatnej w Londynie.

Wolfgang Krodel, Adam i Ewa w Raju, looted art
Wolfgang Krodel, Adam i Ewa w Raju. Fot. Dorotheum.
Looted art
Wolfgang Krodel, Adam i Ewa w Raju. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl

Wolfgang Krodel, „Adam i Ewa w ogrodzie Eden” – pozycja nr 857 w katalogu zbiorów SMdBK z 1926 r. Pochodzi z daru D. Webera z 1892 r. W kwietniu 2007 r. obraz został wystawiony na aukcji w Wiedniu przez dom aukcyjny Dorotheum i sprzedany za 156 000 euro.

Nicolaes Pieterszoon Berchem, Krajobraz włoski, looted art
Nicolaes Pieterszoon Berchem, Krajobraz włoski. Fot. Nagel Auktionen.
looted art
Nicolaes Pieterszoon Berchem, Krajobraz włoski. Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN – dzielautracone.gov.pl

Nicolaes Pieterszoon Berchem, „Krajobraz włoski” – zakupiony do zbiorów SMdBK w październiku 1941 r. w antykwariacie Comm. Venn Kunsthandel P. de Boer w Amsterdamie. W październiku 1942 r. zabezpieczony w składnicy muzealnej w Kamieńcu Ząbkowickim. We wrześniu 2003 r. sprzedany przez dom aukcyjny Nagel Auktionen w Stuttgarcie.

Jan Brueghel Starszy, Wiejska ulica w Holandii, looted art
Jan Brueghel Starszy, Wiejska ulica w Holandii. Olej na blasze miedzianej, 1603 r. Fot. Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie.

Strata wojenna na ekspozycji Muzeum im. Puszkina w Moskwie!

Trzy miesiące temu, w artykule poświęconym polskim stratom wojennym w zagranicznych muzeach, zamieściłem fotografię obrazu Madonna z papugą, zrabowanego podczas II wojny światowej z Muzeum w Łodzi, a znajdującego się obecnie w Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie. Jak się okazuje, muzeum to skrywa także inne dzieła sztuki, oprócz tych, których zwrotu Polska już się domaga od Federacji Rosyjskiej.

Obok sali w której eksponowana jest Madonna z papugą, wśród płócien wielkich Flamandów, w towarzystwie dzieł Rubensa, Jordaensa i van Dycka, za szkłem muzealnej gabloty leży niewielkich rozmiarów obrazek namalowany na miedzianej blasze, zarejestrowany w bazie polskich strat wojennych. Jego wygląd oraz miejsce przechowywania były nieznane aż do dzisiaj. Po raz pierwszy publikujemy jego fotografię.

Wiejska ulica w Holandii Jana Brueghela Starszego w Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie

Obraz ten to Wiejska ulica w Holandii Jana Brueghela Starszego, sygnowany i datowany: BRUEGHEL.1603. (w bazie strat nr 11129). Pochodzi z przedwojennych zbiorów wrocławskiego Schlesisches Museum der Bildenden Künste (Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych), do którego trafił w 1880 r. jako dar anonimowego darczyńcy. Opisany i reprodukowany w przedwojennych katalogach zbiorów wrocławskiego muzeum. W niektórych dawnych opracowaniach, autorstwo Brueghela jak i autentyczność sygnatury były kwestionowane, a obraz przypisywano Peeterowi Gysels. W nowej literaturze przedmiotu poświęconej twórczości Jana Brueghela Starszego Wiejska ulica w Holandii określana jest jako dzieło pracowni.

Jan Brueghel Starszy, Wiejska ulica w Holandii, looted art
Jan Brueghel Starszy, Wiejska ulica w Holandii, fragment. Fot. Muzeum Sztuk Pięknych im Puszkina w Moskwie.

Wybuch II wojny światowej i związane z tym postępujące działania wojenne, a w szczególności nasilające się od końca 1940 r. bombardowania niemieckich miast przeprowadzane przez lotnictwo aliantów, stworzyły realne zagrożenie dla wielu kolekcji muzealnych oraz innych zbiorów publicznych i prywatnych. Skłoniło to władze niemieckie do przeprowadzenia akcji zabezpieczania i ewakuacji najcenniejszych zbiorów na prowincję, do wytypowanych wcześniej składnic muzealnych. Na terenie Dolnego Śląska całą akcją kierował prof. Günther Grundmann, główny konserwator zabytków prowincji dolnośląskiej.
Obraz Breughela widnieje na liście transportowej dzieł sztuki ze Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych, które w dniu 20 maja 1942 r. miały trafić do mieszczącej się w zabudowaniach dawnego klasztoru cystersów składnicy w Henrykowie (Heinrichau). Podobne składnice powstały w kilkudziesięciu innych miejscowościach na terenie Dolnego Śląska. Położony na uboczu, niespełna 60 kilometrów od Wrocławia klasztor, stanowił idealne miejsce do składowania zbiorów pochodzących z wrocławskich muzeów i instytucji, dając nadzieję, że zmagazynowane w nim muzealia będą bezpieczne od działań wojennych.

Tak było do 1945 r., gdy „w ramach ofensywy 1 Frontu Ukraińskiego, na tereny Dolnego Śląska wkroczyły wojska radzieckie, a wraz z nimi specjalne oddziały, tzw. trofiejne brygady, składające się min. z historyków sztuki i muzealników, których zadaniem było poszukiwanie, przejmowanie i wywóz do ZSRR wszelkich dóbr kultury, które uznano za wartościowe. Wkrótce pod kontrolą Rosjan znalazły się wszystkie składnice muzealne znajdujące się na Dolnym Śląsku, także ta w Henrykowie. Pomimo formalnego przejęcia ziem zachodnich przez Polskę Rosjanie stacjonowali w Henrykowie do lutego 1946 r. kiedy to komenda radziecka zezwoliła delegatom polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki na przejęcie pozostałych w składnicy muzealiów. Jednak do tego czasu Rosjanie zdążyli już najcenniejszą część zabytków wywieźć do ZSRR”.

Looted art
Karta inwentarzowa obrazu. Fot. MKiDN, dzielautracone.gov.pl

W tym miejscu po raz kolejny należy podkreślić, że w przypadku dóbr kultury wywiezionych z Ziem Zachodnich (gdy ziemie te znalazły się w granicach Rzeczypospolitej Polskiej), które to dobra „należały przed wojną do państwa i samorządów oraz innych instytucji o charakterze pu​blicznym, a także osób prywatnych, które pozostawiły je wyjeżdżając do Niemiec” – Polska posiada określony postanowieniami prawa międzynarodowego tytuł prawny. W myśl tego może domagać się ich zwrotu. Na tej podstawie w ostatnich latach odzyskano min. obraz Jacoba Jordaensa Św. Iwo wspomaga biednych, Oswalda Achenbacha Via Cassia koło Rzymu, miniaturowy Portret damy Aimée Zoe Lizinki de Mirbel oraz obraz Roberta Śliwińskiego Ulica wraz z ruiną zamku. Wszystkie te dzieła przed wojną należały do zbiorów Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu.

Obraz Brueghela, z racji niewielkich rozmiarów łatwy do ukrycia, został najprawdopodobniej skradziony przez któregoś z żołnierzy radzieckich i jako „prywatny” łup wojenny znalazł się w ZSRR. W 1969 r. drogą zakupu od W. A. Aljeksjewa z Moskwy, trafił do zbioru Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina (nr inw. Ж-4071). Jak się wydaje, jego wrocławska proweniencja oraz to, że jest ujęty w bazie polskich strat wojennych, może być zaskoczeniem dla rosyjskiego muzeum. I to chyba wszystko, czego możemy się w tym przypadku spodziewać, bowiem status złożonych w ostatnich latach przez Polskę wobec Federacji Rosyjskiej wniosków restytucyjnych nadal pozostaje ten sam i żadnego z dzieł sztuki, których są przedmiotem, nie udało się dotychczas odzyskać.
Wciąż czekamy na powrót Madonny z Dzieciątkiem zw. Głogowską Lucasa Cranacha Starszego, Madonny z Dzieciątkiem i liliami Liberale Bonfantiego, Portretu Johanna Schwarzwaldta Hansa Holbeina, Podwórza z drobiem Daniela Schultza, Dyptyku Winterfeldów czy Madonny z papugą – wymieniając tylko niektóre dzieła o których wiemy, że znajdują się w Muzeum im. Puszkina. Do tej listy dołącza właśnie Wiejska ulica w Holandii Jana Brueghela Starszego.